Torcik jest pyszny, prosty i to jeden z tych torcików, który nie wymaga szpryc, wycinarek do ozdób, umiejętności, barwników itp., a i tak po "ozdobieniu" - wysypaniu okruchów na górę - wygląda pysznie i idealnie. Czasem taki artystyczny nieład jest bardzo apetyczny i wygląda lepiej niż taki wypicowany tort pokryty masą - nie żebym takich sama nie robiła :) Ale na lato, takie okruszki ciasta jako ozdoba, cieknąca frużelina po białym kremie... Tort jest naprawde prosty i szybki w wykonaniu - polecam wypróbować!
Gdzieś zgubiłam zdjęcie z przekroju... Frużelinę zrobiłam z truskawek, porzeczek czerwonych i borówek. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu!
Shabby chic to... i tu mam problem, bo to nie tylko technika postarzania mebli przez ścieranie warstwy białej farby, by było widac czarną pod spodem, to cały wachlarz technik postarzania, ale też wystroju wnętrz. Shabby chic to rustykalny styl z postarzaniem, koronkami, różami, haftami, bielą i jasnym różem. To tak w skrócie. Postarzanie w stylu schabby chic jest rozciągnięte w możliwościach - można bowiem przecierać, malować i ścierac, postarzać preparatami, niedomalować, pościerać itp. I teraz postaram się złożyć poprawnie zdanie: zrobiłam dwie ramki techniką postarzania w stylu shabby chic. Spodobała mi sie ta technika postarzania. Oczywiscie mądra to ja jestem bardzo i zamiast poczytać jak to zrobić żeby czarny wyszedł spod białego ścierając papierem ściernym... stwierdziłam, że przecież to proste i pomalowałam czarną farbą, później białą i ... cos słabo się ścierało... znaczy za mocno jak docisnełam, za słabo jak nie dociskałam. To ruszyłam po wiedzę do internetu i się dowiedziałam, że powinnam świeczką przetrzeć miejsca w których chcę uzyskać przetarcia... Kolejną pracę którą właśnie męczę... (maluję i maluję, po warstwie dziennie), robię już tak jak powinno być. Rameczki miały kolor straszny... jakiś taki... jak lamperia na dworcach kolejowych w czasach mojej młodości... wręcz sraczkowaty, jakiś taki ni to kawa z mlekiem, ni to brązowo żółty. Pod spodem odkryłam warstwę różowej farby i tony silikonu, którym przyklejono szybki... Poodklejałam, pomalowałam, pozaklejałam i są :)
Ale żeby technice schabby chic smutno nie było i tak na debiut żeby sama nie występowała dołożyłam do tego decu różyczki :) To co jest wewnątrz ramek - tak już było i nie ruszałam nic. To obrazki dla Julki, a że u niej dużo różyczek to wszystko pasuje :) Musze jeszcze poruszyc sprawę wielu pochwał i zdziwienia że tak szybko zrobiłam pled. Otóż: po pierwsze, to jeden z najprostszych elementów do dziergania; po drugie robiłam szydełkiem nr 4, to też się szybko dzierga i robotka rośnie dość szybko; po trzecie sa wakacje - więcej czasu na przyjemności, Julka uczy się szydełkować, więc siadałam obok niej i kilka godzin w ciągu dnia dłubałyśmy; po czwarte - organizacja - otóż pierwsze dwa okrążenia robiłam w kuchni - jedna taka część elementu zajmowała mi 4-5 min., w kuchni często stoi się i czeka. Co już zrobiłam, zanosiłam do pokoju, gdzie robiłam kolejne dwa okrążenia, a ostatnie dwa okrążenia a co za tym idzie łączenie elementów odbywało się w ogrodzie - dzieci do basenu, a ja dziergałam - z miejsca ruszyć się nie można jak dzieci się kapią, więc czasu miałam sporo, któregoś dnia produkcję elementów przeniosłam na ogród, bo łączenie elementów koca w taki upał było dość gorącym zajęciem i łączyłam tylki wieczorami. Najdłuższe było chyba obrabianie, to zajęło mi aż dwa wieczorki. Meczę też narzutę z elementów... małych elementów... idzie jak krew z nosa i nie wiem, czy to będę robiła dalej, czy spruję... nie idzie i tyle. W przyszłym tygodniu zaczynamy wakacje pełna parą (teraz tylko ja i Julka się "wakacjujemy", potem przez trzy tygodnie - calorodzinnie), więc pewnie nie znajdę aż tyle czasu na blogowanie. Zobaczymy jeszcze jak to będzie.
Od dawna zamierzam się do zrobienia jakiegoś fajnego i dużego koca. Już wiem jakie kolory mają być, jaki wzór, wiem jakią kupię włóczkę, ale jakoś kiedy trzeba sobie przypomnieć o zakupie włóczki na pled to przypomina mi sie tysiąc innych rzeczy i tak mi schodzi z tym pledem już chyba dobry rok... ale teraz mam zamiar wybrać się specjalnie po włóczkę. Najpierw muszę zrobić to co mam chwilowo w głowie, ale taki pledzik... powstanie, powstanie... Tym czasem, sprzatając w kłębkach włóczek trafiłam na wielką kulę białego akrylu, równie wielką kulę kremowej wełny i ecru chustę z akrylu do sprócia. Zważyłam kłębuszki, ułożyłam kolorystycznie i wydziergałam. Początkowo miało być 60 kwadratów, ale w trakcie robienia dorabiałam kolejne i tak celując by włóczki starczyło wyszło 64. Włóczkę wyrobiłam prawie do końca, został maleńki kłębuszek ecru akrylu i może ze 2 m białego. Ponieważ wełny miałam najwięcej to jeszcze zrobiłam 5 rzędów wokół na zakończenie i jeszcze starczyło na obrobienie - już bez żadnych farbanek, bo tyle nie miałam... zabrakło dosłownie na dwa oczka, sprułam kawałek i robiłam trochę ciaśniej i jakoś się zmieściłam :)
Finalnie koc ma 130x130. I jest nie za ciepły, nie za chłodny i bardzo przyjemny, mimo tej wełny, kóra nie należy do najprzyjemniejszych.
Fajnie się dzierga taki pled. Dość szybko mi poszło, myślałam, że zajmie mi to minimum jakieś 2 tyg, a uwinęłam się w tydzień. Zmykam zacząć dobrze dzień :) Może od czekoladowych muffinek :) Pozdrawiam i dziekuję że ze mną jesteście :)
Potrzebujecie czegoś pożywnego, przyjemnego do jedzenia w letnie upalne dni, czegoś orzeźwiającego? To ta drożdżówka jest idealna - a nawet nie trzzeba jej kroić! Bo robimy to przed pieczeniem :) Przepis na drożdżówkę znajdziecie tutaj: http://www.mojewypieki.com/przepis/drozdzowe-ciasto-cytrynowe-do-odrywania. Zmieniłam jednak coś: cytrynową posypkę zamienilam na nadzienie maślano cytrynowe - cukier, sok z cytryny i rozpuszczone masło, ale nie dużo masła, tyle tylko by powstała bardzo gęsta papka (dodałam masła na oko, myślę że było to ok 20 g, ale wlewać powoli i mieszając sprawdzac konsystencję). Musi powstać gęsta papka, bo inaczej nadzienie wypłynie dołem. Polecam również nie skracać czasu pieczenia, a jedynie przykryć folia aluminiową ciasto, bo może się spiekać od góry. Przepraszam za bardzo sloneczne zdjęcia, ale byłaa to już druga taka drożdżówka jaką zrobiłam, a że pierwszej nie zdążyłam zrobić zdjęć, to z tą drożdżówką nie czekałam już do wieczora na zdjęcia.
Na polu robótkowym... właśnie skończyłam pewien duży projekt - jutro pokażę Wam owoc mojej pracy :)
I jeszcze zaakcentuję moją niebywałą zdolność opalania się. Otóż nie lubię się opalać, jeszcze leżąc na leżaczku z szydełkiem czy czytadłem, tak żeby się nogi opaliły trochę to tak (stosując się do zaleceń lekarskich, warto bym czasem wystawiła się na słońce, tak typowo opalając się, ale oczywiście bez przesady). W weekend wystawiłam przód na słoneczko, no ładnie, ju taka blada nie jestem i skóra nie wydaje się taka cienka, wręcz przezroczysta - ale jakoś opalanie tyłu nie napawało mnie radością - leżeć i nic nie robić... nie lubię tak czytać, bo mi kartki odbijają światło i oczy bolą - i jak tu się zmobilizować, jak zawsze mam coś lepszego do zrobienia - a no tak: wczoraj nie miałam prądu przez godzinę... To się położyłam i leżałam i leżałam, nie godzinę, bo i tak już się zmęczyłam jak nie wiem, ale dwa razy po 20 min, z dużą przerwą pomiędzy i smarowaniem najpierw filtrem 15, na drugie 20 min filtrem 30 i co? Jakby byo Euro, albo olimpiada, to mogłabym półdupkami kibicować... pięknie sie opaliłam na czerwono... a najśliczniej to się odbiła farbanka od bikini i mam na tyłku falę :) Nie szczypie, nie swędzi, nie boli, dobrze że to tylko kolor a nie efekt spalenia :) Ale ja już tak mam i nic na to nie poradzę. Kiedyś wysmarowałam się filtrem 50 i nad morzem przez 30 min tak się spaliłam, że aż mi bąble wyszły - nawet na uszach. Pewnie wpływ na to szybkie spalanie sie ma również to że w Danii słońce jest niżej niż w Polsce i pod innym kątem - w połunie nie mamy słońca w zenicie, a lekko na południu. Jako dziecko opalałam się na czekoladę, a teraz na malinkę :0 I to smaczne i to smaczne, ale chociaż skóra nabrała koloru, ale i polepszyła się w dotyku - a dla osób które mają bardzo suchą, podrażnioną i problematyczną skórę polecam poczytać o siemieniu lnianym i jego szerokim zastosowaniu w kosmetyce domowej. Zmykam robić zdjęcia póki słońce mi na to pozwala. Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny!