Translate

19 listopada 2013

Przytulanko - kocyko - królik dla Izabell.

Czasem to mi się wydaje, że ta Julki Izabell, to jak moje czwarte dziecko. Izabell nie ma tego czy tamtego, to ja to robię... tu trzeba mniejsce dla Izabell zrobić , to szafki przesuwam... Czasem to troche trudne zajmować się dzierganiem tylko i wyłącznie dla lalki... Tak, tak... Bo Izabell to lalka. Ostatnie zamówienie dla Izabell to przytulanka wychodząca z kocyka - to się chyba jakoś specjlistycznie nazywa, ale ani mi, ani Julce nazwa nie była potrzebna, bo wiedziałyśmy o co chodzi :) Wstyd sie przyznać, ale pierwszy raz o tej przytulance Julia wspomniała chyba ponad rok temu, a mi zawsze jakoś nie po drodze było... Zrobiłam ją wreszcie, trochę w ramach ćwiczeń, bo chcę taką zabaweczkę zrobić dla córki mojej przyjaciółki, która ma sie urodzić w marcu :) 

Oczywiście kolorki są lepsze na żywo, zdjęcia wyszły wybitnie niedoskonałe, chciałam je zrobić zanim zabawka trafii do Julii, a i słońca nie  było i iejsca w domu, bo właśnie zaczęliśmy przenoszenie mebli przed malowaniem...

To wszystko na dziś. Kolejny ciężki dzień mnie czeka... czyli papier ścierny i futryny... Yyyy, no... a co na obiad?
Pozdrawiam i życzę Wam dobrego dnia!!!

18 listopada 2013

Mitenki jeszcze raz.

Pokazywaalm Wam już komplet dla Julii - czapka i mitenki. Jednej z koleżanek Julii - Amelii bardzo spodobały się mitenki i powiedziała, że Ona bardzo by takie chciała... To jak mi Julia o tym powiedziała, to wzięłam resztkę włóczki, która mi została z Julii kompletu i machnęłam szybciutko mitenki - jeden wieczór, różowa włóczka wyrobiona do końca (dosłownie zostało mi 10 cm!), fioletowej troszke zostało :)


Dziś Julia zabrała mitenki do szkoły i ma przekazać je Amelii :)
A ja, no cóż. Cos tam dzirgnęłam w wolnej chwili... ale szału nie ma, takie jednodniówki tylko... Malowanie na razie rozpoczete, końca nie widać... dopiero jeden pokój... dziś zmęczenie robi swoje, nawet wstać mi się nie chce... Ale musze, no co zrobić...
Pozdrawiam serdecznie!!!

14 listopada 2013

Donica decu.

Roślinka mi zaszalała i musiałam na szybko ją przesadzać, bo z doniczki wyłaziła. Jak na szybko, to przez czyb tydzień zajmowałam się donicą :) Mycie, szorowanie, schnięcie... malowanie, malowanie, decu, malowanie tła, tło serwetki było żółte, więc musiałm wszystkie te żółte miejsca zamalować, przy każdym elemencie, w każdym zakamarku... Efekt jest... zadowalający. O taką donice mi chodziło, bo chcę wszystkie moje donice w tym pokoju uszczęśliwić takimi wzorkami, ale to muszę czekać cierpliwie, aż przyjdzie czas na przesadzanie, bo trudno robic decu na donicu z rośliną :) A szkoda, że się tak nie da, to jeszcze dziś bym pewnie pomalowała kilka donic :)
Przepraszam za jakość zdjęć, próbowałam na wiele sposobów, tańcowałam z donicą po całym pokoju, ale niestety, o 7.30  rano zdjęcia to nie jest najmądrzejszy pomysł, ale co mam zrobić, jak tylko wtedy mam czas i jeśli chcę zamieścić je w dzisiejszym poście?!


Kolor donicy jest trochę bardziej intensywny niż na zdjęciach. Na ostatnim zdjęciu pokazałam moją roślinkę, a niedawno przyniosłam do domu kawałek bulwy korzeniowej z małym kikucikiem liścia... 
Muszę chyba troche nadgonić z robótkami, bo na tapecie mała chusta, zaraz bedzie finisz, na wykończenie czekają świąteczne lampiony, a ja nie mam co pokazywać! A i szykuje mi się mała przerwa blogowowa. Nie wiem jak długo, ale pewnie dwa lub trzy weekendy będą zawalona, bo małe malowanie mamy zaplanowane. Dla każdego faceta malowanie to taka wielka tortura... Nie raz się słyszy, że jak się powie małżonkowi o malowaniu... A u mnie nie. To mąż mnie namawiał na malowanie, a ja je odwlekałam jak najdalej mogłam... A dlaczego? A bo ja to mam porządek, a takie malowanie to chaos i bałagan i wogóle... To tak sobie wymyśliłam, tak przeciągałam, że połącze malowanie z porządkami przedświątecznymi. Meble będa poodsuwane, to sobie pod nimi posprzatam i nie będę później musiała szaleć z przesuwaniem mebli :) Ktoś powie, że za wcześnie zaczynam. Ale ja nie mam zamiaru w grudniu padac na pysk, bo trzeba posprzatać, nic nie trzeba! Ja nie sprzątam na święta, tylko raz na trzy miesiące przetrzepuję cały dom trochę porzadniej niż zazwyczaj - co moge to przesuwam, podnoszę, sprzatam w szafkach itd. Zazwyczaj sprzatanie wygląda tak, że z pokoi wynoszę wszsytko, co można wynieść (dywaniki, krzesła, itp.) - tak jest łatwiej, kto lubi podczas odkurzania manewrować pomiędzy nogami fotela, czy krzesła, albo podczas mycia podłogi moczyć brzeg dywanu... Mniej czasu zajmuje takie wynoszenie, niż gimnastykowanie się pomiędzy krzesłami. A która z nas nie rąbnęła się kiedyś o jakiś stolik... A ja się nie dam bić przez meble! O nie, one mnie nie pokonają to ja je pokonałam :) Wynoszę wszystko i mam całą podłogę, bez przeszkód, do mycia - od prawej do lewej, raz dwa i podłoga umyta. Dzieki temu, że ja już w listopadzie robię zakupy na święta - jak coś można kupić wcześniej to czemu nie?! to są też wydatki, które trzeba rozłożyć na kilka miesięcy, bo nie rozumiem jak można mieć święta na kredyt?!, sprzątanie zaczynam w pod koniec listopada, a u nas to zachwile będą ciemność 18- godzinne, to już na niektórych domach pojawiły się lampeczki i jakoś tak nie mysli się o tym listopadzie, o tym miesiącu depresji i przygnębienia. Nie mam czasu być zmęczona i śpiąca, a i czas przed świętami wykorzystuję na maksa - grudzień zachowam sobie na drobne sprawy i przede wszystkim na rodzinne przygotowanie do świąt. O taką mam wizję. Dzielę się z Wami tym, bo czasem czytam na blogach narzekania na listopad - a jak ja narzekam na coś i sobie poczytam, albo usłyszę porady jak to cos ogarnąć, to choć niezastosuję się do tych rad, to jakoś mi raźniej, że można to ogarnąć, jak nie tym sposobem, to innym. 
To w takim razie życzę Wam przyjemnego listopada :) Zapalajcie lampeczki, świeczuszki, lampioniki, to będzie przyjemniej :) Pozdrawiam!!!

12 listopada 2013

Bułeczki Petit Pains Au Lait.

Dzis nie robótkowo, ale kulinarnie. Coś na bury sobotni poranek, albo na niekończący się ciemny wieczór... Proponuje bułeczki Które tak ładnie się nazywają Petit Pains Au Lait, a ja na nie mówie "peti'alu". Przepis na te bułeczki znajdziecie tutaj: Petit Pains Au Lait. A moje opinie o tych bułeczkach? To jedne z tych bułeczek które mam na stałe wpisane w repertuar tygodniowy, jakoś raz na dwa tygodnie je robię, bo już tyle dobrych przepisów mam, że czasem to ciężko się zdecydować :)

Bułeczki pięknie rosną, nie próbowałam z rośnięciem w lodówce, bułeczki zachowują świeżość na drugi dzień. Dodam jeszcze taką moją małą obserwację - otóż jeśli ciasto nie jest dobrze wyrobione, za słabo urośnie, uformowane bułeczki nie napuszą się wystarczająco, to bułeczki jak i chleby nie będą zachowywały świeżości. Ciasto wtedy jest twarde. Bułki, czy chleb jest miękki, sprężysty, smaczny, ale tylko pierwszego dnia. Dlatego warto zwrócić uwagę na to czy ciasto nam się dobrze wyrobiło - zwłaszca jeśli tak jak ja używacie do tego robota kuchennego - warto pomiksować takie ciasto 5-10 minut (chyba że przepis mówi inaczej!!!), a na koniec dłonią zagarnąć ciasto od dołu, by sprawdzić, czy nie zostało nam gdzieś mąki, czy kawałka masła, margaryny. Czasem robię bułki, czy chleby i po prostu się spieszę - zdażało mi się, że po wyjęciu z misy już po pierwszym rośnięciu, widziałam mąkę, kawałek masła... i tak własnie łącząc fakty, przemyślając co było nie tak podczas procesu powstawania pieczywa, że na drugi dzień pieczywo jest suche. Czasem z braku czasu muszę skrócić proces wyrastania - jesli już musicie to zrobić proponuję skrócic czas pierwszego, dłuższego rośnięcia, nawet o pół godziny (często w przepisach jest podany czas 1h do 1,5h), bo jeśli drugie rośniecie ma trwać tylko pół godziny, a my to skrócimy, to pieczywo, może nie napuszyć się tak jak powinno. To takie moje obserwacje :) Specjalistą nie jestem, ale może się przyda :)
A teraz moje bułeczki:


Polecam przepis do wypróbowania!!! Słabo nacięcie zrobiłam, bo mi się ostrza skończyły, a nożem nie lubie nacinac, bo wtedy za bardzo się naciska na pieczywo, a jak sie nie naciska to wychodzi jak widać - noże mam ostre, tylko wyczucia brak :) Wymysliłam sobie, żeby do nacinania pieczywa używać ostrzy jakie wkłada się do noży do papieru. Pieknie się sprawdzają, minusem jest to, że muszę je dokładnie wysuszyć po użyciu, bo rdzewieją (a może są jakies nierdzewne?). 
To już wsztko, zabieram się za akwarium, trzeba posprzątać :) Raczej nie zapowiada się dziś, że znajdę chwile na robótki... 
Pozdrawiam serdecznie!!! Życze miłego dnia!!!