Kochacie smak zwykłego murzynka? A każde inne czekoladowe ciasto wydaje się za suche, za mało czekoladowe lub zbyt zbite? Bo ja wypóbowałam już sporo przepisów i zawsze to nie było to co bym chciała. Nie lubię ciast typu brownies, reszta była nie taka, za mało czekoladowa, za sucha... Aż znalazłam przepis na ciasto czekoladowe. Oryginalny przepis znajdziecie tutaj: Ciasto czekoladowe z owocami i galaretką (kliknij na link). Ciasto jest czekoladowe, mokre, ale nie takie zbite jak brownies, pyszne i idealne z galaretką :) Ponieważ w Danii nie ma galaretek w proszku gotowych, a mi to nie przeszkadza, bo wole sama zrobić galaretkę, tak też się stało i zrobiłam galaretkę z sosu wiśniowego z wiśniami i dorzuciłam dwie garście czerwonych porzeczek - dlatego wyszła dość nierówna i mało klarowna. Ale ciasto wyszło PYCHA!
Smacznego!24 maja 2011
23 maja 2011
Tak szybciutko co w trawie piszczy...
... a no chwasty piszczą... Już wypieliłam ogródek warzywny i trochę w kwiatach... Ale zostało mi najgorsze... Mój skalniak... A co tam porosło... masakra... Więc szybko pokazuję co już do ładu doprowadziłam.
A to mój zakup przed wyjazdem, bo w promocji były... dwie w cenie jednej :)
A rzodkiewki tak przy smakowały chłopcom, że gdy dałam im po kilka rzodkiewek, żeby zanieśli do domu na kolację... to Franek doniósł tylko liście, a Jędruś aż jedną :)
I gwóźdź programu, czyli rododendron :) I tu mam pytanie: czy rododendrony kwitną co roku tak samo? Zeszłego lata ten rododendron którego pokażę pierwszego nie kwitł w ogóle, miał jedynie małe pączki, natomiast ten który kwitł w zeszłym roku, teraz ma tylko kilka kwiatów, ale bardzo dużo małych pączków. Nawożę je specjalnym nawozem do rododendronów, ułamuję to co pozostaje po kwitnieniu, ale myślę, że przy tych największych rododendronach to musiałabym zwiększyć obszar nawożenia, bo korzenie ma zapewne pokaźne :)
Po prawej widać przekwitający biały krzak, po środku mało kwitnący krzak, a po lewej bordowe kwiatki się wykluwają :)
Pozdrawiam!21 maja 2011
Kolczyki, naszyjnik i spinka.
Na pierwszy ogień pokażę komplecik, który miał być czerwono - czarny, a skończyło się na tym, że nie wiem dlaczego nie wrzuciłam do koszyka czerwonego drucika... A jak pojechałam tam drugi ra to czerwonych nie było. Więc kupiłam różowy. Porobiłam różyczek (ostatecznie aż 3 mi zostały), koraliki drewniane odwinęłam, potem oplotłam drucikiem i powstał naszyjnik :). Kolczyki miały być z drucikiem, ale nie wyszło mi to co zamierzałam, więc skończyło się na tym, że strasznie mi przypominają kolczyki jakie kiedyś widziałam u Bajkopisarki - tylko, że tamte były różowe i były to kwiatki, nie różyczki, więc mam nadzieję, że to nie plagiat.
Spinka miała być większa, wyszła mała ale to nawet lepiej, bo powstała taka przysłowiowa "kropka nad i".
Na koniec będą kolczyki wg mojego pomysłu. Powstały na potrzebę "sabatu czarownic", żeby wszystkie trzy miały takie same, bo choć od czasu gdy byłyśmy wielkości "do kolan" mieszkałyśmy w "trójkącie bermudzkim" - rzut kamieniem od siebie, a teraz nasze domy można objąć jedynie ramą Europy - to jest między nami takie coś, ponad wszystko i żeby to tak uczcić jakoś, wymyśliłam kolczyki. Dla dziewczyn zrobiłam z różowymi koralikami, jeszcze muszę sobie zrobić z różem, a na razie pokażę moją próbę z fioletem (i moje ulubione koraliki).
I ponieważ mam doby humor - z racji powrotu do domu - a że u mnie żadnych candy nie ma... brak pomysłu i czasu... to dam Wam wzór na nie. Mam nadzieję, że się przyda i że jest czytelny. Jeśli macie większe koraliki/lub mniejsze, wystarczy manewrować ilością oczek łańcuszka. Proszę tylko, byście nie udostępniały tego opisu na stronach internetowych bez podania skąd wzór pochodzi.
Życzę udanej i pogodnej niedzieli :)
20 maja 2011
Anioł w ramach "Dziękuję za to, że byłeś i jesteś nadal".
Jest taki Ktoś kto bardzo wiele znaczy dla mnie i dla mojej rodziny. Bez Niego być może nie byłoby mnie tutaj, nie było by mojej rodziny, dzięki niemu drogi moje i mojego męża się zeszły - choć byliśmy sąsiadami. Gdyby nie On, nie była bym tym kim jestem. Właściwie to On mnie wychował. Kiedy w moim życiu zaczął się najtrudniejszy okres, trafiłam pod Jego skrzydła i już tam zostałam. Jak podziękować za to wszystko co dla mnie zrobił? Dla niego nie jest ważne słowo "dziękuję", ale to, że nadal żyję według tego czego mnie nauczył. Ale ja chciałam dać Mu coś, co będzie bardzo moje, coś co zrobiłam sama i by to wyrażało Naszą wdzięczność i miłość - taką przyjacielską jak do rodzica. Wiele lat mieszkał On w moim rodzinnym mieście, później trafił na 6 lat do Gdańska, a teraz jest w Szczecinie. A że jadąc do Polski przejeżdżaliśmy przez Szczecin - nie można było inaczej, jak umówić się na małe spotkanie. Miałam tylko 2 dni na wymyślenie czegoś i przygotowanie prezentu. Siedząć przed komputerem otworzyłam pasek przeglądarki i ... JEST!... zobaczyłąm blog "Anioły Anielki" - to jest to! Anioł!
Niewiele myśląc zaczęłam robić i jeszcze tego samego wieczora ukrochmaliłam go. Tak porządnie w kiślu. Gdy wysechł pomalowałam wikolem, jeszcze przed całkowitym wyschnięciem pozszywałam, a potem uformowałam żeby skrzydła nie odstawały i żeby głowa nie opadła - sznureczkami i patyczkami do szaszłyków :)
Zdjęcie robiłam późnym wieczorem - więc nie jest najlepszej jakości (u mnie nawet teraz o 21.20 jest jasno jak w dzień) i przed ostatecznym uformowaniem.
Prezent bardzo się podobał, a dla mnie to spotkanie było jak ładowanie akumulatorów, choć krótkie, wystarczy na bardo długo, choć chciałam tak wiele powiedzieć, a powiedziałam tak niewiele - wystarczyło, znalazłam odpowiedzi i siły - do kolejnego spotkania.
Pozdrawiam i do kolejnego postu już wkrótce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
