Translate

24 listopada 2016

"Wołanie kukułki" Robert Galbraith.


Wybór pierwszej książki do przeczytania był prosty - skusił mnie autor. A właściwie autorka. Robert Galbraith to pseudonim artystyczny J.K.Rowling autorki powieści o Harrym Potterze. W Poterromanie nie wpadłam nigdy, ale nie przecze, że z wielką przyjemnością przeczytałam wszystkie tomy Harrego - filmów nie obejrzałam. Dlaczego? Bo lubię jej styl pisania. Lubię kiedy czytam opis postaci czy miejsca i to widzę. Nie zapominam tego wyglądu. W mojej głowie tworzy się film. Lubię łatwość z jaką pisze, tworzy taki potok słów, myśli i uczuć i te dopowiedzenia, takie myśli w nawiasach. Też bym chciała mieć taką finezje w pisaniu.
Wołanie kukułki to kryminał.  Jaki? hmmm. Dobrze się czyta, wciąga, historia ciekawa, dobrze zakręcona.  Postacie też niczego sobie. Jest Cormoran - aż tyle wpakować w jedną postać? Czasem trochę komiczne go odbierałam. Bo jak się nie wygląda, nie ma kasy, miłości, szczęścia to może chociaż dwie nogi? albo jest się honorowym dawcą krwi czy coś.  Ale za to jest tam Robin - taka niby drugoplanowa ale... to była moja wisienka na torcie.  Niby sekretarka, niby też detektyw, fajna postać. Nawet dopingowałam, żeby ją zatrudnił.  Bo to tak jest że nie zawsze pierszoplanowa postać jest najważniejsza.  Cormorana by nie było, gdyby nie Robin. Tak jak Maddie z serialu "Na wariackich papierach" - czym by był David bez swojej Maddie, czy "Detektyw w sutannie" bez zakonnicy Steve? Takie postacie najbardziej mi się podobają.
Sama historia jest naprawdę dobra i przemyślana. Ale jak w świecie magii dobrze było zaczarować i ukryć co się dzieje - podtrzymać w napięciu, tak w kryminale chciałabym uczestniczyć w toku myślenia bohatera. Też bym chciała coś odgadnąć.  A tu właściwie nie bardzo mogłam bo jakby czytelnik nie był do tego dopuszczony. Tylko na koniec się dowiadujemy, że coś tam zobaczył i to go naprowadziło...   A ja to co? Może fajnie by było gdybym też mogła w sprawie uczestniczyć. Fakt, że zgadłam "kto", ale co z tego jak bez satysfakcji. Bo to zwykle zgadywanie, bo ta osoba mi pasuje na tego złego i już, a nie dedukcja i tropienie.
Takie małe zastrzeżenie.
Ale mimo to jak ktoś szuka kryminału nie ze skandynawskiej klasyki ciężkich kryminałów, czy siekanki trup za trupem z krwawymi opisami to książkę polecam.
Czy ktoś czytał lub słyszał o tej pozycji? Piszcie jakie są Wasze odczucia, może ktoś uważa, że ta książka jest tragiczna, a może ktoś uważa, że tropy były podawane dostatecznie dobrze? Przedstawiłam tu moja opinie a nie typową recenzje z krytycyzmem.
Piszcie też czy taka forma opinii w moim wydaniu Wam odpowiada. Bo mam jeszcze 19 książek do opisania i nie chce tego robić jeśli nikogo to nie zainteresuje.
Pozdrawiam Was serdecznie!!!

23 listopada 2016

Jestem książkoholikiem i wpadłam w ciąg...

Tyle lat udawało mi się jakoś przetrwać- nie miałam polskich książek i jakoś żyłam. Na e-booki i audiobooki nie dam się namówić bo dla mnie czytanie to nie tylko pochlanianie tekstu- to papier pod palcami o różnej gramaturze i zapachu, to tekst, to działanie wyobraźni która ma wolność i nie jest kierowana tonem głosu lektora. Zawsze lubiłam czytać.  I zawsze coś czytałam. Ale od czasu gdy mieszkam w Danii nie czytałam  - miałam co prawda przygodę z duńskim książkami i to nawet kryminały czytałam z tym że bardzo proste i krótkie. 
Jak odkryłam że EMPiK oferuje wysyłkę za granicę (i to w dość przystepnej cenie) najpierw się opieralam. Nie ulegałam. Kupiłam kilka książek dla Julki. Dziecko przecież ważniejsze. A mnie korciło.
Gwoździem do trumny była Marta i jej tomik poezji... Marta to moja koleżanka z rodzinnej miejscowości. Tak jakoś nam się ułożyło, że mieszkamy teraz w Danii i to dość blisko. Na nasze pierwsze spotkanie podarowała mi swój tomik poezji "Szybka  brama lekarstw".

Od razu dodam że Marta obecnie zbiera wydanie książki "Pociąg do smaku" i każdy kto ma ochotę i chce ją wspomóc może to zrobić o tu: https://polakpotrafi.pl/projekt/pociag-do-smaku
Poezja jak poezja, kto lubi ten wie jak smakuje ten narkotyk... za każdym razem kiedy czytasz nawet po raz setny ten sam wiersz możesz odkryć coś innego, poczuć uderzenie słowa. I wtedy wpadłam w ciąg.  Pierwsze zamówienie... Tak delikatnie dwie książki bo przecież casus na czytanie nie mam, ile je będę czytać? Miesiąc, dwa?  I po tygodniu robiłam kolejne zamówienie tym razem dużo więcej książek-cała serię kupiłam od razu żeby nie było niespodzianek że mi się książki skończą! Miesiąc później kolejne zamówienie tym razem czasowo bardziej wymagające bo to był  kwiecień a książki z tego zamówienia wciąż czytam. W kolejnych postach pokrótce zrecenzuje co przeczytałam.
Wpadłam w każdym bądź razie w za czytanie.
Od końca lutego do dziś przeczytalam już...20 książek. Ktoś powie "tylko?!" - może i aż "tylko" jak się ma troje dzieci, dwie prace i żadnych dziadków czy ciotek do pomocy przy dzieciach. 

Miłego dnia życzę wszystkim!!!

22 listopada 2016

Co robię jak nic nie robię.

Nie robię nic. No, może trochę jednak robię.  Zacznijmy od szydełka i drutów... to nic nie robie. Większość włóczek wylądowała na strychu. Szydełka widzę tylko jak sprzatam😉 Zajmuje się trochę innymi rzeczami. Trochę nawet kreatywność się znajdzie. Dojdziemy do tego z czasem.
Dziś się tylko z Wami przywitam. Podziękuję za pamięć, za odwiedziny. To było naprawdę ważne i bardzo ale to bardzo łechtało moje serce. Teraz wracam i zadam Wam głupie pytanie: będziecie ze mną? Pytanie retoryczne😀 Warto choćby dla jednego czytelnika.  Pewnie mało kto pamięta o mnie i moim blogu, a na pewno jestem sporo w tyle. Może pomożecie? Jakieś linki do fajnych miejsc?
Dlaczego mnie nie było? Nie wiem. Po prostu zwolniłam, przestałam gonić za kolejnym sweterkiem, czapkami czy decupażowymi pierdołkami. Wyluzowałam. Wpadłam w taki wir robienia dla robienia a nie dla potrzeby.
Trochę też blogowy świat mnie... poirytował... chyba to odpowiednie słowo. Ja rozumiem że to też dla sławy, dla liczby komentarzy, polubień na fb ( a tego nadal nie mam! przeciwstawiam się systemowi i punk not death!), częstotliwość postów i obserwatorów... Fajnie jeśli ktoś na to zasługuje na milion komentarzy pod jednym postem - ale... Komentarz z cyklu "ślicznie" i zapraszam do mnie - a potem koniec znajomości, jesteś mi potrzebna jako ikonka w obserwowanych - organizowanie wyścigów na 100 komentarz czy obserwatora... Ok, jeśli uczcimy to po fakcie, ale takie kupowanie popularność to nie moja bajka. Może Wam to nie przeszkadza. Mi też nie. Po prostu drażniło mnie to. Nie zależy mi na popularności. Jeśli ktoś chce się bawić w taką gonitwe to proszę bardzo. Tylko ja w to nie wchodzę.  Ja tu sobie będę pisała- odwiedzała Was - i napisze pewnie "ślicznie i pozdrawiam" - ale przy następnym poście też tak napisze, i potem znowu, i znowu, i wrócę  bo Ty i Twój blog nie jesteście dla mnie "obserwatorem" i "komentarzem" kolejnym na liście.  Ot, tak! Musiałam sobie ulżyć.
Wkrótce posprzątam tu trochę- jakiś nowy look by się przydał.
Żeby nudno nie było to na powitanie przedstawię Wam kogoś.
Ma na imię Lloyd, ma 5 miesięcy i jest kotem rasy Maine Coon.

Lloyd uśmiechnij się!
Witajcie z powrotem!

23 czerwca 2014

W roli głównej... dach.

W ostatnim poście wspomniałam o dachu, a dziś pokażę jak to wygląda. Rusztowań na szczęście już nie ma wokół domu. Dach na domu już jest, został jeszcze na budynku gospodarczym. I zadaszenie nad drewnem. Oto zdjęcia, z wczoraj:







Mam nadzieję że dziś zrobią mi okno w łazience na górze i zerwą dach na gospodarczym i będę mogła wreszcie posprzątać. 
Miłego dnia życzę!!!
Pozdrawiam!!!