Translate

21 czerwca 2013

***

"Woda"

Morskie fale
delikatnie pieszczą
nasze nagie ciała.
Skąpani w słońcu
płyniemy w głębiny.
Na zawsze wtuleni
w siebie,
my - nimfy moskie.

"Ogień"
Nasze dusze płoną.
Rozgrzane
namiętnością dłonie
poznają zakamarki ciał.
Spłonęliśmy,
rozgrzani miłością.
A popiół rozwiał wiatr.
Nikt nas nie znajdzie.
Istniemy tylko dla siebie.

"Ziemia"
Ukryci głęboko pod ziemią,
pragniemy tylko siebie.
Nakarmieni uczuciem,
nie potrzebujemy słońca.
Z naszej miłości
wyrastają kwiaty.
To nasze dzieci,
bujny gaj,
rosnący w pulsującej tańcem
nagich ciał
ziemi.

"Powietrze"
Stoimy na wzgórzu,
a wiatr
rozwiewa nasze włosy.
Uniesieni,
płyniemy
ponad czasem.
Delikatnie, niewidzialnie,
muskasz moje ciało,
bo Ty jesteś powietrzem,
moim życiem,
a ja
Twoim prywatnym niebiem.
                                  (Alex, 2000r.)

Drożdżówki z pomarańczowym nadzieniem.

Choć nie jestem wielbicielką pomarańczy w wypiekach - jest naprawdę niewiele wypieków, które chcę wogóle spróbować zrobić i zjeść. Natomiast do tych drożdżówek zmuił mnie słoik dżemu pomarańczowego w lodówce. Dostosowałam sobie przepis do dżemu (dżemu nawet jak na dżem pomarańczowy - bardzo dobry z dużyi kawałkami skórki kandyzowanej - wida c kawałek pod lukrem na zdjęciu) i zrobiłam takie bułeczki:


Przepis na pomarańczowe bułeczki z twistem: http://www.mojewypieki.com/przepis/pomaranczowe-buleczki-drozdzowe-z-twistem--.
Zmiany jakich ja dokonałam, to takie, że do nadzienia nie dodałam skórki pomarańczowej, natomiast na  nadzienie serowe, wysmarowałam dżem. Polecam te bułeczki, nie tylko dla miłośników pomarańczowych wypieków :)
Tylko tyle dziś, uciekam, pa!
Tylko tyle dziś

20 czerwca 2013

***

Namiętność

zrasza delikatnie 
moje ciało
dotyk ust
drży na powiekach
płyniesz we mnie
gorącą lawą

jesteś

głuche tykanie 
zegara
wybija takt
tańca
naszych dłoni

rzeczywistość jest snem
w którym
płatki śniegu
opadają na nasze ciała
roztapiają się
i mrożą

drgam 
w konwulsjach 
na jednym oddechu
unoszę się
i wybijam  
z czasoprzestrzeni
z bezdźwięcznym krzykiem
na sinych ustach

i Ty we mnie 
                   (Alex, 2004r.)

Chleb wiejski i zakwas chlebowy.

Miały być dziś robótki, ale po moim wczorajszym wyczynie... no nie ma mowy muszę się z Wami tym podzielić bo mąż nie podziela mojej ekscytacji, a wygadać się trzeba.
Zaczęło się od bułek, do przygotowania których musiałam zrobić zaczyn, który rósł tylko kilka godzin, bułki wyszły naprawdę fajne i smaczne, choć w kształcie... kompletnie nie fotogeniczne - bo mi się strasznie zlały - znaczy tak wyrosły, że się zrosły. I poszłam za ciosem. W poniedziałek zaczęłam tworzenie zakwasu chlebowego. Zrobiłam z mąki żytniej pełnoziarnistej, a wieczorem stwierdziłam, że pszenny też zrobię - w ramach szkolenia. I tym sposobem mam zakwas żytni, który za 3 godziny będzie gotowy do produkcji chleba i wieczorem będzie pszenny :) Podobno pszenny jest bardziej kapryśny, ciężko go uzyskać, a dla mnie to on od początku wyglądał dużo lepiej - w żytnim było mało bąbelków, zapach był niewyraźny, a w pszennym to i bąble i się ładnie rozwarstwił, i zapach "jak trza". Zakwas trzymam w ciepłym pokoju - nad kotłownią, w dzień uchylam okno, w nocy otwieram drzwi, ale co mnie zdziwiło to mi nie wykipiał - wogóle to grzeczny jakiś ten zakwas, bo rośnie naprawdę delikatnie i pomalutku (a tak na wszelki wypadek postawiłam go na podłodze w blaszce z wysokimi brzegami - takiej od piekarnika).



Jutro pierwszy wypiek z zakwasu - przepis wybrany, nic tylko rękawy podwijać i się... no cóż umęczyć, bo chleby na zakwasie wymagają dużo więcej czasu i pracy niż te na drożdżach. I są takie skomplikowane... zagnieść, dolać, odłożyć, odpocząć, odgazować, przykryć, złożyć...eh...
Czekając na zakwas stwierdziłam, że spróbuję może chleb na zaczynie drożdżowym, tez się długo czeka, też trudniejsze przygotowanie... I wybór padł na Chleb wiejski, przepis tutaj: http://arabeskawaniliowa.blogspot.dk/2010/04/chleb-wiejski-country-bread.html.
Zaczyn rósł i rósł, po 12 godzinach zaczęłam się niecierpliwić, zaglądałam do niego co pół godziny, aż wreszcie po uplynięciu 14,5 godziny środek zaczynu się zapadł! Później było łatwiej. Problemy zaczęły się przy formowaniu właściwego bochenka - bo jakiś lejący wyszedł. Upchnęłam jakoś to ciasto na pokrywkę od naczynia żaroodpornego i do piekarnika.
I chleb wyszedł... mh. Na samo wspomnienie o tym smaku robię się głodna. Co prawda mogłam go potrzymać dłużej na etapach wyrastania - na maksymalne ramy czasowe, a nie jak ja zrobiłam, jak się ruszyło po upłynięciu najniżej granicy czasowej to robiłam dalej, nie czekałam dłużej. Mogłam też na etapie zagniatania ciasta dodać trochę więcej mąki, bo dość luźne ciasto wyszło. 
A teraz kwestia smaku - wczoraj jeszcze lekko ciepły chleb, wydawał nam się gumiasty - dobry, smaczny, ale komfortu jedzenia nie było - chleba nie winię - a a raczej siebie... ale dziś... no naprawde bardzo dobry chleb!!! Co prawda, krzywy, bo się rozlal na boki, skórka chrupiąca, ale ciemna... - choć w smaku nie czuć spalenizny aż takiej starsznej. Mąż wczoraj z rozmachu pokroił cały chleb, zanim zdążyłam zrobić zdjęcia, więc musicie zadowolić się tym rozmazanym zdjęciem - innych nie będzie bo innych nie moge zrobić (o tym za chwilę).
A ja dziś od rana, mam impreze na całego - drogę robią, więc mam hałas, jakieś wielkie maszyny jeżdżą mi przed domem, wręcz przed oknem... a do tego walce i szczotki... a zdjęcia niewyraźne to przez walec - jak jeździ to mi się cały dom trzęcie i co stanęłam do zdjęcia to walec przejechał. Mam nadzieje że się przesuną kawałek dalej, byle za sąsiada dom- to nie będzie tak trzęsło, bo jeszcze chwila a mi się wnętrzność wytrzęsą - juz nawet kawa mi się odbija... Nie mogą tego robić jutro, jak mnie w domu rano nie ma? Albo jak jest cieplej i w nocy nie padało, to bym sobie na ogród wyszła...
Dość narzekania, drogę robią raz na kilka lat, więc nie ma co narzekać. 
Zmykam. 
Miłego dnia życzę! Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam!!!