Translate

19 sierpnia 2013

Kilka słów (i zdjęć) o tzw. pamiątkach z wakacji.

Częsty ból rodziców i zawrót małych główek, które stojąc przy kramie z "pamiątkami" piszczą, że chcą wszystko, a najbardziej chcą te tzw "pierdołki". W sklepikach z pamiątkami niestety pierdołków jest cała masa, nie tylko dzieci, ale i dorośli chcieliby zakupić sobie jakąś fajną pamiątkę.
Co można kupić w takich sklepikach z pamiatkami? Pokażę Wam kolekcje jaką uzbierały sobie moje dzieci. W każdym miejscu kupiliśmy pocztówki.
(zdjęcia z cyklu upośledzonych, bo żeby je zrobic musiałam stanąć na łóżku i trochę się trzęsłam... zrobiłam kilka zdjęć i każde wyszło straszne )
Tablica chłopców:
 Tablica Julii:
Na tablicy Julii jest też jeszcze jedna zdobycz:
Skóra pytona, Julia skorzystała z tego, że klatka została otworzona podczas karmienia i kiedy pracownik otworzył drzwi wypadła skóra. Julka poczekała na zamkniecie klatki i skórę sobie wzięła :)
Franek i Jędrek zaczęli zbierać plakaty:
 Chopcy sami wybierali plakaty i ta wielka żaba była tym wymarzonym plakatem - oni kochają żabki. Planujemy całą ścianę im wykleić takimi plakatami - zdjęcie nie jest krzywe, to skos i akurat pasują tam plakaty tak ułożone, u góry w pionie, dolny rząd w poziomie. A że plakatów w Regnskov jest sporo różnych do wyboru to ściana będzie wyglądała... egzotycznie.
Na innej ścianie plakaty z Aalborg Zoo i dwa miecze drewniane z Solca Kujawskiego (nie wiem co mają drweniane miecze do dinozaurów, ale niestey to był sklep z pamiątkami z cyklu więcej pierdołów niż treści, a coś z napisem Jura Park, czego dzieci nie rozwalą i najlepiej żeby można to było powiesić to były tylko takie miecze... )

Oczywiście w każdym miejscu dzieci dostały jakiś drobiazg, a to małe maskoteczki, a to pluszowe breloczki do plecaków, a to figurki zwierząt, czy dinozaurów - ale tym to się bawią i wiedziałam, że nie wyrzucam pieniędzy w błoto - takie same figurki można kupić w każdym praktycznie sklepie z zabawkami, ale kupując bilety roczne mam też 10% zniżki w sklepie z pamiątkami, więc kolejne z listy "takiego dinozaura teraz bym chciał" mogłam kupić - a zakup i tak byłby nieunikniony.
Z Julią już się lepiej rozmawia na tematy co jest pamiątką, a co nie. Jej zakupy były bardzo praktyczne - wybrała sobie ołówki. W duńskiej szkole dzieci nie używają długopisów, a jedynie ołówki - bo są wygodniejsze do pisania, oprócz ołówków z wyposażenia piórnika mamy na zapas 10-pak ołówków i ołówki które Julia sobie kupiła - ten z żyrafą (pamiątka z Reeparku) jest ozdobny, ale Julia stwierdziła, że jak zużyje jej się ołówek to żyrafkę przełoży na nowy. Dwa ołówki z Aalborg Zoo, są jej ulubionymi, z nich teraz korzysta i już zapowiedziała, że musiamy następnym razem takich kupić więcej - są pokryte miękkim materiałem i bardzo wygodnie jej się nimi pisze. 
Dużo pamiatek, można sobie znaleźć - jak ta skórę węża. Oto co sobie moje dzieci znalazły:
piórka strusi nandu, pawi i różne inne
 A co Julia chciała zrobić ze swoich piórek? 
 Julii najwięsze znaleziska i pałka tataraku - o którą pobiła się z małpką (pisałam o tym w poście o Ree Parku)
 A ja też sobie coś przywiozłam, jednorazową tackę papierową, która wygląda jak ze sklejki, na tacce było jedzenie, a że się tylko lekko ubrudziła, to ją przemyłam i mam na orzechy - tylko z orzechów zostało... aż dwa...


Pamiętam kiedy byłam na koloniach nad Bałtykiem starsznie podobały mi się muszelki na rzemykach i sobie wtedy wymyśliłąm, że poszukam dużej muszelki i sobie taki zrobie w domu - muszelkę, trochę mniejszą ale znalazłam, z dziurką namęczyłam się niemiłosiernie, ale wisiorek miałam. 
Julka też sobie znalazła muszelkę, ja zrobiłam dziurkę i wisiorek jest:
Kolejny post będzie o muszelkach - jakie muszle można znaleźć w naszym Bałtyku... tylko ciut z innej strony... i co prócz takiego wisiorka, co można zrobić z muszelek.
Dziekuję za odwiedziny i komentarze. Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego tygodnia.

16 sierpnia 2013

Szydełkowy woreczek na szkolne śniadanko.

Dokładniej to woreczek na owoce dla Julii do szkoły. Wzór trochę zmieniłam, zamiast dna podłużnego zrobiłam okrągłe i zamiast 5 - ciu powtórzeń wzoru zrobiłam 4, bo za duży woreczek by wyszedł. Włóczka bawełniana, woreczek pakowny, dobrze się sprawuje :)

Co tu więcej pisać? A i wzór znajdziecie tutaj: http://inspiracjedlakreatywnych.blogspot.dk/2013/08/woreczek-szydekowy_7.html.

To tyle na dziś.
Życzę miłego dnia i udanego weekendu. Pozdrawiam serdecznie!!!

15 sierpnia 2013

Decu szafeczka na klucze.

Znalazłam kiedyś szafeczkę... to było chyba w lutym, albo marcu tego roku. Szafeczka wydawała mi się nawet w dobrym stanie, biała z dużymi kremowymi spękaniami. Ale jak ją przyniosłam do domu i obejżałam ją w świetle dziennymi i pokojowym troche mi mina zrzedła, bo szafeczka była potwornie żółta, żeby to jeszcze po całości żółta, a ona poprostu pożółkła w niektórych miejscach, więc czekało mnie szliowanie... Starałam sie najpierw umyć szafeczkę aceonem, terpentyną, ale i tak było brzydko. Wyszlifowałam, ale tez nie bardzo mocno, bo liczyłam na to że spękania będą widoczne po pomalowaniu. Szafeczka miała być biała z decu, ale coś mnie tak tknęło, że to shabby chic było fajne to może i szafeczkę tak wykonam? 

Pomalowałam czarnym, potem białym... zwykłą akrylową biała farba, bo moja, już zresztą końcówka, farby do drewna miała wychodne - czyt. złużył ją mąż... I tak malowałam i malowałam, warstwa za warstwą, dzień po dniu, ciepło było to na dworzu malowałam, spękania nadal widoczne, więc pomyślałam, że dobrze jest. I w końcu stwierdziłam że wystarczy, że to ostatnia warstwa. Na schnięcie wystawiłam na schody, na słońce, bo chciałam jeszcze tego dnia zrobić przecierkę, korzystając z i tak wielkiego bałaganu na stole na tarasie. Zawsze suszyłam na stole pod parasolem. I oczywiście, no bo jakże inaczej... na moją skrzyneczkę zleciały brązowe "cośki" z brzozy... wrrrr.... to ja tą moja skrzyneczke, już suchą, pod kran i staram się delikatnie je powyciągać, a plamki gąbeczką przecierać - wiedziałam, że i tak będe musiała malować jeszcze raz. Ale coś odkryłam - w sumie to banalnie logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy - jak farbę akrylową potraktujesz wodą - to się zmywa. I tak delikatnie, gąbeczką przecierałam mokrą szafeczkę, poszczególne elementy moczyłam bezpośrednio wodą z kranu, chwile odczekałam, przecierałam miejsca które chciałam podkreślić.
Kurcze, jak fajnie wyszło! I bez zabawy z papierem ściernym, przetarte miejsca są ładne, maja miękkie linie, wyglądają bardzo naturalnie. Przymierzałam serwetki, bo może bym tak decu zrobiłą jeszcze na tej szafeczce, właściwie to już stwierdziłam, że nie będę robiła decu, skonsultowałam to z mężem, a on stwierdził, że TA serwetka pasuje i to bardzo. To zrobiłam. Na koniec pomalowałam lakierem, który uzywam do donic, on jest mleczny, a po wyschnięciu nie jest przezroczysty, a lekko żółto-mleczny, taki do paneli drewnianych. Dzięki temu szafeczka nie jest wściekle biała i taka - "widac że malowana", wygląda na starą. Szafeczka dobrze sie spisuje, wreszcie wszytskie klucze sie miesczą, bo stara szafeczka była ciut przy mała i właściewie to jej nie zamykaliśmy.
  Oceńcie same jak mi poszło :)






Jakoś w czerwcu pisałam że mi drogę na wsi naprawiają nawierznię, naprawiali, łatali, czasem to nawet kilka metrów na całej szerokości ulicy, połatali. Troche narzekaliśmy, że się kruszą brzegi, że nie ubili dobrze, bo czuć brzegi... Hmmm. Bo to było łatanie przed położeniem nawierzchni. Właśnie kładą. Dziś pewnie będę miała cyrk przed oknami, bo moja ulica już oznakowana. A niech robią, tylko ja w jakąś paranoje popadnę. Słucham, bo coś buczy i tak sobie myślę, czy są drzwi do pralni otwarte i pralka, albo suszarka jest włączona, coś puka, trzeszczy, huczy, nie wiem, czy to przeciąg na górze, czy coś spadło, czy co?! Te dźwięki mnie wykończą :) Żaruję oczywiście, ale fakt, że na tej mojej spokojnej wsi, bez sklepów, poczty, komunikacji miejskiej itp, tyle hałasu na raz i taki ruch na wsi, to się nie zdarza. Przeżyjemy chwilowy brak dojazdu do domu, jakoś się przejdzie, ale za to będziemy mieli ładny asfalt :) He, tu na wsi mamy asfaltowe drogi, kanalizację już wymienioną nawet na nową, satelite i internet w kablu, kable energetyczne pomiędzy słupami w ziemi... w porównaniu z miastem powiatowym  w którym mieszkałam w Polsce... nie było takich rarytasów.
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę spokojniejszego niż mój, dnia :)

14 sierpnia 2013

Aqua Park Silkeborg.

Dziś pokażę Wam najmniej ciekawe miejsce, choć znalazło się tam kilka fajnych elementów, to nie zaciekawiło nas to miejsce aż tak, byśmy chcieli wrócić tam.
Aqua Park w Silkeborg (http://www.visitaqua.dk/)to miejsce gdzie można poznać przede wszystkim zwierzęta rodzime. Jest to miejsce w którym dzieci bezkarnie mogą się lać wodą i poznawać najróżniejsze formy zastosowania jej mocy - młyny wodne, siła przepływu, zabawa małymi tamami itp.

Forteca z karabinkami na wodę.
 Basen z rybami do głaskani - wiem, brzmi kosmicznie, sama czytałam kilka razy, bo już myślałam, że mój duński jest tak kiepski, że nie rozumiem.
 Najszczęsliwszy był Jędruś, bo polował na wszystkie ryby i tylko powtarzał: jeszcze ta, jeszcze tej nie głaskałem :)
 Fajne przeszklone akwaria - widok na wnętrze stawów, które mozna oglądać na zewnątrz.
 Szkoda, że kaczki i wydry nurkujące były za szybkie, bo wyglądały niesamowicie przez te wielkie szyby.
 Lekcja anatomii ryby... jak ja byłam mala, to tata złowił dużego szczupaka, głowę spreparował w solance, ładnie na deseczce ją zamontował i taka głowę mogłam poznać i wszedzie  (no prawie wszędzie, bo zabki ostre) moglam wsadzić paluszek i organoleptycznie poznać budowę ryby. A moje dzieci mogły sobie do takiej głowy wejść...
 Oczywiście sztuczna głowa, ale o wszystkie detale, kropki, grudki, otworki i tak się ciekawskie dzieciaczki pytały, np czy to ryby ucho?
 Liczenie zebów:
 Świetny pomysł na karmnik dla ptaszków i wiewiórek - poukładane na kształt paśnika  zwykłe suche drewna. A na obiadek wpadła wiewiórka :)
 I zabawa w wodzie.
 Do ryby i na rybę :)
 Jak zamknę to nie masz wody, a jak otworze to masz wodę :)

 W wielkiej głowie ryby chłopców zafascynowały skrzela.
 Naciskam jest woda, puszczam i wody nie ma, a piasek pod nogami ucieka, o to ci niespodzianka :)

Jak widać na niektórych zdjeciach to spora ilość dzieci biegała tam w strojach kąpielowych. Pod względem edukacyjnym - by poznać wodę (w budynku była również fajna wystawa o wodzie w przyrodzie - burze, para wodna, akweny itp. ) miejsce fajne, zabawy tez dużo, zwierzeta też fajne, ale porównując z miejscami o których pisałam w zeszłym tygodniu - nas nie zachwyciło to miejsce. Wróciliśmy głodni wrażeni. Choć dzieci zrozumiały jak to jest że się koło kreci jak woda leci, jak w śróbę wkręcić wodę ddo góry, i skąd się biorą wzorki w morzu na piasku - chodzi o pofalowane dno - nie raz sie pytali mnie skąd to się bierze jak byliśmy nad morzem, ale dopiero jak sami robili fale to zrozumieli.

To tyle na dziś.
Życze miłego dnia i pozdrawiam!!!