Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystrój wnętrz/mój dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystrój wnętrz/mój dom. Pokaż wszystkie posty

23 czerwca 2014

W roli głównej... dach.

W ostatnim poście wspomniałam o dachu, a dziś pokażę jak to wygląda. Rusztowań na szczęście już nie ma wokół domu. Dach na domu już jest, został jeszcze na budynku gospodarczym. I zadaszenie nad drewnem. Oto zdjęcia, z wczoraj:







Mam nadzieję że dziś zrobią mi okno w łazience na górze i zerwą dach na gospodarczym i będę mogła wreszcie posprzątać. 
Miłego dnia życzę!!!
Pozdrawiam!!!

24 września 2013

Jesienne ozdoby.

Jesień się zaczeła i nie byo rady... w weekend pochowałam letnie ozdóbki. Trzeba było coś wykombinować w jesiennym deseniu. Mam takie dyńki na zydełku, ale niezbyt mi sie podobają. Pomyślałam, pochodziłam, wyciagnełam koszyczek wiklinowy, świeczkę i przypomniałąm sobie o fajnych dyniach które widziałam na jednym z blogów. Wygrzebałam kulki styropianowe, które miały być na bombki... i zrobiłam dyńki :) Bardzo fajnie i przyjenie sie je robi, nawet Julia się zainteresowała i sama zrobiła najmniejsza pomarańczową dynię. Ja owijalam tylko na jeden sposób, miałam tylko cienkie włóczki a z grubą, owijanie na inne sposoby wyglądało by dużo lepiej. Sobie wymysliłam, że skoro ozdobne dyńki maja też kolor zielono - żółty, to jedną dynię obkleiłam dwoma włóczkami, wtym żółta włóczka była z takimi wypustkami i wyszło to nawet fajnie. Cały czas żałuję, że nie miałam grubszych włóczek. Jak ostatnio byłam w mieście, to odwiedziłam sklepik, gdzie mają fajne włóczki też w małych motkach - idealne na takie sezonowe ozdoby, ale nie mieli wtedy żadnych takich "jesiennych" kolorów, wszystko było w pastelach...
Do koszyka trafiły też skarby ze spaceru :)
 Koszyczek trafił na stół, a na ławę zrobiłam mały lampion. Słoiczek, drucik, koronka, swieczuszka i żołędzie :) Ot cała filozofia!

 I nawet głóg się dostał do słoiczka, bo mi dwie kulki się plątały w żołędziach.
Jeśli macie ochote na takie dynie, to zapraszam tutaj: Repeat crafter me. Ja zrobiłam trochę inaczej - nie ścinałam dna kulek, bo mi podstawka niepotrzebna, a nawet jak się dobrze postawi to też stoi. Korki zamieniłam na patyki (kiedys widziałam takie śliczne dynie z patykami z zakręconymi kłączami - niestety przeszukałam cały ogród i nie znalazłam ...), nie robiłam też listków, choć nie wiem, czy przypadkiem nie powstaną, bo coś mi łyso wyglądają. Nie uzywałam kleju w pistolecie - szczerze powiedziawszy to nie wyobrażam sobie trzymania kulki, poklejonych palców, pomiędzy tym wszystkim włóczki, która klei się do wszystkiego i jeszcze pistolet z klejem... Użyłam wikolu i nakładałam go pędzelkiem.
To wszytsko na dziś. Mało tych ozdób, ale to przez te kasztany - jakbym miała ich więcej, to więcej ozdób bym zrobiła. 
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia!!!

23 sierpnia 2013

Obrazki decu dla dzieci.

Szybciutko, bo czas mi się skurczył, pokazuję obrazki decu o których wspominałam wczoraj. Tym razem tematyka piracka :) - oczywiście dla chłopców.
Pierwszy obrazek jest na płótnie, motyw był na całej chusteczce, więc nie musiałam nic malować.
Z tymi obrazkami już nie było tak łatwo... Pirat i papuga byli na białym tle, więc musiałam domalować całe tło. I wyszło mi... no cóż... całkiem dobrze :) Ramki wyszły już trochę gorzej, bo chciałam je pomalować jak drewniane, więc wyszło... jak wyszło...



 Miłego weekendu życzę wszystkim :) Pozdrawiam!!!

22 sierpnia 2013

Obrazki decu z motywami zwierzęcymi.

Muszę ogarnąć trochę moje rupiecie "do wykorzystania". Na fali tej myśli, złapałam pierwsze z brzegu płótna i ramkę, później rozszerzyłam wachlarz twórczości i wyciągnęłam więcej ramek. Ramki wymagały pomalowania, starałam sie uzyskac efekt drewnianych ramek... średnio mi to wyszo. Z bliska to jeszcze jakoś to wygląda, a z daleka wygląda jak zwykła brązowa ramka. Płótna kiedyś były próbami twórczymi chłopców - teraz ich nie chcą, a jako pamiątkę zostawiłam te mniej "czarne i w koło malowane" obrazy. Chłopcy malując farby nie szczędzili, przez co ja się namęczyłam, żeby jakoś to płótno wyrównać, na pierwszym zdjęciu po prawej stronie nawet widać trochę nierówności, ale nawet mi to pasuje. Dziś pokażę pierwsze płótno i ramki, wszystkie z motywami zwierzęcymi, jutro reszta już w innej tematyce.
Płótno z sawanną dla chłopców, motyw serwetkowy kończy się na wysokości drzew, więc resztę musiałam domalować. Nawet mi to wyszło, choć ja myślę, że chyba za ciemne kolory użyłam w porównaniu z niebem z serwetki.
 Żyrafy również dla chłopców.
 I wspólne zdjęcie:
 Julka też chciała obrazek, wybrała sobie koniki. 
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia!

21 sierpnia 2013

Różności robótkowe i nie tylko robótkowe, z cukinią w tle.

Piękny poranek, słoneczko się wychyla (dziś ma być pochmurnie, ale akurat kiedy się upajałam pieknem poranka promyczki przebijały się nieśmiało przez chmury), przyjemnie... Rano wyszłam z Julią na autobus i zauważyłam kosz z cukinią u sąsiadów. W drodze powrotnej zatrzymałam się przy tabliczce by sprawdzić ile kosztują, a tam niespodzianka : Proszę! Gratis, nie zabieraj kosza :) To szybko w głowie sobie ułożyłam na co mi się przyda cukinia, wzięłam dwie, jedną małą, drugą dużą. Z małej powstanie jakieś ciasto, jeszcze nie wiem jakie, bo to zależy ile miąszu mi wyjdzie, a druga duża cukinia - te cukinie spadły mi jak z nieba! - na dzisiajeszy obiad. Wczoraj pół dnia główkowałam co by tu dziś na obiad zrobić - ja nie wymysliłam nic sensownego. Ostatnio było za dużo mięsnych potraw, mam zamiar umyć dziś okno w kuchni, więc lepienie pierogów odpada - choć jeden dzień chcę się pocieszyć niezakurzonym mąką oknem :). Dzieci chciały naleśniki - ale one zawsze chcą naleśniki, takie cieniutkie, duże, i z zębami (czyli rozlewając ciasto po patelni muszę tak zlewać ciasto na bok, by rozlało się w takie długie "zęby". A to wcale nie jest łatwe - bo ja robię rzadkie ciasto, kiedyś mi się sypło za dużo mąki to zęby wyszły i od tej pory próbuję dosypywać mąkę pod koniec smażenia, żeby te zęby wyszły:) I wracając do obiadu, to naleśniki nie leżały mi jakoś... już myślałam, że zrobię zupę jakąś, albo krem marchewkowy... A tu cukinia mnie z rana zaskoczyła. Mój tata robił cukiniowe placki z pokrojonych w plastry cukinii w cieście z mąki i jajek (zdaje się że podpatrzył to u Makłowicza). Ale jakoś nie przepadam za takimi plackami. To skoczyłam do Janeczki, bo pamietam, że kilka dni temu podawała przepis na placki z cukini. Przepis jest, obiad bedzie i tak to się pięknie zaczyna dzień :) A jeszcze kropką nad i było śniadanko: własny chlebek, solone, nie własne, masełko i pyszne malinowe pomidorki :) własne:)

A co dziś pokażę? A kilka różnych zdjęć, co mi zostały do pokazania po wakacjach:) 
Julki kolczyki nr 2 z piórkami
Jak pomalować paznokcie na safari? W zebrę! Oczywiście Julki paznokcie :)

Tak wyglądały pomidory, dziś już te największe są zjedzone :)

Moje zdobycze - skrzynki, które służą jako przenośny stolik do ogniska i skrzynka na drobne drewienka również do ogniska :)
I jeszcze wianek do budynku gospodarczego, czy jak to tam się zwie, taki na narzędzia i rowery. Wianek zrobiłam, bo chciałam wreszcie wykorzystać kilkuletnie już kłosy, które schły i schły, aż stwierdziłam, że jak czegoś z nimi nie zrobie, to je wyrzuce, bo mi tylko pajeczyny zbierają. 

I to już wszystko na dziś. Dziękuję za odwiedziny :)
Miłego dnia życzę! Pozdrawiam!!!

20 sierpnia 2013

Muszelkowy post - czyli jakie muszle skrywa nasz Bałtyk i co można zrobić z muszelek.

Kolejny powakacyjny post (choć pogoda i nastroje nadal całkiem wakacyjne). Pokażę Wam dziś muszelki, takie zwykłe z Bałtyku, dokładniej z cieśniny Kattegat, skąd blisko do Morza Północnego. Jak już jesteśmy przy Morzu Północnym, to mam nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się wybrać do miejscowości Skagen, jest to najbardziej wysunięty na północ  cypelek Danii, gdzie można ujżeć niesamowite zjawisko połączenia ciepłych wód Bałtyku z zimnymi wodami Morza Północnego. Dla ciekawych tego zjawiska polecam wpisać sobie w Google Grafika "Skagen" i zobaczycie jak fascynujące to miejsce.

A wracając do muszelek. Najpierw pokażę moją nawiększą dumę i największe zdobycze, które znalazłam pierwszego roku jak przyjechalam do Danii - trzeba trafić na czas pomiędzy dobrym przypływem, a odpływem. Najlepiej się szuka podczas odpływu, plaża powoli się powiększa, morze odchodzi i odkrywa kolejne miejsca z muszelkami - miejsca, czyli sterty, kupy, ogrom! muszelek. Nie raz byłam nad polską częścią Bałtyku, ale nie wiedziałam, że w Bałtyku może być tyle i to takich muszelek!
Przy muszelkach dla porównania świeczka, w rozmiarze zwykłym, małym.
 I takie tez można znaleźć
 Zbiory dokonane, przygotowana jestem na kolejny przypływ weny muszelkowej:)

 I tegoroczne zbiory większych muszelek - ta czarna jest porośnięta jakimiś porostami i znalazła ją Julia.
Jak jesteśmy nad morzem, to wcale nie trzeba się nachodzić, żeby pozbierać trochę muszelek. Siadasz tyłeczkiem na piasku i wystarczy tylko zbierać muszelki wokół siebie. Ja większość muszzelek zbierałam w wodzie, bo tak przyjemnie jest chodzić po wodzie. 
A co robię z muszelkami? A co mi do głowy przyjdzie, naszyjnik muszelkowy pokazywałam już wczoraj, można zrobić wiszące sznury muszelek, wrzucić do szklanego naczynia, rozsypać wokół świeczki... a ja zrobiłam o tak:
wianek wisi na tarasie, chyba potrzebuje większej ilości muszelek i czegoś do towarzystwa, bo wygląda trochę łyso:
 proste sznurki muszelek, na końcach małe dzwoneczki, wiszą pod pawilonem w ogrodzie i przy wietrze ślicznie dzwonią



 I świeczki. Ta jest mojej produkcji, najpierw świeczkę obsmarowałam klejem pcv i całą świeczkę wyturlałam w drobnym piasku również z plaży. Muszelki przyklejałam klejem na gorąco i póki co jakoś się trzyma.
 I z ozdóbkami również morskimi, drewienka, wyschnięte rośliny
 I tu widac drugą świeczkę...
 Ta podoba mi się bardziej - a zrobiła j ą  Julia. 
To wszystko na dziś.
Życzę miłego dnia!
Pa!

16 stycznia 2013

Różane filiżanki.

Piję sobie właśnie kawkę, espresso... mmm... oczywiście profanacja na całej linii, bo z mlekiem i cukrem, ale ten zapach... Gdy kawa się robi, ja mam czas na ekscytację zapachem i obserwuję sobię jak moja magiczna mikstura wpływa do szklaneczki... Uwielbiam kawę i wszelkie kawowe napoje. To taka moja chwila ciszy, spokoju, wytchnienia, zapachu, czegoś wyjątkowego dla zmysłów.
Skoro tak kocham kawę, to i mam kilka kawowych drobiazgów. Oto jeden z nich: dwie filiżanki z talerzykami, były białe, a ja je ozdobiłam decu.
 Stoją na różanej tacce, z różanymi podkładkami, różanymi zapałkami i różaną świeczką :) Wszystko takie różane, ale nie jest nudno i monotonnie, bo eleenty zestawu sa różne, choć motyw przewodni róże - ten sam:)
A my mamy wielki come back zimy. Wczoraj rano sypało tak, że nie było widać co po drugiej stronie ulicy. jechałam wczoraj autobusem szkolnym do pracy, normalnie to sobie robie 10 min spacerku, ale przy takich warunkach pogodowych, to mogłabym cała świecić, a i tak nie byłoby mnie widać na drodze (spacerek poboczem). Podróż autobusem była... ekscytujaca... najpierw podróż za ciężarówką, później mruganie światłami, żeby na wąskich drogach polnych samochód z naprzeciwka zjechał na bok póki może, później wjechaliśmy na wiskę gdzie "cos stało" - a to coś co widać było w odchłani spadającego śniegu to był samochód, który utknał w zaspach, na szczęście dość szybko przyjechał ciągnik i odciągnął samochód. Ruszyliśmy a kierowca powiedzial do mnie (bo tylko ja byłam w autobusie) - teraz bedzie fascynująco! No tak... było fascynująco. Podjazd pod górkę... był to podjazd stylem podejścia pod górkę Kowalczyk Justyny - przednie koła w prawo, tył w lewo i odwrotnie - skojażyło mi się z biegami Justyny - jak tak rozkłada nogi na boki, żeby podjechać. Dalej bylo już w miarę spokojnie, choć nadal nic nie było widać. Powrót to już spacerek... bo nie padało, ale przebrodzenie przez te góry śniegu... to tylko kawalek, 10 min, połowa drogi poboczem, reszta nieodśnieżonymi chodnikami, bo dopiero co przestało padać. Więc dziś mam cudne zakwasy w calych nogach... A tak ładnie słoneczko świeciło... idealna pogoda na spacerek...

Więc dziś tylko pranie, obiadek, ogólne ogarnięcie domu i relaksu ile się da - w międzyczasie relaksu oczywiście do pracy :)
Dziekuję Wam za odwiedziny i komentarze. WIem, że nie dobra jestem i nie zostawiam u Was komentarzy, ale już się poprawiam, bo nie podgladam tylko kto co opublikował, ale juz nawet mam chwilę, by zajrzeć i przeczytać wszystko :) Jeszcze chwila i się wbije w codzienność tak jak powinnam i będę normalnie funkcjonować - czyli też pisać komentarze :)
Pozdrawiam!!!
Pozdrawiam serdecznie!!!

14 listopada 2012

Decu pudełka z zapałkami.

Dość popularne w Danii, myślę, że również w całej Skandynawii - ozdabianie pudełek z zapałkami. Czasem to tylko kolorowy papier, przewiązany wstążeczką, a czasem retro zdjęcie z koronką i jakims świecącym koralikiem. W końcu Dania to ojczyzna Dziewczynki z zapałkami. A na co im te zapałki tak poozdabiane? A no, że ciemno szybko się robi to żeby sobie umilić tą ciemność zapalają powalające ilości świec, świeczuszek, lampionów. Swoją drogą to wygląda to magicznie, kiedy spojży się na taka małą wioskę, w oknach małych domków radośnie podrygują płomienie świec ustawionych w pobliżu okien, czy przed domami w lampionach. Naprawdę od samego patrzenia robi się miło na sercu. Oczywiście historycznie to o co innego chodziło z tymi świecami. Otóż gdy Duńczycy przede wszystkim zajmowali się wikingowaniem i wypływali na morze czasem na lata (gorąco wierzę w to, że to wikingowie byli pierwsi w Ameryce :) ), to takie świetełka w oknach były symbolem oczekiwania, żeby dom znaleźli, że żona jest i czeka. Z tych czasów pochodzi też takie duńskie przyzwyczajenie że duńczycy nie mają w oknach firan (czasem się zdaży ale raczej pełnią funkcję ozdobną, sa to jakies zazdroski, zasłonki) - bo jak Sz.P. Wiking w morze, to żeby żonie do głowy nic nie strzeliło i się nie miziała z sąsiadami, to jak firan nie ma to się sąsiadki mogą nawzajem pilnować :) Słabo się pilnowały, albo społeczeństwo zbytnio ewulowało, bo teraz to... 

To wszystko wiem ze szkoły, tak mi to zostało wyjaśnione przez nauczycielkę, nie wiem ile w tym prawdy, bo kilka razy musiałam prostować wyjaśnienia nauczycielki. Ale historia fajna :)
I wracając do zapałek. Też mam sporo świec, a jak chcemy je zapalić to się zaczyna szukanie zapalniczek, zapałek (tych na czarna godzinę nie wolno brać!), a kończy się tak, że świeczek nie zapalamy... Z uwagi na dzieci nie mogę mieć zapałek i zapalniczek pod ręką. Ale ozdobiłam sobie na razie tylko dwa pudełka - trzecie będzie świąteczne. Dość skromnie, bez koronek, koralików, choć korci mnie by przewiązać koronką :) Jedno pudełko jest do sypialni, i tak go nie będzie widać, ale chociaż duże to się nie zgubi :), drugie pudełko z różyczkami do salonu, też poza zasięgiem wzroku, ale ładnie wgląda jak się po nie sięgnie :) Oczywiście pomyślałam o długo wieczności pudełek - kupię następne pudełko, przełożę szufladkę, jak się draska zetrze to wytnę nową i dokleję :)
A teraz zdjęcia:




Pudełka są duże - dlatego dla porównania postawiłam podgrzewacz przy pudełkach.
Ja się bawię (w przenośni oczywiście ale spełniam swoje marzenie świąteczne). Zajęło mi to prawie cały wczorajszy dzień, ale jest dobrze, efekt widać, dzieciom się bardzo podoba, spytali czy ja to kupiłam bo tak to dobrze wygląda - do dzieci takie coś usłyszeć to wielki komplement! Oczywiście w tym roku będzie to jeszcze wielce niedoskonałe, ale i tak się już cieszę na to i planuję... że za rok kupię odpowiednie maszyny i zrobie coś porządnego!
A teraz zajawka moich dokonań:
Jeszcze wiele mam do zrobienia, więc uciekam :) A czekając aż wyschnie farba albo klej, szydełkuję gwiazdki :) Święta idą jak nic! A pogoda nic nie wskazuje na zbliżającą się zimę, dziś o 7 rano było aż 10 st!
Pozdrawiam serdecznie i dziekuję Wam za to, że jesteście!!!