Miałam pokazać coś robótkowego, ale zmieniłam zdanie. Z dwóch powodów, otóż mam dużo zdjęć różnych wypieków, a po drugie właśnie zauważyłam jak kiepska pogodę macie w Polsce (mówią, że od jutra lepiej) i tak sobie pomyślałam, że ten wypiek będzie jak znalazł na brzydki i pochmurny dzień.
Bułeczki z czekoladowym nadzieniem... można się rozpłynąć wraz z tą czekoladą... Ciasto rośnie bardzo dobrze, dobrze się z nim pracuje, ładnie rośnie również w lodówce. Czekolady we wnątrz nie jest za dużo, ale też nie jest za mało, jak bułeczki są ciepłe i świeże to czekolada się rozpływa, oczywiście upieczone rano bułeczki, wieczorem nie mają już tak płynnego wnętrza, ale dobrze zamknięte, nawet dnia następnego są świeże. Orginalna nazwa tych bułeczek to: Mini-bochenki z czekoladową niespodzianką. Przepis znajdziecie tutaj: http://www.mojewypieki.com/przepis/mini-bochenki-z-czekoladowa-niespodzianka. Ja nie robiłam bochenków w foremkach, a formowałam je w owalne bułeczki. Są pyszne i polecam - zwłaszcza na poprawę humoru w niemrawe dni.
I jeszcze dodam, że ja robię zawsze z podwójnej porcji, bo w przepisie podane są proporcje tylko na 6 bułeczek... Pozdrawiam serdecznie i ściskam Was ciepłutko i słonecznie (choć i u mnie coś jeszcze słońce się nie wydostało zza chmur).
Dziś pokażę drugi i ostatni bieżnik jaki wykonałam na prezenty - ten bieżnik jest dla teściowej. Udało się z rozmiarem - bo bieżnik idealnie pasuje, idealnie obejmuje środek stołu. Nie ma co dużo pisać, czas na zdjęcia.
Miałam bradzo pracowity weekend. Co prawda budząc się w sobotę "bladym świtem", czyli aż o godzinie 10!, byłam wręcz przerażona, że nie zdążę ze wszystkim, ale się udało. Co prawda musiałam sprzatanie w domu przenieść z weekendu na dziś, ale zrobiłam bardzo duzo w ogrodzie - co prawda końca nie widać... ale przynajmniej widać postępy. W niedziele zerwałam się z samego rana i zanim rodzinka wstała, to ja już upiekłam pierwsze w tym roku ciasto z własnym rabarbarem :) A dziś, no cóż, zmęczona, pokuta (pielenie pomiędzy różami...) i obolała, ale zadowolona strasznie, aż mi się chce ogarnąć szybko dom i skoczyć do ogrodu popracować :) To takie zdrowe zmęczenie :). wręcz mobilizujące :) Pozdrawiam Was serdecznie , dziekuję za odwiedziny i miłe słowa :) Pa!
Czasem opłaca się pobuszować w spokoju po sklepie z używanymi rzeczami :) Chciałam na prezent dla rodziców i teściów zrobić decu lampiony, miałam kupić takie zwykłe szklane lampioniki, wielkości małej szklanki, ale na szczęście dzień przed zakupami wpadłam na dłuższa chwilę na buszowanie i stanęłam przed regałem z naczyniami i zobaczyłam kielichy... Idealne! Kupiłam też dwa mniejsze, ale je pokażę w późniejszym terminie. Kielichy były z przezroczystego szkła, ja je pomalowałam farbą strukturalną.
Wczoraj tak padało i padalo, to ja spędziłam twórczy dzień na malowaniu i klejeniu :) Zostało lakierowanie :) Po wczorajszej ulewie wyglądając na ulicę - ani śladu - piękne słońce, trochę tylko wieje, zieleń jakaś taka intensywna się zrobiła i bije po oczach, ale jak spojżę na ogród... z baldachimem o godzinie 15 przegrałam walkę, nie mogłam go ani zwinąć, ani naprostować, i został taki porozkładany i leży sobie, a trawnik zachowuje się jak wielka gąbka, aż słychać chlupanie pod stopami. Ale okien mi ta ulewa nie umyła... Zmykam do obowiązków :) Milego dnia Wam życzę! Pa!
Bieżnik powstał już jakiś czas temu, ale moje "ulubione" nadawanie mu kształtu nastąpiło dosłownie w ostatniej chwili, dzień przed wyjazdem, bo bieżnik był prezentem dla Mamy. A jak Mama będzie grzeczna to za rok dostanie do kompletu zestaw małych ananaskowych serwetek.
Oczywiście wszystko tak na ostatnia chwilę robiłam, aż musiałam robić zdjęcia lekko mokrej serwecie, stąd też to zagięcie na środku. Bieżnik nie jest wielki, taki pod wazon z kwiatami, paterę z ciastem, na stole wygląda dobrze, ani za mały, ani za duży. Wokół zmieszczą się talerzyki i filiżanki (a kawa i szydełkowy obrus to dość niebezpieczne połączenie - bo nie wiem czy bym przeżyła taką plamę), a robiłam na oko, nie pamiętając jakiej wielkości jest stół, ale się udało :) Takie piekne plany miałam na dziś... Wczoraj musiałam się zająć domem, dziś chciałam podziałać w ogrodzie... a tu alert przyszedł wieczorem, że dziś mamy oberwanie chmury. Na razie pada tak normalnie, zobaczymy w którą stronę to się rozwinie. W ostrzeżeniu podano, że ma spaść 40-60mm a normalnie pada 20-30mm, ciekawa jestem co tu u mnie się wykluje dzisiaj, ale jak już pada to mogłoby na okna trochę popadać, bo zakurzone strasznie. A dobrze, niech pada, roślinki eksplodują zielenią :) Byle ślimaki nie wylazły. Dzieci zapakowane w kalosze i przeciwdeszczowe stroje, tylko ja pewnie znowu zmokne i to nie raz, bo muszę dogladać czy mi się woda na baldachimie nad tarasem nie zbiera, bo może się zarwać, więc znając moje zdolności to się nie raz obleję tą wodą :) To tyle na dziś. W imieniu Julki dziekuję za komentarze pod ostatnim postem. Pozdrawiam!