Mam strasznie dużo do pokazania moich prac, ale nie mogę się powstrzymać i muszę w pierwszej kolejności pokazać filcowane obrazki Julki. Zacząć jednak muszę od zarysowania całej historii. Otóż ramki były z odzysku - bo te kupne to jakieś takie zwykłe, płaskie, bez ozdobników..., a jak wiadomo przed wyjazdem i na ostatnia chwilę to kompletnie się nie ma głowy do tego by szukać ładnych ramek. Pobuszowałam w sklepie z używanymi rzeczami, wybrałam ramki, pousuwałam z nich stare obrazki, wymyłam i wręczyłam je Julce do szlifowania. Dziecko dostało papier ścierny i miała szlifować. Początkowo była tym przerażona, ale szybko się przemogła i szlifowała :) Potem dobór kolorów, malowanie i dopasowanie obrazków do ramek. A teraz czas na obrazki - nie umiem robić zdjęć szklanym ramkom... a jeszcze niektóre były antyrefleksowe, to już wogóle mi wyszły nieostre zdjęcia. Ale już za późno było by wyciągać obrazki z ramek. Obrazki to prezenty od Julki i trafiły do dziadków, wujka i cioci .
Słonecznik
Lawenda
Lilia wodna
Dziecię mi się rozwija w tempie porażającym, jeszcze trochę a nie dam rady i jej tempa nie dotrzymam :) A ja juz uiekam, bo wciąż mam duuużo do ogarnięcia... Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam Was serdecznie!
Wróciłam. Uff... Teraz nadrabiam zaległości, ale niestety nie blogowe... o tym mogę zapomnieć... pajęczyny, kurze, o ogrodzie nie wspomnę...
Ostatnim czasem (nie licząc tygodnia nieobecności) trochę natworzyłam :), a teraz przyszedł czas by to zaprezentować. Oczywiście nie wszystko od razu :) Zacznę od kolczyków decu. Nie mogło zabraknąć Merlin :) Te pierwsze to mi wyszły takie nawet w poparcie :)
I rewers.
Nie napiszę więcej bo najzwyczajniej w świecie zbyt wiele tego, bym się uwinęła w kilka minut, które mam akurat wolne. Chyba nawet skupić się nie mogę. Dziekuję że mnie odwiedzacie i zostawiacie komentarze :) Pozdrawiam!!!
Pisałam wcześniej, że dostałam zamówienie na kilka nowych ciuszków dla lalki Izabell. To było dość "dziwne" zamówienie, bo jak tu wydziergać "gummistøvle" - tłumacząc na język polski "gumowce / gumiaki". Przedstawiłam Julce propozycje, jakie kolory i jak bedą wygladały te "gummistøvle" i na całe szczęście pomysł został zaakceptowany :) Co prawda, juz wymyśliła jak można wydziergać "gummistøvle", by bardziej przypominały gumowe buty na deszcz, ale to następnym razem :)
A teraz ogródek. Udało mi się ukończyć kolejny kawałeczek ogródka, Jest lawenda, hortensja, i dużo innych kwiatków, pokażę jak zaczną kwitnąć :)
A na ostatnim zdjęciu widać na wyższym pięterku, to z czym muszę się zmierzyć... końska trawa... pomiędzy roślinami płożącymi... Ale to jak już wrócimy. I jeszcze moja nowa zdobycz :) Już w zeszłym roku spodobały mi się wiklinowe skrzynki, chciałam sobie kupić, ale jak się wybrałam do sklepu to już nie było, kupiłam zwykłe plastikowe i więcej nie szukałam. W tym roku skrzynka sama mnie znalazła :) A Mąż zrobił mi uchwyty :) I nawet na nie nie czekałam pół roku :) Aż się zdziwiłam! Powiedział, że to dlatego tak szybko się za to zabrał, bo lody zrobiłam :) Warto czasem wyjść z inicjatywą :) - choć nawet nie taki miałam zamiar:)
W ogrodzie pracy jeszcze mnóstwo, rabatki, taras, choć ten ostatni to co zamiotę to znów napaprze, bo to na nim sie rozkładam z ziemią i roślinkami :) Oj uciekam, bo późno już, a ja mam dziś tyle do zrobienia... Jak ja nie lubie pakowania... Nie będzie mnie na blogu przez ponad tydzień. Dziekuję za odwiedziny :) Pozdrawiam serdecznie!!!
Nie tak do końca konewka, bo donica. Była fioletowa, wyblakła z ciemnymi placami po naklejonych na nią kropkach. Wymyśliłam sobie, że pomaluje ją na biało ale sprayem, bo wymyśliłam sobie, że zostawię trochę tego fioletu, takie mazy, jakieś przebłyski, ale malując zmieniła mi się wizja, a raczej wzór serwetkowy mi sie zmienił :) Teraz wygląda tak:
W konewce chwilowo stała hortensja, mój nowy zakup, na przecenie, bidulka juz ostatnia została, to ją przygarnęłam. Dobre kilka tygodni cieszyła mnie kwiatostanem, teraz już przekwitły, a ja zmieniłam jej miejsce z doniczki na rabate. Nie wiem tylko czy to tak ma być, że usychają jej stare liście, ale wyrastają nowe? Postaram się zajżeć na bloga i zostawić choć króciutki post jeszcze w środe, później mnie nie będzie aż przez tydzień. Jak wrócimy, to musimy się ogarnąć, a jak się już ogarniemy to wrócę i tu :) Dziękuję Wam za życzenia miłego wypoczynku... ale żeby to on miły miał być i żeby to wogóle był wypoczynek... Jedziemy do Polski, gdzie będziemy traktowani jak przenośne walizki - nie, że sobie może człowiek w spokoju posiedzieć, coś porobić, bo to trzeba gdzieś się udać, do kogoś, gdzieś, przeprowadzać dzieci od jednych dziadków do drugich. Bo mamy przyjść, pokazać się, a co ja jestem?! Przenośna wystawa?! Oj drażliwa jestem chwilowo, a będzie jeszcze gorzej. No nie lubie i już. Wrócę zmęczona fizycznie i psychicznie. I bedę odpoczywać od tych wszystkich pytań od osób bliżej ze mną nie związanych, a gdzie, a co, a jak, a czy...?! A czy ja chcę i muszę odpowiadac na te wszystkie pytania? Znam osobę tylko z wyglądu, moze zamieniłam z nią kilka słów, a wypytuje się o wszystko. Dla mnie to porównywalne pytania do tego jakie majtki nosze. Moje, prywatne, i nie mam zamiaru nikomu się tłumaczyć co w życiu robię. Ciekawe czy w tym roku wybuchne i komuś się dostanie za takie wypytywanie, czy nie :) Może jak sobie nerwosol wypije to jakos wytrzymam :) Pozdrawiam serdecznie!!! Pa!