Translate

08 sierpnia 2013

Ree Park Safari w Ebeltoft.

Dziś pokażę relację z Ree Parku w Ebeltoft (http://www.reepark.dk/). Wspaniałe miejsce. W porównaniu z Aalborg ZOO, które prezentowałam wczoraj - 100% więcej wrażeń. W Ebeltoft byliśmy już dwa razy - ponieważ kupując bilety roczne do Aalborg ZOO mamy darmowy wstęp również do Ree Parku. 

Przejdźmy może do zdjęć, bo tych będzie dużo...

 Niestety tyrgysy były dość nieuchwytne i zdjęcie słabe.
 I tak jak w Aalborg ZOO -  żadnych betonowych fos, a jedynie naturalna skarpa i platforma widokowa ponad.
 Daromowe kanou na jeziorze o głębokości... 30-50 cm :) Oczywiscie z moich dzieci pierwszy na kanou chciał wskoczyć Jędrek i dopiero po chwili spytał, a co to jest to na co on chce iść :)
 A tu zaczynamy safari :)
 I jedziemy :)


 Dłuższy postój, bo nosorożec wlazł na drogę :)

 O i żubry - w Polsce takie biegają po lasach :)
 Nandu za siatką, bo młode się wykluły, reszta chodziła luzem :)


 I Juliany!!!
 E! Julian! Gdzie idziesz?


 I jeszcze z przejażdżki na Safarii.

 Strusie biegały wokół samochodu :)
 Papugi również latały wolno (ja myslałam że uciekły! jak oni to robią że nie uciekną?!)
 Podeszlismy do domku lemurów, zaglądamy do środka - nie ma żadnego, a dzieci od razu wypatrzyły, że czerwone lemury śpią sobie na schodkach do domku :)
 A jeden spał sobie przy ścieżce.

 Kolejna fantastyczna platforma widokowa, z szybami...

W różnych ciekawych miejscach były te szyby... kto widział lwicę "od dołu"?
 Karmienie gepardów.
 Spacerując po zagrodzie z Nandu i jakimiś innymi kopytnymi stworzeniami wskrabalismy sie na górkę w poszukiwaniu piór strusich - zbiory były owoce a widoki piękne.
 A o tych małpkach duzo by opowiadać... Otóż wszystkie małpy i lemury mieszkają na małych wyspach, pomiędzy wyspami przechodzi sie przez specjalne drzwi. Na każdych drzwiach wielkie naklejki, że nie wolno jeść, pić, wnosić zabawek, zamykać torby, wszelkie dyndajace elementy, wózki pozostawic poza itp. Oczywiście pochowaliśmy wszystko co trzeba i wchodzimy.
 I ta oto małpak patrzy się wła śnie na to co Julka ma w ręku - pływając na kanou znalazła złamana pałkę tataraku i miała ją w ręku. Małpka bardzo chciała tą pałkę, podskoczyła do Julki złapała za pałkę, spojżała na nia jakby chciała powiedzieć: "No daj mi to!", a Julka: "Nie dam!" i zaczęła ciągnąć pałkę, nie chciała jej oddać! Jakbyśmy nie mogli wrócić na te kajaki i znaleźć jej drugą pałkę! Chłopcy w krzyk, Julia piszczy, ciągnie pałkę, rzucilam coś w stylu "daj jej to", ona że nie, to złapałam za pałkę i Julke pod pachę i odwrót, a za nami całe stado małpek :) A mówiłam, żeby tą pałkę zostawiła, bo nawet bransoletki zdjęłyśmy! Ale przygoda była :)
Podczas pierwszej wizyty w Ree Parku odbyliśmy podróż samochodową, drugim razem zabraliśmy dzieci na "mięciutkie i puszyste" wielbłądy. Co chwila wielbłądy były zmieniane - obok pasło się stado wielbładów i  co kilka okrążeń wymieniano wielbłądy na nowe, trenerka powiedziała, że czy tak czy tak, trzeba by było z nimi chodzić, bo musza chodzić. I czas w jakim można skożystać z takich przejażdżek to tylko 3 godziny po południu.


Strasznie się dzieciom podobało i wielbłądy i całość :) 
Ree Park jak i Aalborg Zoo są bardzo przyjazne dla piknikujących rodzin, dużo miejsc do posiedzenia i zjedzenia przygotowanego przez siebie posiłku. Dodatkowo drweniane domki do wynajęcia na NOCLEG!!!, indiańskie namioty również do wynajęcia i namioty na platformach z widokiem na safari również do wynajęcia na noc! Obudzić się rano i oglądać żyrafy... to coś co chyba trzeba przeżyć w życiu :) Za kilka lat zafunduję chłopcom taki prezent na urodziny :)
Widoki w Ree parku piękne, dużo wody, wodospadów (to trochę mi przeszkadzało, bo własy po prostownicy stroszyły mi się jak nie wiem co), piękna roślinność i wszystkie wybiegi zrobione bardzo naturalnie. 
Po tej wycieczce mieliśmy wrażeń co nie miara, już myślelismy, że nic nas więcej nie zaskoczy, że to już maksimum wrażeń... Ale gdzie tam! Już wkrótce kolejna fotorelacja!!! Z miejsca... hmmm... ekscytującego. I nic więcej nie napiszę!
Oczywiście polecam Ree Park wszystkim odwiedzającym Danię.
Pozdrawiam serdecznie i m iłego dnia życzę!

07 sierpnia 2013

Aalborg ZOO.

Tegoroczne wakacje postanowiliśmy spędzić na odwiedzaniu miejsc ogólnie nazwanych ogrodami zoologicznymi. Ogólnie, bo kolejne posty będą o trochę innych miejscach niż to które pokażę dziś.

Kupiliśmy roczne karty wstępu do ZOO w Aalborgu a dzięki temu mamy roczny darmowy wstęp aż do 6 innych miejsc. Kilka z tych miejsc jest dla nas nieosiągalnych ze względu na kilometry, a dla dzieci dłuższa podróż, cały dzień wrażeń i powrót  to męczące. Ale kto wie może w przyszłym roku - bo bilety są na 12 miesięcy, wiec do przyszłego lipca mamy czas.
Aalborg ZOO (http://www.aalborgzoo.dk) jest... hmmm... niewielkie... W Polsce byłam w ZOO w Warszawie, Łodzi i Gdańsku. Było to wiele lat temu, niewiele pamiętam, ale na pewno pamietam, że te w Polsce były większe. Ale to jedyny minus tego ZOO. Plusów jest znacznie więcej. Strasznie przyjemne to ZOO, nie ma tych strasznych betonowych fos, które pamiętam z Polski - jednyne dwie fosy to te wokół orangutanów i pawianów. Dużo miejsc żeby usiąść z rodziną i coś zjeść - miejsca piknikowe, przynosisz swoje jedzenie i siedzisz ile chcesz oglądając w tym czasie np żyrafy. Coś co się nazywa "dziecięcym zoo" - czyli coś dla dzieciaków, które za chwilę eksplodują od nadmiaru wrażeń, bo tyle zwierzaków a one nic nie mogą pogłaskać - więc otwarta zagroda z kozami cieszy się dużą popularnością. Było też coś, czego nie pamiętam z polskich zoo - karmienia i treningi, czyli o danej godzinie ludzie zasiadają na "widowni" - ławeczki wokół wybiegu czy klatki, przychodzi opiekun, opowiada o zwierzaku, o jego budowie, co je, jak żyje itp., opoiada o danym osobniku, jak ma na imię, ile ma lat, skąd przybył itd. i karmią je, lub trenują, czyli pokazują co te zwierzęta potrafią, np nurkowanie pingwinów po rybki itd. W przyszłym roku zamierzamy (czyli kto wie co z tego wyjdzie) wybrać się do gdańskiego zoo - największego w Polsce, bo niewiele pamiętam z mojej poprzedniej wizyty :)
W Aalborg ZOO byliśmy już dwa razy i ze względu na pewne "zwierzęta" będziemy tam jeszcze nie raz, zwłaszcza, że dość blisko mamy do tego ZOO, bo tylko 45 min samochodem. Otóż... dinozaury. W tym roku w Polsce odwiedziliśmy Park Jurajski w Solcu Kujawskim, ja byłam zawiedziona - teren pokaźny, dinozaurów niewiele, komarów od groma, a dzieci... zawiedzione do kwadratu, bo się dinozaury nie ruszały, nie buczały, nie ryczały... A w AAlborg ZOO, ktoś pomyslał i stworzył dla dzieciaków niesamowitą radochę. Nie dość że dinozaury wyglądają bardzo realistycznie, nawet oczy mają takie "żywe" to jeszcze się ruszają, buczą, ryczą i są miękkie, z jakiejś gumy, a nie jak w Solcu z plastiku. Najbardziej zawiedziony przez te plastikowe dinozaury w Solcu, był Jędrek i co za tym idzie najbardziej szczęśliwy z dinozaurów w Aalborgu. 
Czas na zdjęcia bo sporo ich będzie.




 Tu wypatrzylismy tańczącego słonia:


 Wspomniane już dzieciece zoo z kozami


 Choć dzieci stoją przy niedźwiedziach to miny mają nietęgie z innych powodów, bo właśnie usyszeli ryk tego co jest na zdjęciu poniżej

 I porównajcie sobie teraz dinozaura z Solca:
I piekna sesja zdjęciowa jaka udało mi sie uchwycić:





 Jaszczurka, chyba tiguana, polubiła Franka i chodziła nie tylko za mnim, ale i za jego palcem.



 Szybkie te pawiany były.

 I orangutany na śniadanku.
 W klatce orangutany miały pochowane różne smakołyki.

 Karmienie, które zrobiło największe wrażenie na moich dzieciach - na pierwszym zdjęciu tuż za opiekunką zwierzęcia widać dzziecko z rączkami pod brodą, za nim dziecko w czapeczce - to Franek i Jędrek, za nimi Julia, a co oglądały?
 Karmienie lwic - a ja stałam sobie z boku, za zaraz obok lwica - nie używałam zoomu by zrobić to zdjęcie, oparłam telefon o kraty :) 

Jeśli będziecie kiedyś w okolicach AAlborg - czyli na dlaekiej północy Danii, to polecam odwiedzić to miejsce.
Już się zastanawiam jak ogarnąć kolejne miejsca które chcę Wam pokazać, bo zdjęć i wrażeń będzie duuużo, duuużo więcej i ile czsu zajmie mi napisanie posta...
Pozdrawiam serdecznie!!!

06 sierpnia 2013

Twórczość różna Julii i pierwszy gliniany aniołek.

Moje dziecko szybko się fascynuje róznymi rzeczami - technikami robótkowymi na przykład, ale wbrew pozorom wcale równie szybko jej to nie przechodzi. Cierpliwie czeka na materialy, czeka na dzień kiedy i ja i ona będziemy miały czas, a gdy już ogarnie tą technikę to sama się zabiera za robótkowanie, odkładając na bok zabawki czy bajki. Ogarnęła już filcowanie i ostatnio nawet odkrylam że powstaje nowy obrazek, o którym ja nawet nie wiedziałam!, próbuje się w szydełkowaniu, decu to niestety tylko ze mną, ale może już wkrótce, tworzy bizuerię i to nie tylko taka "zabawkową" z plastikowych kolorowych koralików, ale również taką użytkową. To jest strasznie miłe i budujace i wogóle cudowne jak dla mnie, że córka tak lubi spędzać ze mną czas w taki sposób, czy nawet sama spędza czas robiąc "coś" a nie dyndając na kanapie przed tv.
Pierwszego pokaże Aniołka - fascynacja glinką zaczęła się "dwufazowo" - najpierw Julia polubiła plastelinę i zaczęła tworzyc różne małe figurki wg tutoriali z sieci, ale wiadomo, a bo się kolor skończył, a bo po kilku dniach się rozpadło... ale bardzo polubiła lepienie. Potem zobaczyła aniołka którego wygrałam w candy u Na-stole. I koniec. Ona chce taką glinkę. A że akurat byliśmy przed wyjazdem do Polski a ja nie miałam możliwości żeby wybrać się do miasta i poszukać w sklepach plastycznych takiej glinki, więc poprosiłam siostrę, żeby odwiedziła sklep plastyczny - i tak Julki ciociunia wracając z wykładów codzień po paczuszce glinki kupowała i tak 5 kg się uzbierało. Julia dzielnie wyczekała aż glinke w łapki dostała, potem czekała na wolny czas i wreszcie w wakacje powstał pierwszy aniołek.
Jeszcze duzo muszę jej pomagać, ona przeważnie lepi, wycina, wałkuje, ja dolepiam i poprawiam, ale nawet palcem nie majstrowałam przy malowaniu! (tylko twarz jest moja).
Julkowa biżuteria:
 Te duże koraliki to moje decu.
Jak widać po lewej stronie pierwszy wezeł dość kiepski, ale drugi wyszedł jej bardzo ładny.
I jeszcze próby szydełkowe:

Oczywiście pierwsze oczka są moje, ale reszta juz nie moja!
Ale jestem dumna!!!
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia.
P.S. Co do wczorajszego wpisu, to spokojnie, nie trzeba wzywać Greenpeace'u - to nie wieloryb, to tylko ja :) :) :) :)