Translate

23 listopada 2012

Decu kalendarz na 2013 rok.

Zobaczyłam, sekunda przemyślenia i kupiłam dwa kalendarze do samodzielnego ozdabiania. Później zaczęłam myśleć bardziej realistycznie, że decu na papierze to chyba ciężko będzie... I miałam rację... Serwetki przyklejałam metodą na żelazko, przykleiły się ładnie (na zdjęciu jedynie grudzień jest do poprawy, musiałam przeprasować jeszcze raz, ale jak już robiłam zdjęcia, to wszystkim), minus jest jeden i to duży, otóż strony falują. Widać to na zdjęciach. I jeszcze jedna rzecz mi nie pasuje, cieniowanie wokół motywów, nie wyszło tak jak chciałam i nie wiem czy tak zostawić czy nie. Oba kalendarze sa takie same, jeden z nich będzie prezentem, mnie osobiście nie przeszakadza to, że strony się zawijają, a niezbyt ładne cieniowanie mogę przeżyć, ale czy na prezent może tak być? Spójżcie proszę niezależnym okiem i oceńcie czy ten kalendarz nadaje się na prezent czy mam coś z nim zrobić? Myślałam nad pociągnięciami grubym pędzlem z białą farbą w poprzek strony od serwetki do boku, a później za pomocą wody roztarłabym kolorową farbkę, ale nie wiem czy to nie było by za dużo - strony mogłyby tego nie wytrzymać... i nie wiem czy dobrze by to wyglądało. Oceńcie proszę. Przepraszam za zdjęcia - taka pogoda... a u nas dodatkowo jest cieplo, bo nawet 10 st w plusie, a co za tym idzie mglisto, pochmurnie i deszczowo niekiedy.
czas na zdjęcia:


Styczeń

Luty

Marzec

Kwiecień


Maj

Czerwiec

Lipiec

Sierpień

Wrzesień

Październik
Listopad


Grudzień

I jak myślicie? Zostawić tak, czy kombinować? 

Życzę wszystkim udanego weekendu! Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze!!!
Pozdrawiam serdecznie!!!

22 listopada 2012

Śliczny frywolitkowy komplet od Lucyny.

Jakiś czas temu Lucyna na swoim blogu "Po nitce do kłębka" pokazala zdjęcie i należało zgadnąć co to za miejsce. Coś mi przypominało, ale wysokość (zdjęcie zrobione z góry) zbiła mnie z tropu. Zdjęcie podpowiedź mnie dobiła - no jak jak mogłam nie poznać Lichenia - a no mogłam, bo kiedy ja tam byłam ostatni raz to wieża była jeszcze w budowie. Ale ostatecznie to zgadłam i wygrałam prezent niespodziankę, a oto co wygrałam:

 To sa kolczyki dla Julii, oczywiście założyła je do szkoły na przybycie fotografa i zrobiła furorę. Zdjęcie zrobiłam na takim maleńkim talerzyku dla lalek. Kolczyki są naprawdę maciupeńkie.


A to mój komplecik - motylkowy :).
Dodatkowo w paczce była też czekolada i kiśle - chłopcy też coś dostali! Lucynko dziękuję Ci bardzo! Dostałam coś pięknego i ja i córka - więc dziękujemy podwójnie!
Dziękuję wam z calego serca za wszystkie komentarze pod wczorajszym postem - miło jest zrobić coś co wzbudza tak pozytywne uczucia u innych. 
Pozdrawiam serdecznie i uciekam do mniej przyjemnych rzeczy... sprzątanko... A tak mi się dziś nie chce nic robić...

21 listopada 2012

Vinterlandskab (zimowy krajobraz) - moje zimowe miasteczko.

Bardzo podobają mi się zimowe miasteczka. Można kupić sobie taki zestaw świecących domków, który swoje kosztuje... Dodatkowo domki są ceramiczne, a jak dzieci je "pokochają" to może byc niebezpiecznie, a mnie coś strzeli. Z drugiej strony, kupne domki sa takie... bez wyrazu, takie dopieszczone, bez duszy. Pomyślałam o domkach kartonowych jakie widziałam w bombkach. Zaczęłam ciąć, kleić, malować. Potem mnie olśniło, że takie domki to przecież można kupić w formie szablonów... może za rok nie zapomne...
Domki ustawiłam na kartonowej podstawie, poprzypinałam je szpilkami, zaczęłam produkcję lamp, z drucika i koralików, dodatków, takich jak bałwanek - kulki papierowe, studnia z rolki po papierze toaletowym :) i koszyczka, który miał być jako dodatek do anioła szydełkowego :), stos drewna z koszem, mostek - tu to się namęczyłam... Podstawą mostu jest kora buku, twarda, musiałam ten kawałek odpiłować... nożem, bo nie mogłam znaleźć piłki... na patykach zamontowałam barierkę, zaplecione w warkocz suche łodygi pnącej rośliny. Teraz sobie tak pomyślalam, że muszę odsłonić wodę - rzeczkę, która jest niebieska, pokryta folią matową i wygląda jak tafla lodu i szkoda, że tego nie widać. Podobnie zrobiona jest woda w studni. Kolejnym elementem były "tereny zielone", zielone drzewka to cis, drzewa liściaste to kawałki z żywopłotu, ktore wyglądają jak prawdziwe drzewa. Wszystko powbijałam w glinkę dekoracyjną, w którą dodatkowo wcisnęłam bardzo drobne kamyczki (miałam takie w ogrodzie, nie wiem po co one i skąd się wzięły, moim zdaniem jest to to co pozstaje po przesianiu drobnego piachu), kamyczki miałam w ogrodzie w pojemniku, więc je musiałam umyć, osuszyć i stąd właśnie dżdżownice w zlewie. Ostatni etap był najcięższy, bo musiałam rozłożyć lampeczki i na nie przykleić domki. Dzieci mi pomogły. Paluszkami przyciskali kabelek, odrywali taśmę (papierową), przyklejali, a jak któreś nic nie robiło w danej chwili to żeby nic nie dotknąć przez przypadek to trzymali rączki w górze :) Ostatni etap to "śniegowanie". Najpierw pryskałam śniegiem w sprayu. Musiałam jednak domki zasłaniać, bo lekko się rozmazywały kontury narysowane pisakiem. Potem uzyłam sniegu instant w puszce :) Fajne to było :) W puszce był proszek, który należało zalać zimną wodą, i tadam! śnieg!!! Porozsypywałam go po "kątach", na kabelki, lampeczki, na dóżki, które później odśnieżałam :) Nawet na mostku widać "ślady" :) I jak wisienka na torcie - wszystko posypałam brokatem. Myślę, że wodę też potraktuję brokatem, ale niebieskim, tylko muszę go znaleźć, bo w zeszłym roku schowałam go z ozdobami świątecznymi... chyba?!
Właściwie to jeszcze nie koniec, musze pomysleć o jakiejś choince w centrum, przydałyby się też lampeczki na drzewkach, bo jednak brakuje oświetlenia od góry.Do świąt jeszcze trochę, snieg w listopadzie może być, więc w miasteczku wszystko tak jak powinno być, choinka i oswietlenie dołożę w grudniu :) Brzeg kartonu też wymaga obklejenia, ale jeszcze nie wiem czym.  Muszę jeszcze wyprasować materiał który przykrywa szafeczkę na której położona jest makieta, bo tak byłam ciekawa jak to bedzie wyglądało, że się pospieszyłam...
Ale dość opowieść, oglądajcie! Wiem, że plastykiem to ja nie jestem, ale mi się podoba, jak na moje możliwości to jest dobrze.











Zdjęcia kiepskie, wiem, wybitnie trudno było dobrać opcję, bo ustawiaenia "na śnieg" - źle wychodzilo bo  to nie prawdziwy śnieg, tryb nocny, bo część zdjęć robiłam przy zgaszonym świetle i zasłoniętych roletach żeby ładnie było widać światełka i to są własnie te gorsze zdjęcia. Próbowałam też innych opcji a zdjęcia były jeszcze gorsze... 

Fajnie by było jakbym miała taki wielki klosz na to miaseczko :) Ale jestem z siebie zadowolona :)
Potrzymałam Was jakiś czas w niepewności i wreszcie po 3 dniach klejenia, malowania, cięcia i po 2 godzinach sypania śniegu i czekania aż spray przeschnie, moje ma le zimowe miasteczko jest gotowe!!!!
Najbardziej, oczywiście, miasteczko podoba się dzieciom. Wczoraj Jędruś powiedział "Brawo Mama!" :) Jakże miło!
Miłego dnia dla Wszystkich, pozdrawiam !!!

20 listopada 2012

Chusta Gingko.

No! Zrobiłam! Drugą chustę na drutach :) Mam jeszcze w planach przynajmniej jedną, ale musze pomyśleć jaka to chysta by była, bo włóczka cieniutka, a niby na druty 4-5 i źle wyglada na niej ażur, więc muszę pomyśleć. Ta chusta jest prosta, ma fajny wzór liści, robi się ją dość szybko i przyjemnie. Oczywiscie nie bylabym sobą jakbym czegoś nie zmalowala - drugi rząd liści odchodzących od środka odchodzą z nikąd, bo myslałam, że tego kawalka wzoru nie musze powtarzać...
Chusta jest z jasno zielonego akrylu, raczej jaskrawego niż pastelowego - kolor straszny na zdjeciach, trudno, ale ni jak nie mogłam światła złapać. Ciężki czas na robienie zdjęć nastał... U mnie wkrótce będzie jasno (co nie oznacza słonecznie...) od 9 do 15...
Wzór chusty Ginkgo znajdziecie na Ravely o tu: Ginkgo.

Wczoraj udało mi się zrobić dość dużo, mam już lampeczki, dziś będzie zabawa wodą i "czymś" instant w puszce oraz sprayem. Na szczęście skończyłam już etap zabawy sekatorem i nie będę już miała dżdżownic w zlewie :) Ale Was zwodzę :) Ale nie powiem ci robie. Możecie się tylko domyslać, zgadywać. Myślę, że w tym tygodniu skończę i pokażę co zmajstrowałam :) Udało mi się wczoraj skończyć kilka zaleglych prac, wreszcie poodpinałam gwiazdki szydelkowe, bo tej część to najbardziej nie lubię - wyciąganie szpilek z lukrowanych gwiazdek... Upiełam podkładki, ktore już Wam pokazałam, doszyłam co trzeba i zrobiłam jeszcze coś, ale teraz o tym myślę, bo nie bardzo wiem czy tak to zostawić, czy co mam z tym zrobić, więc pewnie jak mi czasu starczy to dziś spróbuję zrobić coś z tym, a jak mi nie pojdzie to najwyżej zrobię zdjecia i Was się poradzę. 
Od kilku dni obserwuję wzmożone ustarajanie domostw w lampeczki i mikołaje. Aż sie przez chwilę zastanawiałam, czy to ja się spóźniłam, czy w tym roku jakoś wszyscy za szybko się za to zabierają?! Ale rok temu też tak szybko się zaczęło. Ja w przyszłym tygodniu mam zamiar przejżeć co mam, pouzupełniać baterie, przygotować wszystko i na Pierwszą Niedziele Adwentu będę gotowa - chyba... :)
Pozdrawiam! Miłego dnia dla wszystkich!!!