Translate

04 marca 2013

Resztkowe podkładki pod kubki.

Pachnie wiosną :) A co tam, że mrozy mają jeszcze przyjść, ale słońce wyżej i jasno o 6 rano - a o wiele lepiej się wstaje gdy jest jasno :) A przed chwilą za oknem przeleciał sobie ptaszek z badylkiem w dzióbku, już budują gniazda :) To idąc tym tropem... czas na porządki wiosenne :) Marzę by umyć sobie okna... Ale jeszcze za chłodno, jeszcze poczekam, jeszcze ma przyjść śnieg... A ja mam wiosenne śniadanko, a raczej herbatkę do śniadanka - zielona z jaśminem :) Wręcz czerwcowe śniadanko :)
Wiosna wokół (śnieg wiosną to przecież się zdaża, jakby ktoś zapomniał, to w marcu jak w garcu, a kwiecień plecień), wiosna w głowie - mój umysł dopuszcza śnieg wiosną :), to i wiosna w robótkach. Nie za dużo, tak troszkę, w ramach wykorzystywania resztek (kłębuszków które już pokazywałam), tym razem zajęłam się samymi bawełnianymi kłębkami. Jeszcze mi ich trochę zostało, może wykorzystam te kłębki na kolejne podkładki, a może nie? Niektóre podkladki są z kilku kolorów, odcieni, niektóre z jednego koloru, każda jest inna i choć granatowe wyglądają jakby były dwie, to jedna jest granatowa, a druga ciemny fiolet.


Dwie ostatnie serwetki to takie typowo robocze serwetki, wręcz codzienne, bo jasna jest mniejsza, zielona ma obwódkę dość grubą włóczką zrobioną i się lekko zawija.
To tyle na dziś. Zaczyna się nowy tydzień, ja mam sporo na głowie. Musze wszystko poplanować :)

Życzę Wam udanego tygodnia, dziękuję za odwiedziny i komentarze! Pozdrawiam!!!

01 marca 2013

Pølsehorn po mojemu.

Pølsehorn - to parówki zawiniete w ciasto drożdżowe. W Danii to dość popularna przekąska jedzona na zimno. Ja jeszcze się nie zabrałam za Pølsehorn w cieście drożdżowym, może dlatego, że u mnie co dzień jakieś ciasto drożdżowe rośnie... Ale podpatrzyłam coś w jakimś programie kulinarnym - parówki w cieście francuskim. Proste - bo wystarczy parówki pociąć na kawałki ok 8 cm, poukładać na cieście francuskim, pokroić na takie kawałki, by można było złożyć kawałek ciasta na parówce - z niewielkim zapasem na zaklejenie - najlepiej brzeg smarować jajkiem roztrzepanym, żeby się dobrze skleiło. Na wierzchu można posmarować jajkiem, posypać solą morską, tyminakiem, innymi ziołami, serem tartym, podobnie do środka oprócz parówek można dołożyc np ser. Zapiec (tyle czasu ile potrzebuje ciasto francuskie - sprawdzamy na opakowaniu, u mnie to 20 min) i pałaszować :) Na zimno, na ciepło, jak kto lubi.

Mój pølsehorn wyglada na duży, ale to tylko złudzenie przez mały talerzyk :)
I tak to jest w życiu, miałam byc teraz w pracy, a się chłopcy pochorowali... więc zamiast rano, pojadę w południe... Muszę jak najlepiej wykorzystać ten czas w domu, więc uciekam!
Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny!!!

28 lutego 2013

Pirackie decu na doniczki.

Hmmm. Oj, zatraciłam się w tym tygodniu... W poniedziałek... miałobyć inaczej, a nawet chwili nie znalazłam by choć słówko napisać, komentarz, cokolwiek. Zaganiana byłam ostatnio i to wręcz dosłownie - bo kilka biegów było, by ze wszystkim zdążyć. A teraz odpoczywam, a raczej próbuje nadrobić zaległości... ale się pewnie nie da... 

A teraz do rzeczy: pisałam ostatnio, moje dzieci zakochały się w rosiczkach. Więc kupiliśmy dwie rosiczki - Julia ostatecznie nie chciała rosiczki, bo jak każda rasowa kobieta zobaczyła świecące kamyczki i wolała je zamiast rosiczki :) Chłopcy sami sobie wybrali, zanieśli swoje nowe kwiatki do kasy, a potem nie chcieli ich schować do bagażnika :) 
A ja zaraz wieczorem machnęłam dość specjalne doniczki - specjalne bo z imionami :) I oczywiście z piratami :)


Zdjęcia robiłam w poniedziałek, jeszcze leżał śnieg, a od wtorku, coraz cieplej :) I już jest jasno :) Długo jest jasno - pieknie się wstaje gdy niebo sie rozjaśnia :) Właściwie to od 6.30 już jest jasno, i aż do 18 mamy dzień - czuć wiosnę, oj czuć! Klucze gęsi, kaczek, ptaszki ćwierkają, roślinki sie budzą, ale my mamy trochę inną oznakę wiosny - śmierdzi - ruszyły wielkie monstrualne potwory - czyt. ciągniki - beczkowozy z takimi wielkimi ramionami i rurami do wylewania gnoju. Ale wiecie co? Wcale nam ten smród nie przeszkadza - może z przyzwyczajenia, może bo wiemy, że to już oznaka wiosny, pośmierdzi dzień, dwa, i przestanie, aż do następnych wylewek :) 
Uciekam, bo przez ostatnie dni narobiło mi się sporo zaległości, nie tylko internetowych, ale i domowych :)
Pozdrawiam!!!

21 lutego 2013

Skarpetki dla chłopców.

Wykonałam kolejne skarpetki - razempetki z Intensywnie Kreatywną, tym razem dla chłopców. Skarpetki mają przeznaczenie "w kalosze" czyli do zakładania na normalne skarpetki, żeby w kaloszach noga nie marzła :) Niestety chłopcy maja takie drobne nóżki, że w kaloszach z ociepleniem wyglądają jakby mieli tylko kalosze i korpus... a do tego są one szersze i nie potrafią w nich chodzić. Więc świetnie się złożyło, że się nauczyłam robić skarpetki na drutach :) Jeden motek włóczki i 4 sztuki skarpetek - w porównaniu z tym ile musiałabym zapłacić za pożądne dwie pary grubych skarpetek, to zaoszczędziłam :)

Włóczka na skarpetki, jak przy moich skarpetkach - to włóczka "skarpetkowa" (40% wełna, 40% akryl, 20% polyamid), a druty 2,5 z żyłką.
Skarpetki u kończyłam jeszcze w zeszłym tygodniu, podczas ferii. Usadziłam dzieci na dawno już obiecany film przyrodniczy o wielorybach, albo rekinach miał być, to był :) i udało się w ciągu niecałej godziny ukończyć kilka rzędów, które nie szły mi od kilku dni :) Ogólnie to muszę przyznać, że skarpetki do dość szybka robótka - no chyba że z warkoczem, to już gorsza sprawa. W ciągu jednego dnia potrafiłam machnąć całą skarpetkę i zacząć palce u drugiej, oczywiście nie cały dzień siedzenia i dłubania, raczej dzierganie z doskoku :) No ale litości! Jakie te skarpetki małe i wąskie! 
Czas na zdjęcia :) Na pierwszym zdjęciu kolor nie taki... ale na drugim już jest ok - na drugim zdjęciu możecie zobaczyć jak bardzo moi chłopcy są zainteresowani wielorybami i wogóle zwierzętami - można przed nimi postawić talerz czekolady, a oni jak zaczarowani i tylko w zwierzątka się gapią. Na szczęście już przestali spać z książeczkami o zwierzętach :) Ale nie interesują ich obrazki rysowane - o nie! to muszą być zdjęcia! A hitem ostatnich tygodni jest zdjęcie rośliny z gazetki reklamowej - rosiczki a na niej siedząca mucha - Franek tak sobie upodobał tą roślinkę, że z wyciętym zdjęciem chodził tak długo, aż się zużyło :) Teraz musimy kupić rosiczki, bo dziecko chce zbierać muchy dla kwiatka - a muchy to On potrafi łapać!
Ale dość o kulisach, czas na premierę;

O! i ładnie.
Nie wiem co ja Wam pokażę w przyszłym tygodniu... Co ukończę to nie będę mogła pokazać, na męża i na śrubokręt to sobie poczekam... a poza tym, dużo pomysłów i mało czasu. A jak dłużej będę tu marudziła tym więcej czasu stracę bezproduktywnie - zamiast gadać - działać!
Pozdrawiam Was serdecznie! Dziękuję za odwiedziny i komentarze! Życzę miłego weekendu!