Translate

04 listopada 2011

Drożdżówki ze śliwkami.

Dziś szybciutko. Drożdżówki ze śliwkami i dużą ilością lukru :) Ciasto drożdżowe wzięłam  przepisu na  drożdżówki ze śliwkami i makiem.
Smakowały bardzo, ja się starałam robić takie malutkie drożdżówki i na środku wciskałam po jednej połówce śliwki, ale można zrobić większe i po dwie połówki śliwek układać na drożdżówce.
 A teraz przedstawię Wam moich kuchennych pomocników:
Jako pierwszy zaprezentuje się chomik, nazwany "Chemik".

 I nasz wieloletni domownik, bo królik ma już 4 lata!, na imię ma "Ewa", ale ponieważ tak ochrzciła go moja (wówczas dwuletnia) córka, a potem okazało się że to chłopak, to ma dwa imiona, a drugie brzmi "Edward". Edward jest bardzo światowy, przyjechał z nami do Danii :)
Muszę się zmobilizować, bo ciężki weekend mnie czeka, jak zwykle ambitne plany, a mało czasu...
I zapowiedź kolejnego postu: szydełkowo, czarno i czerwono :)
Pozdrawiam!

29 października 2011

Barbie, która zasłużyła sobie, na specjalną suknię.

Czasem zastanawiam się, czy tylko ja mam tak, że posiadam parę rzeczy z mojego odległego dzieciństwa. Z kim bym nie rozmawiała, każdy się bardzo dziwi, że te rzeczy jeszcze istnieją. Mam między innymi bardo wiele książeczek, encyklopedii dla dzieci, nawet niektóre mają jeszcze fajne wpisy "Dla Bożenki, uczennicy klasy II B" - to po mojej Mamie :) Wszystkie przytargałam ze sobą do Danii. Mam też parę zabawek, min. kolekcję dinozaurów i żółwi Ninja po moim Bracie, pluszaki i nawet takie stare klocki, teraz to już takich nie ma, są tylko Lego, a te są plastikowe i bardziej miękkie. Mam też jedną rzecz - do ubrania, ale o niej nie napiszę teraz, bo już wkrótce będzie to tematem kolejnego postu :)
Ale do rzeczy: moja pierwsza lalka Barbie! Kiedy lalki Barbie stały się hitem, ja miałam jakieś 9-10 lat. Na Gwiazdkę dostałam mattelowską "Sindy". Co ona biedna przeżyła... Obecnie została tylko głowa z dawnego "składu", ale podczas porządkowania lal, zauważyłam, że mam o jeden korpus za dużo i ten stary korpus wyrzuciłam, bo już nie dało się nóg i rąk wkręcić - wyrobiły się :)
Tak wyglądała przed rekonstrukcją (na zdjęciu już z kolczykami, ale tylko te różowe teraz dokładałam, srebrne łebki od szpilek, to jeszcze moja młodzieńcza twórczość):

Pierwsza lalka z dzieciństwa zasługuje przecież na specjalne względy, dlatego zrobiłam jej suknię ślubną i jak przystało na ślub z pompą, ma nawet tren :)



To co widzicie pod lalką, to nieuprasowana serweta... spieszyłam się ze zdjęciami, a biały stół i jasne serwet nie nadawały się jako tło, więc musiałam użyć tą serwetę...
Na zdjęciach też nie widać wszystkich perełek które podoszywałam  do sukni i trenu, ale uwierzcie mi, sporo ich jest :) Lala stoi obecnie u córki w pokoju, na honorowym miejscu i o dziwo nawet wszystko ma na miejscu :)
A jakby ktoś chciał wzór sukni to go zamieszczę :)
oryginał

rozmieszczenie perełek

suknia

tren
Gorset robiłam "na wymiar", więc bez wzoru.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim udanego weekendu.
P.S. Ja już rozmyślam nad tegorocznym wystrojem świątecznym :) Trafiłam dziś na wyprzedaż zeszłorocznych akcesorii świątecznych w Jysku - dzielna byłam! Nawet niewiele wydałam :)

27 października 2011

Brązowe kolczyki.

Dziś pokażę brązowe kolczyki na kołach. Zrobione dla koleżanki, ze specjalnym naciskiem na brązowe, a że ja nie miałam akurat kordonka brązowego, to wykorzystałam mulinę, a najpierw ją rozpołowiłam. Wyszły bardzo delikatne i najważniejsze, że się strasznie podobały :) 



Dziś krótki post. Ja wczoraj zaliczyłam ostatni moduł w szkole :) I jeszcze tylko pod koniec listopada państwowy egzamin pisemny, w grudniu ustny i koniec :) I wszędzie już Święta czuć! W mieście Randers już są lampki na drzewkach. A najpiękniej jest w sklepie "Føtex"- na samym wejściu stoi gromada skrzatów i skrzacików:) Ja już zaczęłam ozdoby świąteczne dziergać, ale pokażę je za jakiś czas:)
Pozdrawiam!

22 października 2011

Chusta do zimowego płaszczyka.

Hmmm... Zacząć muszę od tego, że nigdy nie miałam okrycia wierzchniego w takim kolorze, na zdjęciach nie widać dobrze koloru, ale jest to coś jakby śliwkowy kolor,  chyba nawet bakłażan. Ten płaszczyk dostałam od Babci :) Mam taką fajną Babcię, kupiła sobie płaszczyk z kapturem, choć nie lubi kapturów, założyła, wyszła na dwór i się wróciła po swojego leciwego futrzaka o umaszczeniu "Geparda" :) A ja dostałam fajny krojem płaszczyk, z kapturem - a ja lubię kapturki, i z ciekawych materiałów - wełna jagnięca i alpaka strzyżona - ciepło brzmi :)
Nie miałam koncepcji na kolor dodatków, przymierzałam różne kolory do tego płaszcza, ale nic mi nie pasowało. Może któraś z Was ma doświadczenie z takim kolorem? Ja zdecydowałam się na bezpieczną czerń, a miałam dwa motki delikatnego akrylu o podwójnej nitce - kupiłam już jakiś czas temu, wyprzedawali je bo banderole były odwrotnie przyklejone :) Zaczęłam od szydełka nr 2,5 a skończyło się na tym, że chusta jest robiona szydełkiem nr 4 :) Właściwie to dopóki nie zobaczyłam jak wygląda cała chusta, to nie podobała mi się, te dziury jakieś takie były... fuj... Dziwnie mi się robiło nowym wzorem i kilka razy poważnie myślałam o powrocie do wzoru, którym w zeszłym roku robiłam chustę. Ale jak zobaczyłam efekt końcowy - delikatna, zwiewna, fajnie wyszło :) Ja jestem z niej zadowolona, teraz jeszcze tylko czapę trzeba udziergać i na zimę będę gotowa.
Zdjęcia robiłam w plenerze, już dobry miesiąc temu, bo w domu nie mogłam złapać światła.



I jeszcze płaszczyk w całej okazałości:
A teraz dla chętnych wzór chusty:


I to wszystko na dziś :) Pozdrawiam serdecznie :)
P.S. Nie wiem jak w Polsce, ale w Danii już się robi fajnie, tak świątecznie, w sklepach już są ozdoby i specjały świąteczne. Fajnie się robi, zima idzie :) Wiem, dziwna jestem, ale lubię wszystkie pory roku i nie przeszkadzają mi ani ekstremalne mrozy, ani upały :)