Translate

10 czerwca 2011

Rabarbarowe ciasto z jabłami i pianką.

Sezon rabarbarowy trwa. Ja kupuję namiętnie rabarbar i robię tygodniowo jedno ciasto lub jeden deser z rabarbarem i już mam zamrożony kilogram rabarbaru (oczyszczam go ze skóry kroję w słupki i mrożę - pięknie się później zachowuje w ciastach, nawet drożdżowych, bo się nie "rozciapkuje"). Niestety musimy troszkę uważać na rabarbar, ponieważ po pierwsze dzieci nie mogą dużo rabarbaru spożywać - rabarbar wpływa na odwapnianie organizmu, a po drugie, jeśli masz lub miałaś kiedyś problemy z nerkami - musisz ograniczyć spożywanie kwasu szczawiowego (występuje również w szczawiu i szpinaku) - to właśnie odkładany wapnian szczawiu powoduje kamienie nerkowe, a że i ja i mój mąż mieliśmy tą przyjemność leczenia nerek - uważamy bardzo. Dlatego raz w tygodniu rabarbar (bo witamin to on ma!), potem mleczko i dużo nabiałów. 
Pierwszy wypiek rabarbarowy w tym roku to była szarlotka z rabarbarem i pianką (kliknij w link a znajdziesz przepis) - z blogu Doroty. 
Pyszne i na szczęście małe... Bo byśmy nieźle się pochorowali jakbyśmy zjedli więcej, a było tak pyszne, że nie mogliśmy się od niego oderwać. Jeśli mężczyzna który już raz w życiu jęczał że go nerki bolą, wiedzący że nie może zjeść dużo rabarbaru i tak go je - to chyba najlepszy dowód na to jakie dobre jest to ciasto.
Zdjęcia robione na szybko, bo ciasto znikało jeszcze szybciej :)

Była mała zmiana w przepisie - zamiast mąki orkiszowej dałam zwykłą mąką, i dorzuciłam garstkę orzechów włoskich - zmielonych na pył.
Mam taki plan by w weekend pokazać moje kuchenne wytwory, jak tylko wszyję gumkę to pokażę coś szydełkowego - w końcu, bo mi już brakuje tych szydełkowych postów :)
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu - a w Danii znów długi weekend, tym razem z okazji Zielonych Świątek, tylko, ze tutaj świętuje się dwa dni - więc właśnie zaczęłam długi, trzydniowy weekend :)

06 czerwca 2011

Chłodne ciacho na upalne dni - Ptasie Mleczko i kilka słów o galaretkach w DK.

Pojawiło się w Danii... mleko skondensowane :) Bardzo się ucieszyliśmy, bo to było to czego nam tak bardzo brakowało w DK. Twaróg, zwykły chleb, zasolić śledzie czy zrobić galaretki to można zrobić, ale nie mleko skondensowane... Tak więc, kupiłam, pomyślałam i zrobiłam ciasto ptasie mleczko. Idealne na obecne upały :)
Przepis pochodzi ze strony Moje Wypieki, link do przepisu: ptasie mleczko. Wykorzystałam ostatnią galaretkę agrestową, bo już termin na nią już nadchodził. I tu będzie o galaretkach, ponieważ przy okazji ciasta czekoladowego z galaretką, pojawiło się pytanie od Gugi o galaretki. To ja już odpowiadam. W Danii nie można kupić galaretek w proszku. Bynajmniej ja nie znalazłam, a znajome duńskie małżeństwo powiedziało mi tak: "A po co? Przecież galaretki można zrobić z soku i żelatyny, bez konserwantów i chemii." Mieszkając w Polsce n ie myślałam o tym w ten sposób, teraz robię galaretki, najczęściej na piątkowy wieczór, kiedy mi owoców zostanie po całym tygodniu. Czy jest to kłopotliwe? Nie. Owoce przeciskam przez sokowirówkę, w tym czasie rozpuszczam żelatynę, łączę, mieszam i do lodówki. Dzięki temu nie marnują mi się owoce. Ostatnio nawet robiłam galaretkę jabłkowo - winogronową :) Dzieci zjadły, choć ja nie zachwyciłam się walorami smakowymi. Niekiedy używam soków owocowych do zrobienia galaretek, jak np widoczna na poniższym zdjęciu galaretka truskawkowa, powstała z soku truskawkowego do rozcieńczania (używam soków bez sztucznego cukru i nie są one tak słodkie, zbyt słodkie soki mogą grozić "słodyczą ekstremalną"). A czasem robię galaretki z sosu wiśniowego z wisienkami i wtedy jedynym minusem jest to, że one nie są klarowne. Zresztą moja galaretka też nie była idealnie klarowna, tylko tak ładnie na zdjęciu wyszła. 
A teraz koniec gadania, czas pokazać ciacho.

Zdjęcie dość kiepskie, ale ciasto tak szybko znikało, że nie było czasu na ustawianie i fotografowanie.
Ostatnim czasem mało pokazuję szydełkowych tworów, ale mam nadzieję, że już w wkrótce uda mi się wykończyć zaczęte projekty - bo stało się coś czego bardzo nie lubię, musiałam poczekać na włóczkę i w wolnym czasie zaczęłam robić coś innego, a ostatecznie włóczkę już mam i zaczęte dwie prace...
Miłego tygodnia życzę!

02 czerwca 2011

Trochę o ogrodzie i do czego "służy rododendron"

Dziś w Danii zaczął się długi weekend, a to z racji Wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa. Jak wolny dzień to ruszyliśmy do ogrodu. Przekopaliśmy tył ogrodu, powybieraliśmy śmieci po poprzednich mieszkańcach domu - o zgrozo, jak tak można... zakopywać śmieci pod popiołem.... A na koniec postanowiłam zrobić kilka zdjęć rododendronów, bo kolejne dwa zakwitły. I robiąc zdjęcie zobaczyłam twarz... Kto znajdzie ją na zdjęciu?
Co robią moje dzieci pod rododendronem? "Baze mamy" - padła odpowiedź.



I jeszcze ujęcie z mojego stałego punktu obserwacyjnego.
Moje popielone skalniaczko - tarasy prezentują się tak:


Mam taki ładny krzaczek - nie wiem jak się nazywa - w zeszłym roku nie kwitł, był wielki i miał bardzo dużo suchych gałęzi, myślałam, że padnie, ale go radykalnie przycięłam i w tym roku cieszy nas pięknymi kwiatkami.
Kiedy przygotowywałam grunt pod trawnik, syn przyszedł z ofertą pomocy, zbierał razem ze mną korzenie, chwasty i kawałki gałązek,a po jakimś czasie znudził się i oto jaką sobie zabawę znalazł:
A na zakończenie coś cudownego:
Pozdrawiam!

30 maja 2011

Chwalę się nagrodą w konkursie "Tchibo Arabica" u Pauli w Just My Delicious.

Najpierw kilka słów o blogu Just My Delicious (link - kliknij w nazwę). Jeszcze chyba nie pokazywałam potraw zrobionych przeze mnie - a przepis, czy pomysł zaczerpnięty został z tego blogu. A dlaczego? Bo za szybko znikają... Czasem to muszę z kuchni wyganiać, bo mi z garnków wyjadają. Gdzie tkwi magia? Chyba w nazwach i niebanalnych połączeniach, smaków i aromatów, a ja to lubię tam imbiru tam gałki itp. Kolejną zaletą  - zapewne także dla większości kobiet gotujących - gdy nagle okaże się że jeden z gości na obiedzie nie je mięsa :) To właśnie u Pauli znajdziecie takie dania, że aż można śliną zalać klawiaturę. Czasem zdarza mi się kupić coś czego jeszcze nigdy nie jadłam i czasem szukam zastosowania na ten produkt - u Pauli można znaleźć takie dziwactwa jak humus,toffu, smażone lody, lody rabarbarowe, czy sernik ze stokrotkami... Kolejną zaletą i chyba najważniejszą dla wszystkich Mam jest pomysłowość podawania potraw - oczko, uszko i już jest zajączek z jajek, albo baranki, łódeczki itp. Dla dzieci nie ważne wtedy będzie że tam jest warzywo - dobrze przemycone nawet nie wzruszy pałaszującego dziecka. Bardo polecam ten blog wszystkim kochającym kucharzenie ale także tym, co nie bardzo garnkami się dogadują - zawsze można zacząć od kanapek :) Skarbnica pomysłów i ciekawych smaków - polecam.
A teraz o konkursie: kilka godzin przed końcem konkursu wysłałam dwa przepisy: jeden na ciasto bezowe - kawowe, czyli bezowe blaty i krem kawowy na bitej śmietanie. Drugi przepis - ten który najbardziej spodobał się Pauli - był to już bardzo autorski - wymyślony  racji zalegającej w szafce wódki... Aromat kawowy. Przepisu dziś nie podam, zrobię to przy najbliższej okazji wraz z jakimś dobrym ciachem :) Ponieważ jedna z osób które wygrały konkurs przez tydzień nie podawała swojego adresu, nagroda powędrowała do mnie. Bardzo się cieszę, a zwłaszcza dlatego, że naprawdę lubię tą kawę - odkryłam ją jakoś w zeszłym roku i jest tak dobra, że schowałam ją tylko dla siebie, a idealnie nadaje się do wszelkiego rodzaju deserów i napojów z kawą - kawa mrożona czy Iris Caffe - bo ma taki posmak jakby prawdziwego kakao. Nie jest kwaśna - co zawsze mi przeszkadza w innych kawach. Lubię też zwykłą Tchibo Familii zwaną przeze mnie "Żółtą" :)
A teraz prezentacja:



Bardzo się cieszę z wygranej i polecam blog kreatywnej Pauli i kawę Tchibo.
Pozdrawiam i uciekam do pielenia - już 4 h pielę skalniak a jestem może w połowie...