Miał byc weekendowy post w piatek, ale mam stresa, bo Córka, najstarsza i jedyna, zaczyna jutro zerówkę...
Więc pokażę kilka dzisiajszych zdjęć z ogrodu i jedno z 8 marca - tak na pocieszenie dla tych co to dzisiaj śnieg mają :)
mirabelka
Dzieci się relaksowały a te wszystki kamienie ja przywiozłam z klombu przed domem.... A powstało z tych kamieni takie oczko
jeszcze bez wody, ale to wkrótce... I jeszcze moja maleńka forsycja - dwa sezony nie kwitła, aż ją uratowałam, choć nie wiem jak ją ciąć! Zobaczcie jak została zmasakrowana przez jakiegoś Kogoś!
I jeszcze 8 marca :)
Tym czasem ja uciekam spać - jutro wielki dzień, jak się doprowadzę do ładu to może już jutro Wam cos pokażę :)
Nie robótkowo dzisiaj będzie. Bo robótki czekają na zdjęcia, a pracy w ogrodzie dużo i czasu brakuje. Mam kolekcję buteleczek. Nie są to butelki które można kupić, choć kilka - raczej wzonów, które widać na zdjęciu są kupne, ale nie przez mnie, bo ja je znalazłam :) Resztę buteleczek odkrył kiedyś mój Tata na strychu, sa to buteleczki przeważnie po lekach i tak mi się spodobały, że je od razu zabrałam i teraz doczekały się "loży honorowej".
jeszcze wsporniki pod półki chce wymienić, ale akurat były tylko metalowe, lub z jasnego drewna. Mam jeszcze kilka butelek w kuchni, ale to pokażę innym razem. Tym czasem zwijam sie do ogrodu, bo kolejna tura kamieni czeka na przewiezienie :) Pozdrawiam!
Wiecie jaką mam kochaną Córeczkę?! Zawsze pomysli o mamusi! Jak tacie nie przypomni o kwiatkach na stół jak są razem w sklepie, to kordonek przywiezie - ze "złomu" (miejsce gdzie wywozi się wszystko co niepotrzebne - RTV, AGD, PCV, pape, aluminium, plastki, meble, ziemie, drzewa, itd. a w jednym kontenerze są rzeczy które można sobie wziąść, bo są zdatne do użycia - cuda tam można znaleźć i to czasem nowe - jak mój robot kuchenny, który był jeszcze w styropianie a ostrza pozaklejane.) I właśnie tam córka wygrzebala całą stertę małych podkładek pod szklanki. Ja takowych nie używam, więc za poradą Córki - "Popruj je i możesz coś ładnego zrobić "- sprułam i wydziergałam serwetę, miała byc na ławę, ale już w połowie dziergania stwierdziłam że na ławę za duża!!!Ale to mnie ucieszyło, bo wolałam na stół, a myślałam patrząc na wzór, że będzie na ławę.
Co prawda chowanie nitek wnerwiało mnie niemiłosiernie, ale z efektu jestem bardzo zadowolona! Oczywiście w dniu debiutu na serwetę polalo sie kakałko, ale śladu nie nie widać :)
W rzeczywistości kolor jest bardziej intensywny niż na zdjęciu. Po trzech postach nieudolnych prób decu i szycia wreście przyszedł czas na pokazanie czegoś w czy się czuję dobrze :) Ale nadal kleję, żeby nie było :) Pozdrawiam serdecznie!
A z tym pudełkiem to poszalałam. Kompletnie nie pomyślane, powinnam pozaklejać jakoś te dziury... Pudełko jest po serku pleśniowym. Lubię ten wzór róż, ale ciężko mi się akurat z tymi serwetkami pracuje, wolę cieńsze serwetki. Więc fałdów bez liku :) Całe pudeleczko pomalowałam jakimś lakierem artystycznym - co miał postać żelową... Strasznie sie nim malowało... I już go więcej nie użyję, dobrze że on nie kupny, tylko znaleziona resztka :)
Teraz sobie wymysliłam decupage z lawendą ale nie mogę znaleźć takich serwetek!!! Taki bukiecik ładny, lawendy... Potrzebuję aż ok 10 motywów! Ale i tak dopóki nie ruszę ze zrobieniem "czegos" to klejenia nie będzie, więc mam czas na poszukanie serwetek. No jak nie potrzebowałam, to w sklepach całe kosze serwetek był, a teraz!? Poczekam cierpliwie. Pozdrawiam wszystkich bardzo wiosennie :)