Wieki temu - no jakieś dwa lata temu, próbowałam ukręcić coś z papierowej wikliny. Nie szło mi w ogóle, rurki wyłaziły z siebie, nie mogłam ich poskładać, dziury starszne, pozgniatane rurki, krzywy jak nie wiem, aż się wkurzyłam i je odłożyłam - rurki, bo koszyk wyrzuciłam. Przyszła potrzeba chwili - sprzatanie w łazience. W szawce pod umywalka miałam ściereczki, szczotkę, gąbkę, worki na śmieci itp akcesoria do sprzątania w łazience. Kiedyś stały w małej miseczce, ale miseczka jest potrzebna gdzie indziej. Więc wszystko leżało luzem i mnie tylko denerwowało. Pomyślałam o zakupie plastikowego koszyka, no ale... musiałabym czekać ponad tydzień zanim pojechaliśmy do większego miasta. Pomyślałam, przetrawiłam to i usiadłam do rurek. Potem zaczęłam wyplatać... i tak jakoś wyszło.
Krzywusek jeszcze, może kiedyś dojdę do wprawy :) Ale swą funkcję spełnia - a że zamknięty jest w szafce, to nie będę mu wytykać jego krzywizn :) Swoją drogą to ja już mam wypleciony kosz na śmieci i niedokończony kosz z pokrywką. Ja skończę i pomaluje to pokażę :) A my zaczynamy ferie jesienne - na wykopki :) Więc następny tydzień mam dzieci w domu, licze na to, że pogoda będzie taka jak w tym tygodniu i będziemy mogli zrobić sobie małe wyprawy jesienne :) Miłego weekendu życzę wszystkim! Dziekuję za odwiedziny :) P.S. Czy fuksje u Was zimują? Słyszałam, że można je przezimować, ale nie wiem czy wszystkie odmiany, bo moja nie ma wogóle owoców, tylko kwitnie nonstop. A jeśli zimują to w jakich warunkach? W szklarni będzie dobrze? Pozdrawiam!!!
Te ciastka wydawały mi się nie do zjedzenia. Kupilismy kiedyś sobie popularne w Danii ciastka - Hindbærsnitter. Ale były takie słodkie, że więcej ich nie kupiłam. Przez przypadek trafiłam na blog Himmelske kage, gdzie możecie znaleść dużo ciekawych przepisów nie tylko duńskich przysmaków. Barierą może być język a niestety tłumacz google nie jest idealny i może namieszać, co tez zauwazyłam, to uboga baza słownictwa w słowniku dunsko-polskim, więc polecam tłumaczyć z dunskiego na angielski i z angielskiego na polski.
Ja mam ten "luksus", że tłumaczenie następuje u mnie w głowie, toteż się nim z wami podzielę :)
Hindbærsnitter (ok 16 szt) Ciasto: 175 g masła 275 g mąki 100 g cukru trzcinowego (ja użyłam brązowego cukru) ziarna z jednej laski wanilii, aromat/olejek waniliowy, cukier waniliowy wg uznania 1/2 łyżeczki amoniaku (ja zasypalam go od razu cukrem waniliowym i zapach wcale mi nie przeszkadzał) 1 jajko Nadzienie: 200 g dżemu malinowego, o dość zwartej konsystencji Lukier: 150 g cukru pudru 2-3 łyżki wrzącej wody posypka do ozdoby Wykonanie (ucierałam mikserem przystawką hakową, można też w robocie kuchennym): Masło utrzyj na gładką mase, wymieszaj makę, cukier, wanilię i amoniak. Na koniec dodaj jajko. Ucieraj do połączenia składników. Gotową kule ciasta należy zawinąć w folię spożywczą chłodzic w lodówce przez 1 godz.. Po godzinie podziel ciasto na 4 równe części - ja podzieliłam na 2. Rozwałkuj ciasto na 8-10 cm kwadrat (w przypadku podzielenia na 2 części - kwadrat owinien mieć ok 20 cm bok, a mój miał 22cm) o grubości ok 1/2 cm. Ciasto przełóż na blaszke wyłozoną papierem do pieczenia i piecz w temperaturze 175 C przez ok. 16-18 minut. Przestudzić. Tak samo przygotować z pozostałą porcją lub porcjam ciasta. Ja rozwałkowałam ciasto na macie sylikonowej z miarką i na niej też piekłam ciasto. Dżem malinowy rozsmaruj na jednym z blatów ciasta, przykryj drugim ciastem. W tym momencie można polać lukrem i ozdobić. Ja to zrobiłam po pokrojeniu blatów na mniejsze ciastka. Przed krojeniem wstawiłam ciasto do lodówki, bo dżem malinowy trochę się ochłodził i pod wpływem krojenia nie uciekł z ciasta :)
Może i piekne nie wyszły, jednak krojenie to nie jest moja najmocniejsza strona. Ale smaczne były i nie zamierzam zapominać o tym przepisie. Święta się zbliżają w sklepach pojawiaja się juz świąteczne produkty spożywcze, widziałam już obrus świąteczny w markecie, a super i hiper markety rozpoczęły sprzedaż ozdób świątecznych - ja nie widzę w tym nic złego - z produktami spożywczymi, może i przesada - bo jeść swiateczne ciastka rzez trzy miesiące, to juz nie ma magii świątecznych smaków i zapachów. Ale co do ozdób wiatecznyc yo jest to uważam bardzo mądre, bo jeśli zamierzam zakupić lampki, choinkę czy inne akcesoria świateczne, to mam na to czas, nie muszę robic tego na ostatnia chwilę, pomiędzy karpiem a prezentami, a na koniec sie okazuje że pieniedzy brak na to wszystko i wtedy ludzie biora szybkie kredyty i ... Choc ja zawsze dzien przed Wigilią odwiedzam sklep gdzie co roku jest przecena 75% na ozdoby świąteczne własnie dzien przed świętami :) Się świątecznie zrobiło :) Dziekuję za wszystkie życzenia jakie wczoraj dostałam. Jestescie kochane! Pozdrawiam!!!
Puszki nie tylko na kredki, ale tak ładnie mi sie tytul ułożył, tak prosto, że nie chciałam uściślać.
Proste puszki po ananasach i chyba po kukurydzy, na biurko, w kwiatki, oczywiście dla Córki.
Uzbierałam już kolejne puszki, ale chwilowo zajmuje mnie pewien komplecik zimowy... Ale już w miarę wyszłam na prostą, najgorsze jest robienie na oko, nie ma to jak głowa do mierzenia pod ręką - wczoraj w ciagu pół godziny udalo mi się zakończyć czapkę, miarę na golfik pod kurtkę już zrobiłam, a w weekend postaram się zacząć rękawiczki, a skończę wieczorami gdy Julka bedzie spała. Dobrze, że czapki dla chłopców musiałam tylko nieznacznie powiekszyć, bo inaczej to nie wiem czy zdążyłabym do zimy... Dziś 10.10 - mój dzień, moja data. Do trzydziestki jeszcze razy dwa, więc reasumując nie jest ze mną źle, Brat z przerażeniem na mnie patrzy, że od osiemnastych urodzin to się nie postarzałam i aż się boi jak będę wyglądała za dziesięć lat, rodzina, trójka dzieci - w wieku o wiele łatwiejszym niż niemowlęctwo, więc pod pewnymi względami jest coraz łatwiej, mamy swoje miejsce na ziemi, to co przede mna to pospinanie kilku kwestii i do przodu - byle mądrze. To tak w ramach podsumowania. Wszystkie życzenia są miłe, ciepłe i bardzo gorąco za nie dziękuję. Prezenty - to już inna bajka, nie potrzebuję ich tak naprawdę, ważniejsze dla mnie jest wsparcie, miłość, wspólna radość, dobre słowo. Myślę, że mam takie podejście, bo wolę nie dostać prezentu lub dostać coś wyjątkowo drobnego, niż coś pieknego i drogiego, z musu - bo prezent trzeba dać, bo tradycja, a tydzień później "nie mam pieniędzy" - ot taka gorzka lekcja z czasu mojego dorastania. Stosuję tę zasade także wobec moich dzieci. Uczę ich, że pieniążki są, ale zaraz może ich nie być. Żeby szanować i doceniać chęci, a nie oceniać możliwości (przed urodzinami chłopców bylismy w mieście, Franek uparł sie na samochodzik, nie drogi, ale zasada to zasada, wytłumaczyłam mu, że tydzień wcześniej dostali po drobnej zabawce, a za tydzien maja urodziny i dostana prezenty, Franek sie zgodził, odłożył zabawkę, a po chwili dodał, że może ten samochodzik kosztuje mniej pieniążków, niż prezent który miałby dostać, no ale juz za późno było) - może i jest to troche brutalne, ale za to nie mam problemu z fochami dzieci w sklepach - turlanie się po podłodze, bicie, plucie, krzyki, płacze itp. Ale do rzeczy o co mi chodzi - każdego dnia dzięki Waszym komentarzom, odwiedzinom, mailom i prezentom czuję, że to co robię, co sprawia mi przyjemność jest doceniane, kogoś to interesuje, komuś się podoba, komuś niezależnemu, bo oczywiście mąż i dzieci zawsze zachwycają się wszystkim co im pokażę :) - to sa właśnie największe prezenty jakie mogłabym dostać i za to Wam dziękuję! Teraz czas na dokończenie tortu, poskładać ręczniki, przygotować obiad, zebrac maliny, a później siedzę i nic nie robię... no pewnie z szydelkiem w ręku :) W końcu dzis świętuje! Tylko kiedy ja się doczekam żeby ktoś dla mnie zrobił tort? Pozdrawiam serdecznie! Milego dnia!
Miałam granatowy kamionkowy słój w którym trzymałam sól. Jako, że granatowy to widac było na nim odpęknięcia, które były białe... Mogłam zamalować odpeknięcia na granatowo, albo całość na biało - żeby za łatwo nie było - całość na biało i jeszcze decu.
Ta wygląda teraz moja solniczka.
Na pierwszym zdjęciu widać odęknięcia. Słój jet fajny, bo mieści się w nim kilogram soli,nie wiem jak u Was, ale u mnie kilogram soli starcza na bardzo długo i dopóki nie miałam tego słoja to mi sól kamieniała, a teraz nie mam już tego problemu. Muszę jeszcze dokupić małą drewnianą łyżeczkę do ucha słoja - raczej do ozdoby - bo małą "szufelkę" drewniana mam w słoju, a łyżeczkę drewnianą co prawda już kupiłam, ale taka jestem zdolna, że łyżka jest za długa... i wystaje nawet ponad słój. Zimno się coś u Nas zrobiło, wieje strasznie zimny wiatr i nawet piekne od rana słońce nie grzeje... Nie zdążyłam wczoraj wyprać ręczników... więc ide zrobić to teraz, żebym nie zapomniała :) Pozdrawiam, dziękuję za komentarze i odwiedziny!