Translate

04 kwietnia 2013

Wspomnienie Świąt Wielkiej Nocy.

Pokażę Wam dziś jak to było u Nas w czasie Wielkiej Nocy. Zacznę od Grudnia, który nie zakwitł na Boże Narodzenie, nie wiedziałam czemu, a teraz już wiem... Śnieg za oknem, grudzień kwitnie, tylko te kurczaki coś nie pasowały :)

A takie kurczaki robili Chłopcy w przedszkolu, na drucikach przyklejali kawałki gipsowego materiału (nie mam pojęcia jak to się nazywa - wygląda jak bandaż z gipsem ). 
Teraz kolej na moją dumę wielkanocną - zakwas na żurek :) Z mąki pełnoziarnistej żytniej.



Tak ciekawie wygladał ten zakwas jak się rozwarstwił i opadały ziarenka, że nie mogłam się powstrzymać i narobiłam masę zdjęć :)
Wielkanocne babeczki - to miks dwóch przepisów. Ciasto na babeczki:http://www.mojewypieki.com/przepis/tartaletki-z-mango,-bita-smietana-i-beza, a krem maślany na bezie szwajcarskiej (bajecznie prosty!!!) o tu: http://www.mojewypieki.com/przepis/babeczki-malinowe-z-kremem-malinowym


Ja do babeczke wciskałam krem, a dzieci winogrona i jajeczka i całą resztę. Szkoda, że nie chciały mnie słuchać i winogrona wciskały dziurkami po ogonkach do góry, ale co tam, dla nich ważne było, by były słodkie :)
A teraz zmagania mojej pomocnicy :) Strasznie dużo mi pomaga w kuchni. Tu kilka zdjęć z akcji krojenia na sałatkę jarzynową :)



Tylko ziemniaki jej nie pasowały, bo klejące były :)
To tyle z cyklu wspomnień. A teraz czas na przestrogę!
To może osoby wrażliwe niech nie patrzą.
Otóż jestem z tych osób, które do wszelkiego sprzątania i używania płynów chemicznych używają rękawiczek... nawet do mycia okien, nawet ziemniaki obieram w rekawiczkch - nie chodzi mi o to, że się ciężko potem domywają, ale o to, że zaraz mam jakieś przygody - a to mi opuszki pękają, a to skóra robi się szorstka i powstaja ranki... no dość wrażliwe takie te dłonie mam. I z tej mądrości, a bo tylko chwilę, raz przetrzeć, płynem alkaicznym (a z czym wam się kojaży to słowo? mi z bateriami, czyli z jakimś tam kwasem - chemikiem nie trzeba być, by brzmiało to groźnie )... i tak kapkę do wody wlałam, zamoczyłam gąbkę... oj coś mnie szczypie dłoń... 
No, wyżarło mi skórę. Brawo! Trzeba być wybitnym...
A żebym to ja pierwszy raz używała tego płynu...  I tak na przestroge, dla tych co myślą że rękawiczki to dla wrażliwych - moja skóra kiedyś taka nie była i myślę, że ją uwrażliwilam nie używaniem rękawiczek.
Zbliżeń nie pokażę, to zdjęcie wygląda naprawdę "lajtowo". 
Dziękuję za chwilę uwagi :) Za komentarze pod poprzednim postem i odwiedziny  :)
Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!

02 kwietnia 2013

Torebeczka dla Panienki.

Najpierw bedzie o torebeczce, a potem ... ponarzekam na brak czasu.

W zeszłym roku dla Julki koleżanek z klasy (sztuk aż 10), robiłam szkatułki i komódki decu. No może nie dla wszystkich bo z tego co pamiętam to dwie koleżanki dostały perfumiki - z tego jedna już zaznaczyła, że na kolejne urodziny chce komódkę :). Koleżanki obdarowane, a ja musiałam cos wymyślić na prezenty w tym roku. Padło na torebki, kolorowe z elementów, właściwie to wykorzystanie resztek a z pożytkiem :) 
Już teraz kończę kolejną torebkę :), lepiej żebym miała jedną torebkę zapasu :) 
Tyle o przyszłości, a teraz czas na torebkę dla Nikoline.

Torebeczka spodobała się bardzo, usłyszałam budujące słowa zachwytu od rodziców Nikoline, a Julia z dumą opowiadała o tym jakie przerażenie w oczach mają jej koleżanki i ich rodzice gdy mówi im, że szkatułki decu czy torebkę szydelkową robiłam ja. Aż się człowiekowi miło robi.
Tyle o torebce, teraz czas na kilka słów o przeszłości... Otóż nie było mnie i to długo, strasznie mnie to męczyło, ale nawet jakbym chciała, napisać cokolwiek, to najzwyczajniej w świecie nie miałam czasu. Niedość że dużo pracy miałam, to jeszcze się pochorowałam i skończyło się na antybiotyku... Od poniedziałku przed świętami mieliśmy ferie, a w tym roku wyjątkowo, nie od czwartku, ale właśnie od poniedziałku feria miał nawet mój mąż, więc kocioł był nie do ogarnięcia... Dobrze, że od piatku pogoda się zaczęła poprawiać i dzieci mogły się pobawić na ogrodzie. A wczoraj... piekna pogoda, byliśmy na spacerze i aż żal było wracać, ale musiałam, bo chleb rósł... Ale za to przez następne dwie godziny szalałam w ogrodzie, pograbiłam liście, ogarnęłam rabatę z cebulkami :) Tego mi było trzeba :) 
Chciałam Wam coś jeszcze pokazać, ale nie wiem czy to nie jest zbyt drastyczne, to tak ku przestrodze miało być, ale to może następnym razem. 
I jeszcze tak na koniec, chcę serdecznie podziękować za życzenia świąteczne jakie otrzymałam od Jomo, Agnieszki, Na-stole, Insomni i Gugi. A ja tak poświetach, ale szczerze, chcę Wam życzyć by Zmartwychwstały Chrystus pozostał w Waszych sercach z tą wielką mocą, która pozwala nam przezwyciężać trudy codzienności. 
To tyle na dziś, pewnie nie prędko wrócę w pełnym wymiarze do blogowego świata, podgladam co jakiś czas co tworzycie, o czym piszecie (a i wspomne tu, niestey nie w komentarzu, ale dobre i to - jestem zachwycona i pelna podziwu dla Anstahe za jej pierwszą szydelkową robótkę!!!). I łączę się z Wami w nawoływaniu pogody bardziej wiosennej. Ja generalnie nie narzekam na pogodę, zima ma prawo być jeszcze w kwietniu, a przedwiośnie to ja już czuję i słyszę od marca, a śnieg jakoś mnie nie przerażał, ale w tym roku to już nawet moje kurtki zimowe zapinać sie już nie chcą! Więc lepiej żeby za zimno już nie bylo... A dokłanie 2 kwietnia 2003 roku w moim rodzinnym mieście było śniegu po kolana. 
Dobra, bo się zagadałam :) Zmykam posprzatać i może się uda wyskoczyć do ogrodu :)
Pozdrawiam!!!



19 marca 2013

Serwetka dla Agnieszki.

Wpadam dosłownie na sekundkę. Post przygotowałam już dużo wcześniej, dziś tylko dodam krótkie wyjaśnienie. Chwilowo mnie nie ma. Jestem strasznie zapracowana, teoretycznie jeszcze dzień, może dwa i wszystko wróci do normy - a od poniedziałku zaczynamy ferie wielkanocne, i znów czasu będzie mniej. Obecnie jak wyskakuję z domu o 7 rano tak wracam na 21... Do tego przeziębienie się plącze... nie chce odpuścić, raz lepiej raz gorzej, a do tego myślę, że bez wizyty u lekarza się nie obędzie... bo i zatoki i migdałek... A żeby  było ciekawiej to z własnej głupoty popaliłam sobie dłoń... nie ogniem, nie wodą... niczym gorącym, a czymś chemicznym... głupia ja, głupia... Ale dość o tym, czas na coś przyjemniejszego :)

Agnieszka z bloga "Moje mniam" sprawiła mi smakowitą niespodziankę na Święta Bożego Narodzenia. Agnieszka ode mnie chciała serwetkę do koszyczka wielkanocnego. Pokazałam kilka wzorów, i padło na serwetkę z różyczkami. Słodka ta serwetka, mi się bardzo podoba i cieszę się, że Agnieszce też się podoba :)
 Żeby serwetce smutno nie było to zrobiłam 6 małych podkładek pod kubki/kieliszki. A taka mała niespodzianka dla Agnieszki :)
  Trochę słabo porozciągane, niezbyt równo... Zawsze pierwszy krochal robię na sztywno - nie bardzo, ale dość pożądnie usztywniam. A potem parą z żelazka i psikaniem zmiękczam podczas prasowania...no właśnie, ja wciąż bez żelazka - stare żelazko prasuje, owszem, ale nie mogę używać pary i psikania bo cieknie po całej stopie i brudzi. Tak to mi nie brakuje żelazka, ale przy szyciu... usztywnianiu... brakuje... Polowanie na coś dobrego trwa, a i oczywiście cena musi być przystępna :) No!
Tyle na dziś, po tak długiej nieobecności i przed nieobecnością bliżej nie sprecyzowaną to niewiele napisałam - post napisałam już wcześniej, musiałam dopisać tylko wstęp i zakończenie, a jakbym zaczęla dopisywać, to nie dość że było by tego dużo, to jeszcze czasu by mi brakło....
Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu coś mi się uda naskrobać :) - ale najpierw muszę pozakańczać wszystko co zaczęłam a nie skończyłam. 
Pozdrawiam serdecznie!!!

07 marca 2013

Niciarka

Moja niciarka była już zniszczona gdy zdobyłam, lakier już się nie świecił, w środku była porysowana, a śruby piszczały. W okolicach świąt Bożegonarodzenia (!) rozkręciłam ją i zaczełam ścierać lakier. Jakoś szło, gorzej z uchwytami, które były pomalowane na ciemny granat, a farba dosłowanie wgryzła się w drewno - musiałam zostawić uchwyty w spokoju, bo powstawały mi ubytki w drewnie. Pomalowałam ją lakierem, warstw było dużo, nawet już nie liczylam ile, ale malowałam i malowałam... Potem "Trochę" zajęło mi skręcanie... No żeby to jeszcze sztywne było, większe te śrubki... połowę skręciłam, a reszta czekała na męża. Oczywiście musiał jeszcze poprawić to moje skręcanie :) Na koniec przyszedł decoupage. Hmmm... chciałam żeby wyglądał jak szkic, jak wyryte coś na drewnie, no nie wygląda tak. Na poczatku mojej przygody z decu zauwazyłam, że jak mam mokry pędzelek i maluje klejem po serwetce, to białe tło serwetki robi sie przezroczyste, więc tym sposobem malowałam ta serwetkę, niestety w niektórych miejscach zostałe biały plamki... przecierałam papierem, ale robiły się dziury... Może coś wymyślę, podmaluję trochę, no nie wiem, właściwie to podoba mi się, ale wiem, że mogła by wyglądać inaczej. A wczoraj udało mi się pomalowac uchwyty, więc dziś prezentuję moją niciarkę.




Zdjęcia bade, bo poranne słońce świeci pięknie :) 
To tyle na dziś. Kolejny post dopiero w przyszłym tygodniu, więc juz dziś życzę Wam udanego weekendu, bardzo twórczego i miło spędzonego! Pozdrawiam!!!