Translate

07 lutego 2013

Serduszka dwa.

Małe serduszka decu sa ozdobą na słoiki do ciastek - tak, tak, trzymamy się z Julka postanowienia i pieczemy ciaseczka, nie kupujemy ich! Serduszka to tak naprawdę nic specjalnego, niebieskie, z motywem słodkości :) Ot taki drobiazg dekoracyjny :)
Na dziś dzień słoiki wyglądają tak, trzeci też już świeci pustkami, więc w weekend wielkie pieczenie :)


W słoiku są ciasteczka, które polecam - ciasteczka chałwowe. Długo zachowują świeżość i kruchość. Link do przepisu: Chalwowe ciasteczka. Ja użyłam do nich chałwy domowej roboty i to też polecam!
Ale sobie wczoraj spacerek urządziłam... Trasę która normalnie pokonuję w 45 min, machnęłam w 30 min, w dwie strony. Wróciłam do domu, no zmęczona, ale jakość nie czułam tego co dziś... Mam zakwasy, chyba wszędzie... Dawno nie robiłam sobie spacerów ale taka ładna pogoda wczoraj była... (była bo wieczorem śnieżyca i znów mamy zimę...), chciałam rozpocząć sezon spacerowy i mam za swoje...  Będę się cały dzień turlała :) Dobrze że parę rzeczy moge spobie odpuścić i przełożyć na jutro :)
Pozdrawiam serdecznie!!!

06 lutego 2013

Szydełkowa sukieneczka.

Pokażę ją, choć nie jest wykończona. Wymaga podszewki i prasowania (a ja wciąż bez żelazka). Nie wiem jeszcze jaką podszewkę uszyje, bo chciałbym, żeby była to koszulka nocna i muszę znaleźć odpowiedni materiał. Sukieneczka wygląda tak:

Kolor to krem... A i żeby nie było, że krzywo zrobiona, czy coś - jak widać sznureczki z przodu sukienki są wręcz na brzegach, no nie do końca, z racji "bijjjuuustu" wypelniam cały przód sukieneczki, natomiast troczki są tak wydziergane, bym miała je na ramionach , a nie na szyji, stąd tak krzywo to wygląda. 
Wreszcie cos szydełkowego :) Ostatnio zaniedbuje moje szydełeczka, na rzecz drutów. Decu i szycie idą mi jakoś pod górę... Tylko te druty i druty. Wiecie, że nie lubię ich, ale chęć zrobienia jest silniejsza, chęć pokazania komuś że ja też potrafię (bo przecież nic nie potrafię!), a nawet mało tego, to te swoje kolorowe sweterki może wsadzić, bo JA potrafię zrobić cos lepszego i piękniejszego i ażurowego. Wiem, wiem, zawzięta jestem i wredna. No cóż, to nie moja wina, tak uksztaltowano mi charakter to teraz niech spijają gorzką piankę. A mówiłam, a ostrzegałam - bo pyskata też jestem, to nie, ja nic nie potrafie, ja niczego się nie nauczę, nic w życiu nie osiągnę, bla, bla, bla. Jakoś mało mnie to obchodziło co tam sobie gadali, bo jak ktoś może mnie znac, skoro nawet ze mną nie rozmawia?! I co? Teraz, ha! JA potrafię więcej, ja jestem lepsza i nie potrzebuję pomocy i wszystko mogę i wrednie, może nawet beszczelnie - udowadniam to :) A co! Inaczej to bym zwariowała - dobrze że robie to w taki sposób (chyba, nie?), a nie w inny, gorszy. I dzieragam na tych drutach, i klnę na tą żyłkę i sie plączę i w zęby je wsadzam, żeby nie pogubić... Ale umiem! Ja! Umiem :) I bedę umiała jeszcze lepiej! 
Wiecie, do Was to mi daleko, to nie od Was muszę być lepsza, wręcz nie chcę, bo wtedy nikt mi nie pomoże jak się pogubię, muszę mieć jakieś ideały, by do nich dążyć, więc spokojnie moja ambicja nie będzie Was goniła :)
A co do wiosny, no cóż...
Mam nadzieję, że jeszcze dziś zobaczę piekne krokusiki i irysy a jutro narcyzy, bo pączusie już się otwierają! A wczoraj irysów wogóle nie bylo widać! A dziś  nawet kolorek sie pokazuje!
Tak czekam na te kolorki, aż mi się ruszyć nie chcę... Mam nadzieję, że dadzą mi trochę energii :)Ale trzeba, no cóż!
Pozdrawiam i dziękuję!!!

05 lutego 2013

Filcowy obrazek Julki i troszke wiosny.

Dziś coś dla wiernych kibiców Julki twórczości. Filcowy obrazek, do którego inspiracją był obrazek konwalii wykonanych przez Anstahe, haftem wstążeczkowym. Dość dawno temu zaczęła pracę nad tym obrazkiem, myślała, układała, rozrywała wełnę podglądała i wydłubała łodyżkę i jednego kwiatka. W zeszłym tygodniu, coś się Julce przypomniało i stwierdziła, że akurat dziś chce dokonczyć. Ponieważ miała tylko pół godziny - nie może uzywać igieł do filcowania jeśli chłopcy są w pokoju, a zaraz mieli wrócić, uprzedziłam, że może nie zdążyć teraz, więc dokończymy wieczorem, a Julka rezolutnie, że zdąży na pewno. I zdążyła! W tym pół godziny miało miejsce porozkładanie wszystkiego, zrobienie obrazka, czyli kwiatków, oraz poprawki i posprzątanie. Nawet jszcze chwilę poświęciłyśmy na szukanie odpowiedniej ramki, ale niestety nie mam takiej w domu i muszę kupić przy najbliższej okazji. 

Obrazek wygląda tak:
Julia nie chciała bardziej "dźgać", oznajmiła, że tak tylko troche podźgane, a mi sie to coraz bardziej podoba - poprzedni obrazek, nie wystawał tak, był bardziej ubity, ten jest taki 3D :)
Za oknem to ja nie wiem co to za pogoda, co to za pora roku, aż strach rolety do góry podnosić zresztą do najprostszej czynności w domu musiałam wczoraj zapalać światło bo takie ciemne chmury były. 
Przedwczoraj spadł śnieg, wczoraj stopniał, a dziś rano znów śnieg i w dzień znów stopnieje. Ale coś widzę w pogodzie  że jest szansa na śnieg na ferie w przyszłym tygodniu :)
W zeszły piatek, po całym tygodniu pieknej i wiosennej pogody zaczął padać śnieg. Jakoś nigdy mnie to tak nie denerwowało, że pogoda się zmienia, bo przecież zimy jeszcze ponad miesiąc, ale jakoś w piatek smutno mi się zrobiło, może dlatego, że juz po ogrodzie połaziłam, kiełki już wystają z ziemi, roślinki się przebudzają! A tu śnieg... więc zrobilam sobie wiosne w domu :)
Fioletowe irysy na stole:
Narcyzy (nie żonkile :) ) na oknie (zdjęcia z wczoraj z rana, jak widac śnieg był i topniał):
I krokusy na ławie:
Niech już zakwitną, bo co rano lece do nich i zaglądam, czy widać że rosną :)
To tyle na dziś. Muszę się jak najszybciej wyrobić z pracami domowymi, bo mam dużo planów robótkowych :) Kilka prac do wykończenia, może choć jedną dziś skończę w całości, bo reszta, to wykończenie musi być rozłożone na dwa razy. Planów dużo, a ja walczę z drutami - jakoś strasznie długo się dzierga na drutach... Jak mi sie umysł zmęczy od tego dłubania to dziergam kwiatki z resztek na szydełku :) A czsem to się tak zawezmę, że idzie jak burza, a jak czuje że się zaczynam plątać za bardzo, to trochę świeżego powietrza i jakoś mi się mózg naprawia :)
To ja się ruszam, bo czas ucieka :)
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję Wam bardzo za odwiedziny i komentarze!

31 stycznia 2013

Muffinkowo.

Czy Wy też tak macie że ktoś kojarzy Wam się z jakimś przedmiotem, miejscem, zapachem? Ja tak mam. Czasem gdy coś widzę to na myśl przychodzi mi osoba z którą to mi się kojarzy. Już tłumaczę o co chodzi :) Otóż kiedy prezentowałam szydełkowe muffinki dla dzieci, Wioletta z Bezdomnej Szafy, napisała w komentarzu, że widzi taką muffinkę dyndającą przy swoim telefonie... i w głowie zakręciły się myśli wokół wszystkich postów, jakie publikowała Wioletta z muffinkami w roli głównej - przesłodkie aplikacje i hafty. Od tej pory wszystkie muffinki jakie widzę, przypominają mi Wiolette. Już nawet per "Muffinka" do niej piszę :) Kupuję slodkie papilotki do muffinek i myślę sobie, że Wioli by się spodobały, widzę gdzieś słodkie muffinki (ceramiczne, szydełkowe, do jedzenia) i przed oczami mam Wiole. Może to dlatego że nie wiem jak Ona wygląda, a ja wzrokowiec więc jakoś sobie muszę ją zobrazować. Dodatkowo, muszę o tym wspomnieć, że Wiola bardzo mi pomogła w kilku szyciowych sprawach. 

Po sprzątanku w moich resztkach, przyjęłam sobie za cel, że w czasie świąt zrobię dla Wioli muffinkę do telefonu. Zrobiłam nawet trzy a dokładniej cztery - ale o tym później będzie.
Najpierw powstaly dwie muffinki, bo nie mogłam się zdecydować które zdobienie będzie lepsze. Potem zrobilam jeszcze jedną (bo Wiola ma dwie córki, więc żeby się nie pobiły każda będzie miała po jednej, jak Mama pozwoli córką na to :) - a pozwoliła już to wiem). 
Mufineczki wyglądają tak:


Oczywiście dałam plamę na całej lini bo przed świętami planując już muffinki bylam w sklepie gdzie mogę kupić zawieszki do telefonów, takie specjalne. I nie kupiłam, bo franek musiał siusi, a później nie chciało mi się wracać do sklepu... A po świętach już ich nie było... Zrobiłam prowizorkę ze sznureczka, ale ciężko taki sznurek przedziać przez otwór w telefonie. Wioli to nie przeszkadza - naprawi sobie ten sznureczek :)
I z rozpędu zrobiłam jeszcze kolczyki decu.
Powiem Wam szczerze, że pierwszy raz trafiłam na taką słabą jakościowo serwetkę. Ciężko mi się z nią pracowało - zresztą to widać, przecierałam papierem, a i tak jakieś plamki zostały, w niektórych miejscach serwetka słabo przyjmowała klej, a w niektórych wręcz się pod nim rozpływała. 
Oczywiście moja Julia, zachwycona muffinkami też sobie taką zażyczyła. Wybrała sobie którą mam jej zrobić i zrobiłam.
Oto Julki muffinka i powiem szczerze że ja jestem z nich zadowolona, zwłaszcza, że bałam się, że takich maleństw nie uda mi się zrobić. Julka sprytne dziecko znalazla sobie odpowiedni sznureczek - ze smyczy do telefonu, którą chłopcy używali jako smycz dla pluszowego pieska :) Nawet nie zauważyli,  że im czegoś w smyczy brakuje :)
To tyle na dziś i właściwie to życze miłego weekendu, ciepłego i rodzinnego i może jeszcze twórczego :) Do przyszłego tygodnia!
Pa!