Translate

23 czerwca 2014

W roli głównej... dach.

W ostatnim poście wspomniałam o dachu, a dziś pokażę jak to wygląda. Rusztowań na szczęście już nie ma wokół domu. Dach na domu już jest, został jeszcze na budynku gospodarczym. I zadaszenie nad drewnem. Oto zdjęcia, z wczoraj:







Mam nadzieję że dziś zrobią mi okno w łazience na górze i zerwą dach na gospodarczym i będę mogła wreszcie posprzątać. 
Miłego dnia życzę!!!
Pozdrawiam!!!

19 czerwca 2014

Słodkie puszki decu.

I jestem! Cześć wszystkim :) A bo wiecie... tak wyszło, że mnie nie było, ale to nie do końca moja wina. Bo... najpierw przyjechał taki "potwór" i wywalił mi przed dom ciężki ładunek... to trzeba było kwiatki pozabierać sprzed domu, śmietniki poprzesuwać... i jak najszybciej drewno ogarnąć. Potem jeszcze trzeba było poprzestawiać doniczki na tarasie, przeturlać drewno, zrobić miejsce pod budowę zadaszenia na drewno i sprzątnąć całą stertę starych palet, płyt i siatek... Trochę to trwało... W między czasie zastawiono nas rusztowaniami tak, że na ogród ciężko wejść. Znaczy, można, ale chyba w kasku bo wszystko na łep leciało :) Chwilowo mam wymieniany dach. Nie pytajcie jak bardzo się kurzy przy zwalaniu dachówek... moje okna wyglądają jakby ktoś je piaskiem zasypał... parapety... już przestałam wycierać, bo nawet wieczorem wystarczy okno otworzyć, a pył zaraz leci do domu. Łazienka na górze chwilowo w ogóle nie istnieje, bo okno wymieniali i nawet w wannie mam gruz. Ale nie ruszam tej łazienki bo jeszcze futryny muszą zrobić, a że okno jest większe niż poprzednie, to spodziewam się że jeszcze będą coś wycinać w ścianie... Taki żółty potwór podjeżdża mi tu pod dom, podnosi deski ponad dom, a jak stoi na ulicy to ulica zamknięta :). Na dziś dzień połowa dachu jest zrobiona. Dziś mam nadzieję że zaczną kłaść dachówki na drugiej połowie, ale póki co przybijają deski. Ale efekt taki, że warto czekać i sprzątać. Dach wygląda bardzo dobrze (właściwie to jest śliczny, ale czy do dachu pasuje określenie "śliczny?"). 
Robótkowo się ruszyło i zatrzymało :) Zrobiłam między innymi dwie puszki które będą wkrótce małymi prezencikami. Właściwie to puszki będą opakowaniem, bo w środku będzie prezent właściwy, czyli śliwki w czekoladzie własnej roboty :) Puszki zrobiłam trochę takie uniwersalne - pasują na różne słodycze.
Napisze jeszcze kilka słów co do faktury puszek... Otóż coś odwaliłam. I przez przypadek wyszło jak wyszło. Jak widzicie na zdjęciu puszki są chropowate. A wyszło tak, bo... zawsze do farby którą maluję metal czy plastik dodaję trochę kleju wikolu, farba wtedy lepiej trzyma się podłoża i ładnie kryje. Ale kupiłam nową biała farbę i po dodaniu wikolu... zrobiły mi się grudki. Pomalowałam całe puszki  tymi grudkami, zastanawiając się co ja robię?!, ale byłam ciekawa efektu. No nawet to wyglądało obiecująco... Potem nakleiłam serwetkę i przyszło malowanie tła. To już nie wyglądało... Pomyślałam sobie chwilę i przypomniało mi się zbieranie farby papierem. Widziałam to kiedyś, gdzieś i po wykorzystaniu tego pomysłu stwierdzam, że to jest wspaniała technika. Robimy to tak, że nakładamy na podkład (u mnie biały kolor) kolor tła (u mnie różowy), ale nie na całość tylko na k 1/4, żeby farba nie wyschła. Bierzemy ręcznik papierowy, chusteczkę czy serwetkę... cokolwiek papierowego, zwijamy w rulon i turlamy po farbie, w jedną stronę, nie wracamy i raczej zdecydowanymi ruchami, żeby nam się nie przykleił papier do farby.
I to tyle. Proste, a naprawdę jak pomysłu na ozdobienie brak, to takie malowanie może pomóc.
To może teraz pokażę ta puszkę:
Takie sobie puszeczki :)
Zmykam . Dziękuję, że jesteście i mnie nadal odwiedzacie :)
Pozdrawiam i do kolejnego razu - pa!

10 czerwca 2014

Kwiatkowa torebeczka na urodziny.

Nie będę się tłumaczyć i bić w pierś że rzadko bywam w blogowym świecie. Dobrze mi tak i tyle.  jak mam coś do pokazania to pokazuję, Wasze blogi podglądam i czytam, z komentowaniem już gorzej...A co mnie tak zajmuje? a no wiecie... tak właściwie to nic nowego, tylko przestałam tak gonić, odpuściłam sobie te wszystkie pomysły które chodziły mi po głowie, wybrałam co najważniejsze i tylko to realizuję. A zaoszczędzony czas spędzam z dziećmi i w ogrodzie.
Wydziergałam ostatnio torebeczkę, która jutro stanie się prezentem urodzinowym dla Julii koleżanki - Kathriny. Torebeczka w formie woreczka z białymi kwiatkami, na zdjęciu nie widać, ale w środku każdego kwiatka jest mały perłowo-różowy koralik (to przez poranne słońce).
Torebeczka jest śliczna - Julia już zaznaczyła, że Ona też taką chce, stwierdziłam, że nie ma sprawy, zrobię jej taką jak znajdę chwilę - i chyba na tą "chwilę" Julia aż zawarczała :) Miło, że aż tak jej się podoba :)
Dla chętnych (i dla mnie, żebym później nie szukała :)) zamieszczam wzór:

I to tyle. Uciekam do sprzątania i do ogrodu :)
Dziekuję za odwiedziny. 
Pozdrawiam serdecznie i słonecznie :)

21 maja 2014

Maj - to pora roku.

Ja zawsze mam jakieś dziwne poglądy, no, ale cóż, już tak mam. Zawsze pod prąd i zawsze inaczej. Nawet podział pór roku mam swój własny. Bo prócz tych podstawowych: zima, wiosna, lato, jesień i tych nazywanych przedwiośniem czy późnym latem, wyróżniam jeszcze dwie pory roku. To maj i wrzesień. Nie pytajcie dlaczego, ja już tak mam, że sobie tak wymyślam. Bo maj to ani wiosna, ani lato, pachnie bzami, rzepakiem i całym mnóstwem innych pachnących krzewów i drzew. I to jest właśnie maj. A na dodatek to u mnie już się zaczynają "nocne jasności" - fantastycznie jest wyjść na ogród o godzinie 22 i cieszyć się pełnią dnia :) Gorzej z wytłumaczeniem dzieciom, że mama się przejęzyczyła i zamiast powiedzieć że już jest późno, powiedziała że jest już ciemno i czas spać... Bo przecież jasno! To jak iść spać?!
A ja dziś mam dzień leniwy. Mam co prawda jakieś 3-4 pralki do wstawienia i wysuszenia, bułki jakieś machnąć, obiad zrobiony to ja będę odpoczywać :) Nie wiem jeszcze czy robótkowo, bo chwilowo utknęłam z odwiecznym problemem: "brak włóczki" - tym razem to gapa ze mnie jak nie wiem, bo spojrzałam, że mam jeszcze jedną czerwona włóczkę, a to się okazało być... owszem... czerwoną ale bawełną, a nie akrylem... Coś tam wczoraj zaczęłam dłubać z nudów, ale i z potrzeby zbliżających się urodzin koleżanki córki. 
I tak jakoś mnie dziś naszła ochota na napisanie dziś o czymś. Ino nie miałam o czym... To skoczyłam do ogrodu i zrobiłam kilka zdjęć. Ciężko się je robiło, bo wszystko co sfotografowałam rośnie na wschodniej stronie czyli ze słońcem w twarz.
Tak więc, w moim ogrodzie chwilowo jest tak:
W oczku są już papirusy - jeszcze słabe i wiotkie, ale wkrótce się wzmocnią i znów urosną potwory :) Oczywiście jak oczko - to musza być statki i łódki :)

 Rododendron nr 1 :)
 Rododendron nr 2 i 3 - jeszcze nie kwitnie :)
 I rododendron nr 4.
I różne inne kwiatki i krzewy... i oczywiście tony chwastów...



I tak to dziś wyszło. Taki post ogrodowy się wykluł :) 
Uciekam na ogród :) I po drodze do prania :)
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny :)