Doniczka czekała na kwiatka, aż kwiatek sie znalazł. Nie ozdabiałam jej wcześniej, bo nie wiedziałam jaki kwiatek w niej zamieszka. Znalazłam ten kwiatek, a raczej uratowałam go. Otóż jak ktoś ma kompozycje ze storczykiem i tym własnie kwiatkiem, to co robi jak storczyk przekwitnie? Wyrzuca. Chore nie? Storczyka już się nie udało ratować, nocą był lekki przymrozek, porozrywane korzenie. Ten kwiatek był lekko przymrorzony (w nocy było ok 2 st, nie wiem ile przy gruncie, ale był szron na trawnikach), niektóre listki były przezroczyste. Nie myślałam długo jak go zobaczyłam i spytałam, dlaczego ta roślinka jest w misce przy śmietniku?! "Bo już jest stara." (!!!) Nie pytałam się czy mogę wziąść, tylko stwierdziłam stanowczo że biorę ją. Spytałam dlaczego nie chcesz tej rośliny w domu? Przecież może rosnąć bez storczyka, usłyszałam, że nie ma gdzie postawić takiego kwiatka - no tak, bo na parapetach puste donice, po padniętych już kwiatkach... Znam tych ludzi, to moi sąsiedzi, wiem że są ludźmi zajętymi, ale jak kupujesz psa to wiesz, że musisz mu poświęcać czas, a roślinie to już nie?! Czasu na podlanie... maksymalnie 5 min... no naprawdę... Tak więc wygrzebałam z samego dołu kawałek roślinki, taki najmniej narażony na chłód, to co widzicie na zdjęciu to jakaś 1/5 całości. Sadzonkę zawinęłam w chusteczkę i poszłam do domu. I jak teraz uratować tą roślinkę? Czy nie przemarzła? Całość wygladała strasnie, ale sam środek był przykryty storczykiem, jego ziemia i korzeniami, więc stwierdział, że potraktuje ją tak jak sadzonki/szczypki, które transportuje z Polski czy dostaję od znajomych - lekko zwilżyłam chusteczkę, całość włożyłam w szklankę dodatkowo przy przemrozonym kwiatku delikatnie zwiekszalam temperaturę, postawiłam na parapecie przy otwartym oknie, potem okno przymknęłam, potem odstawiłam kwiatek dalej od okna, potem okno zamknełam i roslinka ocieplała się wraz z pokojem. Nie wiem czy to coś daje, czy miałam po prostu szczęście, ale udało się!!! Doniczkę na szczęście miałam jakąś pustą, czekającą na ozdobienie, więc szybko zdekupażyłam, nasypałam najlepszej ziemi do kwiatów jaką miałam, zasadziłam i czekałam. Pierwszy dzień, drugi dzień... nic a nic się nie dzieje! Po dwóch tygodniach stwierdzam, że roślinka się przyjęła, łodyżki podniosly się do góry :) Nie mam pojęcia jak nazywa się ta roślinka, ale jest moja i ocalona! Na razie stoi w łazience, ale jeszcze nie wiem czy tam pozostanie.
Przepraszam Was za mało składny tekst... jestem strasznie zmęczona, aż mi zimno ze zmęczenia. Ciężki i niewyspany tydzień za mną... Siedzę już w łóżeczku, wyjątkowo zawinięta rownież w kołdrę męża (bo ja cały rok śpie pod kołdrą letnią, a dziś ona za zimna), oczy już się zamykają... dobranoc!
Dość popularne w Danii, myślę, że również w całej Skandynawii - ozdabianie pudełek z zapałkami. Czasem to tylko kolorowy papier, przewiązany wstążeczką, a czasem retro zdjęcie z koronką i jakims świecącym koralikiem. W końcu Dania to ojczyzna Dziewczynki z zapałkami. A na co im te zapałki tak poozdabiane? A no, że ciemno szybko się robi to żeby sobie umilić tą ciemność zapalają powalające ilości świec, świeczuszek, lampionów. Swoją drogą to wygląda to magicznie, kiedy spojży się na taka małą wioskę, w oknach małych domków radośnie podrygują płomienie świec ustawionych w pobliżu okien, czy przed domami w lampionach. Naprawdę od samego patrzenia robi się miło na sercu. Oczywiście historycznie to o co innego chodziło z tymi świecami. Otóż gdy Duńczycy przede wszystkim zajmowali się wikingowaniem i wypływali na morze czasem na lata (gorąco wierzę w to, że to wikingowie byli pierwsi w Ameryce :) ), to takie świetełka w oknach były symbolem oczekiwania, żeby dom znaleźli, że żona jest i czeka. Z tych czasów pochodzi też takie duńskie przyzwyczajenie że duńczycy nie mają w oknach firan (czasem się zdaży ale raczej pełnią funkcję ozdobną, sa to jakies zazdroski, zasłonki) - bo jak Sz.P. Wiking w morze, to żeby żonie do głowy nic nie strzeliło i się nie miziała z sąsiadami, to jak firan nie ma to się sąsiadki mogą nawzajem pilnować :) Słabo się pilnowały, albo społeczeństwo zbytnio ewulowało, bo teraz to...
To wszystko wiem ze szkoły, tak mi to zostało wyjaśnione przez nauczycielkę, nie wiem ile w tym prawdy, bo kilka razy musiałam prostować wyjaśnienia nauczycielki. Ale historia fajna :) I wracając do zapałek. Też mam sporo świec, a jak chcemy je zapalić to się zaczyna szukanie zapalniczek, zapałek (tych na czarna godzinę nie wolno brać!), a kończy się tak, że świeczek nie zapalamy... Z uwagi na dzieci nie mogę mieć zapałek i zapalniczek pod ręką. Ale ozdobiłam sobie na razie tylko dwa pudełka - trzecie będzie świąteczne. Dość skromnie, bez koronek, koralików, choć korci mnie by przewiązać koronką :) Jedno pudełko jest do sypialni, i tak go nie będzie widać, ale chociaż duże to się nie zgubi :), drugie pudełko z różyczkami do salonu, też poza zasięgiem wzroku, ale ładnie wgląda jak się po nie sięgnie :) Oczywiście pomyślałam o długo wieczności pudełek - kupię następne pudełko, przełożę szufladkę, jak się draska zetrze to wytnę nową i dokleję :) A teraz zdjęcia:
Pudełka są duże - dlatego dla porównania postawiłam podgrzewacz przy pudełkach. Ja się bawię (w przenośni oczywiście ale spełniam swoje marzenie świąteczne). Zajęło mi to prawie cały wczorajszy dzień, ale jest dobrze, efekt widać, dzieciom się bardzo podoba, spytali czy ja to kupiłam bo tak to dobrze wygląda - do dzieci takie coś usłyszeć to wielki komplement! Oczywiście w tym roku będzie to jeszcze wielce niedoskonałe, ale i tak się już cieszę na to i planuję... że za rok kupię odpowiednie maszyny i zrobie coś porządnego! A teraz zajawka moich dokonań:
Jeszcze wiele mam do zrobienia, więc uciekam :) A czekając aż wyschnie farba albo klej, szydełkuję gwiazdki :) Święta idą jak nic! A pogoda nic nie wskazuje na zbliżającą się zimę, dziś o 7 rano było aż 10 st! Pozdrawiam serdecznie i dziekuję Wam za to, że jesteście!!!
Ostatnio prezentowałam prezenty świąteczne, a przecież jeszcze jesień! Zrobiłam małe puszeczki jesienne, takie na parapet, do ozdoby, na liście i gałązki, które dzieci przynosza do domu.
Puszeczki sa malutkie, dla porównania mała świeczuszka. A zobaczcie co się schowało w jednej z tych puszeczek (już zmieniły swoje miejsce zamieszkania :) ale podczas sesji zdjęciowej tam własnie sobie mieszkały). Koraliki decu. Trochę się z nimi namęczylam, jeszcze musze je wyszlifwać, może domalować, polakierować, a praca z nimi nie należy do najłatwiejszych...
Eh... i znów poniedziałkowe sprzątanie. Nie dość że w poniedziałki sprzątania mam więcej, to jeszcze lista przedświątecznego sprzatania informuje, że muszę umyć okna na zewnątrz (mam nadzieje, że pogoda w grudniu dopisze i będę mogła je jeszcze umyć, ale nie mogę ryzykować, muszę myć okna z drabiny, a wolę nie czekać na metrowy śnieg...). A dziś pogoda ładniutka. Święta się zbliżają to już czuć coraz bardziej :) W piatek zauważyłam coś bardzo... śmiesznego, otóż zobaczyłam pierwszy dom z włączonymi lampkami świątecznymi pod dachem, a dom obok... piękne jasno różowe róże przed domem. W zeszłym tygodniu byłam też w mieście (takim większym mieście), i już zawiesili piekne girlandy na głównych ulicach miasta - nie, nie! jeszcze się nie świecą, na razie tylko wiszą. Moja teoria jest taka, że już teraz zawieszają ozdoby w miastach, bo jakby później przyszedł mróz, albo śnieg... już czekają na Święta zwarci i gotowi. Wymyśliłam sobie ciemnozielony bieżnik na Święta, bo mam taką fajna cienką niteczkę, ale nie mogę znaleźć satysfakcjonującego mnie wzoru, bo jak znajdę coś podłóżnego na świeta, to zieleń mi jakoś nie pasuje do takiego wzoru. Może macie w swoich zbiorach wzór na coś takiego podłóżnego, na święta, co może być w kolorze zielonym, może być na stół, albo na ławę, wielkość obojętna. Będę wdzięczna za pomoc (Szydelkomanie już przejżałam...)! Uciekam! Dziekuję za wsparcie w choróbsku, odwiedziny i komentarze. Pozdrawiam serdecznie!!! Miłego tygodnia życzę!!! P.S. Nie zapomniałam o "pomocniku szydełkowania" - ale nie wiem kiedy znajdę na to czas, dość zapchany tydzień mi się szykuje.
Dziś pokażę prezent gwiazdowy jaki przygotowałam - 6 gwiazdkowych podkładek z białej bawełny ze srebrzystą nitką.
Może i nie sa to gwiazdki, ale jakby co to są gwiazdki. Jeszcze ich nie usztywniałam, zrobie to przed zapakowaniem. Musze jeszcze dwa wykończyć i trzeci przemyśleć. Dziś piatek, już czekam jak wróce z pracy i się rozsiądę w fotelu i odpoczne... Jestem zmęczona tym tygodniem. Jakieś energetyczne ciasto na weekend chyba musze wymyśleć :) Może coś bardzo piernikowego :) Pozdrawiam i bardzo dziekuję za waszą obecność, za komentarze, życzenia zdrowia i słowa otuchy. Pozdrawiam i życzę radość na wspaniały dzień odzyskania przez Polskę Niepodległości.