Translate

03 września 2011

Poszewki pod małe tyłeczki z elementów i resztek.

Resztek włóczek to mi się uzbierał nie mały woreczek, najczęściej były to maleńkie kulki i nic nie dało się z nich zrobić. I tak leżały te kulki, a ja potrzebowałam poszewek na poduszki. Miałam zamiar kupić duże poduszki na krzesła, żeby można je było przywiązać do krzesła, bo to miały być poduszki dla najmniejszych tyłeczków moim domu. Chłopcy do tej pory używali krzesełek dla dzieci, ale może i są drobni i mali ale wydawało mi się, że za wysoko siedzą. Miałam takie duże i grube poduchy w domu, pomyślałam chwilę i zrobiłam poszewki z elementów. Wyciągnęłam z piwnicy takie większe krzesła - z wielkim siedziskiem :) I tak się prezentują poszewki:
Chwilowo jestem dość zabiegana... Dziś zrobiłam 2 torty i 12 drożdżówek :) Jutro chłopcy skończą 3 lata :) 
Dziergam sukienki dla lalek, ale jakoś brak weny na wykończenie, na detale... I sweterek robię, bo jesień już nadeszła, ale za to piękna i ciepła - kwitną mi krokusy, magnolia i nawet rododendron pokazał kilka kwiatków :) Pozdrawiam serdecznie!

26 sierpnia 2011

Barbie w nowej odsłonie - szydełkowa suknia.

Jeśli ktoś jeszcze nie zna Millu i jej dwóch cudownych blogów, to zapraszam tutaj: Millu ooak doll. Jest to blog z pięknie restaurowanymi lalami. Zainspirowała mnie, gdy ja męczyłam się ze składaniem trupków... Główki osobno, nóżki pogryzione, a włosy... To było straszne. A do tego moi chłopcy przybiegli do mnie z takim gołym korpusikiem krzycząc: "Lala ma cycy!" No to już było za dużo!
Wygrzebałam wszystkie nogi, korpusy, główki i zaczęłam reperację. Najgorsze były malunki na nóżkach i główkach, na szczęście to nie był długopis, więc puściło po zastosowaniu acetonu :) Potem kąpiel i mycie włosów w szamponie i jeszcze odżywka do spłukiwania, na końcu jeszcze odżywka bez spłukiwania, a jedna lala dostała nawet jedwab na włosy. Ta lalka, którą dziś chcę zaprezentować miała włosy jak Bob Marley... Mój mąż stwierdził, że nie do rozczesania. Ale udało się, choć nie idealnie, ale ukryłam to w fryzurze. Zrobiłam jej bieliznę, pończochy - bo nogę miała pogryzioną i sukienkę. Użyłam całej masy koralików - żeby córka nie była zawiedziona i oto moja pierwsza Barbie po regeneracji:




 Może nie jest to fachowo odrestaurowana lala, ale przynajmniej bieliznę ma "niezdejmowalną". 
Przepraszam za jakość zdjęć, ale robiłam je telefonem i cóż tu więcej od tego małego sprzętu wymagać :)
Pozdrawiam!

24 sierpnia 2011

Ciasto rabarbarowe z budyniem.

Już prawie jesień, a ja ciągle robię coś z rabarbarem. Dziś pokażę ciasto z budyniem. Kwaśny rabarbar i waniliowy budyń - polecam zrobić samemu! Może kolor nie ciekawy, ale za to smak taki jak lubię, konsystencja już wybadana, że do ciast lepiej go "dogęścić" i ziarenka wanilii w budyniu... pyszności! Ja nie lubię budyni. Ale ten domowy budyń traktuję jak krem i nawet za nim przepadam. Przepis na ciasto znajdziecie tutaj: Ciasto budyniowe z rabarbarem, a jakby ktoś chciał domowy budyń to tu jest przepis: Domowy budyń - ja gotuję mleko z rozciętą wzdłuż laską wanilii - tak żeby ziarnka wyleciały do mleka i mąki ziemniaczanej to takie pełniejsze łyżki - z czubkiem, żeby mi budyń w ciasto nie wsiąknął. 
A teraz czas na moje ciasto:
Ja je zrobiłam jeszcze w lipcu, ale z powodu problemu z aparatem muszę oszczędnie publikować zdjęcia z moich zbiorów. A co do rabarbaru, to ja mam go wciąż w ogródku i nie wiem co zrobić z nim na zimę?! Czy mam ściąć wszystkie łodygi i zakryć kopcem z liści i ziemi czy zostawić z liśćmi na zimę? Czy macie jakieś doświadczenie z rabarbarem? 
Pozdrawiam i do następnego postu!

18 sierpnia 2011

Blok czekoladowy i kowbojska przygoda.

Najpierw kilka słów o bloku czekoladowym - tego smaku nie da się zapomnieć, tak słodki, że aż na samą myśl o bloku jest mi słodko :) Ja wpadłam na pomysł, że jeśli zrobię taki blok, to będę miała spokój na kilka dni z przygotowywaniem deserów, bo akurat byli u mnie rodzice. A tu dwa dni i blok znikł... Przepis pochodzi od Pauli: Blok czekoladowy. Nie robiłam dwóch warstw, za to do środka nawrzucałam co miałam w kuchni: orzechy włoskie, migdały, rodzynki, żurawinę suszoną, kandyzowane wiśnie, skórkę pomarańczową, herbatniki i galaretkę wiśniową z całymi wiśniami, bardzo gęstą, pokrojoną w kosteczkę.
Tak wyglądał blok:
Pychota!
A teraz "przygoda kowbojska". Zacząć muszę od tego jak moja córka kocha zwierzęta... Ma królika, gada z nim, obserwuje go, pogłaszcze, ale żeby posiedział u niej na kolanach!, pisk i krzyk. Tak samo jest z chomikiem, tak było z kotem (tego to nawet pogłaskać nie chciała), chwilowo mój syn hoduje żabę w akwarium w ogrodzie, chłopcy ją biorą w rękę, a Julia za żadne skarby jej nie dotknie. A przy psach to się zaczyna coś, nad czym zaczęłam już pracować, bo Julia wpadała w panikę gdy widziała jakiegokolwiek psa, nawet gdzieś zamkniętego. Potrafi wejść po człowieku do góry jak tylko usłyszy szczekanie (ale to podziękowania należą się jej babci za straszenie jej psami), ale jak zobaczyłam jakim stresem jest dla niej oglądanie w telewizji programu o psach (takie z kiteczkami i ubrankami), a gdy spytałam czy pogłaszcze pieska przez telewizor, wpadła w histeryczny śmiech i jednym paluszkiem dotknęła pieska i uciekła na kanapę. Dziś pierwszy raz byłyśmy na szkoleniu psów, które odbywa się u nas na wiosce, jest ogrodzenie, a Julia ogląda jak usłuchane są psy i że jeśli właściciel psa pozwoli i pokaże jak głaskać pieska, który jest na smyczy, to może to robić, bo dobry pies słucha właściciela. Na razie obcuje z psami bardzo dobrze wyszkolonymi i na początek uczy się jak spokojnie przejść obok psa - bo jej napady paniki mogą tylko zachęcać psa do skoku na nią.
Ale do rzeczy, bo nie o psach miało być. Od dawna Julia twierdzi, że chce mieć konia, że lubi konie, a w pokoju ma już dwa obrazy z końmi. Co prawda jak miała 2 latka to jechała na szetlandzie ( to taki najmniejszy kucyk), ale nie pamiętała tego. Jakiś czas temu była u koleżanki z przedszkola, która ma duże konie i kucyki, podobno nawet pogłaskała kucyka. Prawie codziennie przed naszym domem jeżdżą dziewczyny na koniach, a my już mieliśmy dosyć słuchania, że Ona chce konia. Mojego męża kolega z pracy ma małe konie, rozmnaża je i sprzedaje, ale też ma kilka do jeżdżenia. To nie są kuce, ani duże konie, nie wiem dokładnie jakiej rasy była Penelopa, ale przypominała mi kuca walijskiego lub konia felickiego (kiedyś pracowałam na stadninie, co prawda w księgowości, ale musiałam wszystkie konie sportowe ubrać i wyżywić... - znaczy zakupy dla nich robić).
Pojechaliśmy dziś na ujeżdżalnię. Oczywiście chłopcy do konia lecieli w podskokach, a Julia nie. Nie chciała go dotknąć, ale wsiąść na niego już jak najbardziej. Pojeździła najpierw z trenerką, potem była prowadzona i nie mogłam uwierzyć własnym oczom, że się nie boi! Jestem z niej taka dumna! Nawet na zakończenie siedząc na grzbiecie przytuliła się do jego szyi. Tak się cieszę, że choć na widok jednego zwierzęcia nie wpada w panikę, że muszę się wybrać do szkółki jeździeckiej, bo Julia chce być "kowbojką".
Jestem dumna z mojej Małej Córeczki!
Pozdrawiam!