Już wspominałam o tym nie raz, ale cóż... tak to już będzie w najbliższym czasie, że co chwila będę pisała o tym, że moje dzieci idą do szkoły. Trudno, muszę gdzieś o tym pisać, muszę to jakoś z siebie wyrzucić, dzieciom nie chcę tego okazywać, że jestem przerażona ich szkołą, a oni są prze szczęśliwi i co rano informują mnie ile jeszcze dni do przedszkola, z córką sobie czasem po przeżywamy, że będą z nią w szkole, z mężem to nie mam co gadać, bo on też w szoku i stwierdził, że pierwszy tydzień to pewnie kilka razy pod przedszkole zajedzie, z przyzwyczajenia :) Dzieci kończą przedszkole, więc mamusia przygotowała prezent. W naszym przedszkolu (jak i pewnie w całej Danii) nie ma "prezentów indywidualnych", tutaj jeśli już jakiś prezent masz ochotę podarować, to coś dla wszystkich, bo tutaj wszyscy zajmują się dziećmi, nie tylko trzy, czy cztery osoby przydzielone do danej grupy. Jak coś dla wszystkich to w prezencie znajdą się jakieś czekoladki, ale może to być też jakiś drobiazg do przedszkola - jakaś figurka, świecznik czy coś (a bo palenie świeczek w Danii to tradycja, dzień zaczynają od zapalenia świeczki - nawet w przedszkolu!!! ale dzieci przyzwyczajone, nie słyszałam jeszcze o jakimś wypadku z tym związanym, bo jak w domach od małego świeczki w oknach pozapalane były, to się dzieci nauczyły). Ja sobie wymyśliłam, że zrobię obrazki decu. Początkowo myślałam o obrazkach dla każdej grupy, czyli trole, kwiatki i liski, ale nie miałam serwetki z liskami. Wiedziałam, że zrobię jeden obrazek z trolami, bo właśnie do grupy troli chłopcy chodzili. I dziś ten obrazek Wam pokażę. Resztę pokażę w najbliższych dniach.
Serwetka, płótno i troche farb. Łatwo nie było, bo musiałam domalować brzegi, widać ciemniejsze miejsce - to serwetka, brzegi malowałam ja, pięknie nie jest, bo za jasno wyszło, ale tylko tak mi się udało zrobić tak, by było jakoś wmiarę. Oczywiście nie obyło się bez zagięcia, a na płótnie strasznie źle się ściera papierem, więc ciut tylko potarłam i zostawiłam jak jest. Życzę Wam dobrego dnia i pozdrawiam serdecznie!!!
Jestem w stanie rozkładu na czynniki pierwsze. Nie wiem nawet jak się określić. Nie było mnie na blogu dwa tygodnie, zniknęłam tak bez słowa... Pierwszy tydzień nieobecności to były ferie - spędzone bardzo kreatywnie, na malowaniu, rysowaniu, klejeniu, lepieniu i pruciu tego co wymęczyłam na drutach... wrrr... dziergałam i prułam, i tak w kółko... Drugi tydzień, to musiałam się ogarnąć po tych feriach, więc każdą wolną chwilę przeznaczałam na sprzątanie i porządkowanie. Zresztą trochę dziwnie tak blogować sobie o pierdołach rangi piórkowej, gdy na Ukrainie ginęli ludzie. Do tego wszystkiego dochodzi ostatni tydzień moich Bąbelków w przedszkolu... obawiam się, że pewnego dnia przyjdzie do mnie synek i poinformuje, że będzie tatą, a wtedy ja się obudzę... Już zaczyna mi się śnić ta ich szkoła po nocach. Na froncie robótkowym jest tak: pewien sweterek... co mi krwi napsuł, pruty był chyba ze 3 razy... za każdym razem, kiedy już miałam zaczynać rękawy okazywało się że coś jest nie tak... do tego niezliczona ilość prucia przy wyborze wzoru... potem olśnienie i jakoś idzie... ale końca wciąż nie widać... Coś zaczęłam rysować, malować, ale też jeszcze długa droga przede mną, choć koniec gdzieś majaczy w oddali. Pare pomysłów mam, nawet trochę decu ostatnio porobiłam :) Dziś pokażę kocyk zainspirowany przez Intensywnie Kreatywną. Jej kocyk, jak i link do wzoru znajdziecie o tu: Kocyk. Mój kocyk się dziergał i dziergał... skończyłam go jeszcze przed feriami, ładnie zblokowałam, wyprasowałam, zrobiłam zdjęcie, spakowałam do koperty (bo kocyk leci aż do Anglii w prezencie), czekałam jeszcze na adres i też nie chciałam za wcześnie wysyłać... i całe szczęście że nie wysłałam, bo przy zmianie telefonu trochę pokręciłam z kartami pamięci i usunęłam zdjęcia... Dziś rano wyciągnęłam z koperty kocyk i hmmm... chyba potrzebuję większej koperty, bo strasznie się kocyk pogniótł... A dziś musze wysłać! Więc zdjęcia są jakie są, idealny nie jest, choć błędów nie ma - o cud!, ale niedociągnięcia, luźne czy ściśnięte oczka są, owszem...
Szału nie ma, ale się starałam :) Strasznie dużo mam dziś do zrobienia, a jeszcze doszło mi prasowanie kocyka i mycie lodówki... bo się mleczko wylało z rana... ciekawe komu?! Ale to dobrze, przynajmniej nie będę myślała o Franusiu i Jędrusiu i o tym, że idą do szkoły :) To wszystko na dziś. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny :)
A ja wciąż męczę druty. W tej chwili mam 472 oczka na drutach... Projekt będzie duuuży... Końca nie widać... Czasem jak usiądę to dziergam i dziergam, a czasem... jak wczoraj... to normalnie nawet mi się na nie spojżeć nie chciało. Czasem w tym zmęczeniu drutami przydaje się "robótka zastępcza" - trochę ich nie lubię bo nie lubię niewykończonych prac, ale czasem tak bywa i trzeba się do tego przyzwyczaić, że coś się zaczyna i czegoś nie kończy. Moja robótka zastępcza, była bardzo szybka i mała, bez kombinowania, jedziemy w kółko i po krzyku, ale... no ba! Zamiast zrobić to na szydełku, to wzięłam druty, bo chciałam wypróbować nowy wzorek który poznałam w "ABC - druty" o tutaj: Robótki ręczne u Izy Kamy. To jakiś ścieg angielski...Ja się nie znam, ale fajnie wygląda, pasuje na czapki i szaliki bo wygląda bardzo grubo i ciepło :) Dostałam zamówienie od córki na czapkę zimową dla jej lalki - lalka jest zbawienna przy nauce dziergania, można robić małe rzeczy i serce nie boli jak trzeba pruć :) Czapka miała być taka jak na skokach narciarskich mają... kolorowa z pomponem i bardzo gruba, żeby Izabella miała czapkę na... Igrzyska... Ta... to zaczęłam dziergać... czapka dla lalki, pikuś!
Wzięłam resztki włóczki, ostatecznie wybór córki padł na niebieski i trochę różu - druty powinnam mieć grubsze, ale nie mam grubszych drutów, więc się męczyłam i meczyłam... dodatkowo czapka wygląda na bardzo ściśniętą, bo robiłam w kółko, więc oczka przekręcone, co prawda odkręcałam je bo nie mogłam sie przebic pod nitkę pod, ale i tak lewe sa przekręcone i ściągacz przekręcony. Ale co tam! Julia nie interesuje się szczegółami technicznymi a ja się ćwiczę :) Czapeczka wygląda o tak:
Pompon nie włóczkowy i nie zrobiony przeze mnie, to jest taki gotowiec który kiedys chłopcy przynieśli z przedszkola przyklejony do kartki z jakimś rysunkiem - pompon odkleili, a rysunek dokończyli innym sposobem :) Musze poszukać, bo chyba w pudełku z Julii rysunkami przedszkolnymi kilka takich odklejonych pomponów się wala :) Czapka się spodobała i... "Wiesz mamo?! jeszcze Izabella nie ma kurteczki." - stwierdziła Julia i się odwróciła na pięcie, nie wchodząc ze mną w ten temat, chyba nawet nie miałam szans na protesty... No spoko... zrobię i kurteczkę... A po kurteczce pewnie szaliczek, itd... Z frontu poszukiwań wiosny, to wczoraj późnym wieczorem usłyszeliśmy pierwsze marcowanie kotów :) Rok temu też marcowały w lutym, ale jakoś pod koniec, a w tym roku szybko zaczęły :) I ptaszki śpiewają :) Dobra, zmykam, bo się tu o wiośnie rozmarzę za bardzo :) Życzę miłego dnia i pozdrawiam serdecznie :)
Izabellę większość z Was już zna - otóż jest to lalka Julii - jej jedyny bobas, który ma już 4 lata i wciąż działa :) 4 lata temu wyszłam z założenia, że skoro dziecko marzy o lalce dzidziusiu, a wszystkie dotychczasowe bobaski które dostawała w ilościach hurtowych a jakości ich była... no coż - gówniana. Wypadające rączki, oczka ktore nie chciały sie otwierać, albo namalowane oczka a farba zeszła przy pierwszym myciu, albo z jakimś mechanizmem w środku do raczkowania, gadania czy czegoś tam, mechanizm się popsuł, wypadł... Urwał się korpus, bo się miał obracać... Jakby tak podsumować te wszytskie bobaski... to niezła sumka by wyszła! Dziwne, że się babcia nie pokapowała że dziecko co chwila chce nowego bobaska (hmmm... Julia ma urodziny w grudniu i raz poprosiła o bobaska na urodziny i na gwiazdkę...). I tu jestem za mądrym oszczędzaniem - lepiej wydać raz więcej, niż kilkukrotnie mniejsze sumy, co i tak bilansując wyszło więcej. Nie wspomnę tu o generacji tony śmieci i innych ekologicznych aspektach. Izabella umie mówić: "Mama, dada, adada da", i się śmieje, a jak się ją ładnie ułoży to zasypia i głośno oddycha, rusza buźką jak pije, jak dostanie smoczek i butelkę. Ma też owieczke grająca, która ją uspokaja. Czasem obserwuję jak się dzieci bawią, to biora na serio jej płacz czy śmiech - np Franek sprzatał i złapał Izabelle za noge, a Ona zaczęła płakać, przestraszył sie, wziął ją na ręce, pogadał do niej żeby nie płakała i odłożył ją do wózka. A jak kiedyś Jędrek ją wywalił z wóżka, bo wózek był mu potrzebny, to zaczeła się śmiać - zaniósł ją do Julii i powiedział, że ona chce do niej. Często jak się dzieci bawią w dom to Izabella jest dzieckiem, Jędrek kiedys stwierdził, ze on się umie ładnie zajmowac Izabellą i będzie dobrym tatą. Ostatnio dostałam zamówienie od Julii na pajacyk dla Izabelli. To wydziergałam z cieniutkiego akrylu, nawet to taki "baby" akryl :), z odzysku oczywiście. I z racji tego, że sie ucze dziergać, a z Waszej strony mam duży odzew i pomoc, to opisze jak robiłam ten pajacyk: stópki jak skarpetki, z pietą, nogawki rozszerzałam w co 4 i 5 rzędzie (razem dodałam 4 oczka w każdej nogawce przy 4 i 5 rzędzie), nogawki zebrałam razem na jeden drut i przerobiłam razem - tu powstała dziura w kroku, ale ją zszyłam :) Rozszerzyłam dodając oczka zdaje się w co 4 oczku, musiałam zrobić szerzej bo pielucha musi się zmieścić, robiłam cały czas na około, nogawki jak i korpus, na piersiach rozdzieliłam robótkę, zmniejszałam wykrój na pachy zbierając oczka po dwa i przerabiając je razem - nie zamykałam oczek bo to nie wychodzi mi dobrze, a tak to mam ładne półkole. Potem ramiona, zamknęłam oczka pod szyją, tak samo zrobiłam tył, dorobiłam kawalek ściągaczem na guziczek, ściągacz pod szyją, rękawy zakończone ściągaczem i to wszystko. Jak coś robiłam źle, albo coś takiego to piszcie. Izabella nie chciała pozować, ja ja posadziłam a ona zasnęła. A niech śpi.
Kończę szybciutko, bo mi się od rana zeszło, pranie trzeba wyjąć, bo kolejne czeka... Zwijam się bo mało mam dziś czasu a trochę do zrobienia... Dziekuję za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie!!!