Translate

12 maja 2014

Szydełkowe pierścioneczki.

Syn mój, pyta się mnie, któregoś dnia, kiedy pójdziemy do lekarza. "???". Trochę mnie to pytanie zaskoczyło i zdziwiło. Pytam się czy coś mu jest, czy coś go boli, ale mówi że nic mu nie jest. Za chwilę przybiega i się pyta: "A do dentysty kiedy pójdziemy?". No dobra! Wzięłam Jędrka na "przesłuchanie" - bo coś mi tu nie gra. Nic mu nie jest, nic go nie boli, to skąd ta nagła potrzeba lekarza i dentysty?! A bo wszystko przez pierścionek! Jędruś chciał do dentysty, albo do lekarza, bo zawsze po takiej wizycie dzieci mogą sobie wybrać jakąś małą nagrodę z "magicznej szuflady" i tam właśnie są również owe pierścionki :)Ale po co Jędrkowi pierścionek? Dla Xsandry! No mama! To Ty nie wiesz dla kogo?! Dla narzeczonej chce pierścionek!
Zaproponowałam, że mogę dziecku oszczędzić trochę wyczekiwania i zrobię mu pierścionek na szydełku. Dziecko wybrało kolory i stanęło nade mną "obserwować". Zrobiłam obręcz, przymierzyłam czy pasuje na mały paluszek, a Jędrek stwierdził, ze ten pierścionek będzie jego, a ja mam zrobić drugi.
Tym sposobem powstały dwa pierścionki - jeden z kwiatkiem, drugi bez. 
Na razie mam tylko tyle do pokazania. Muszę upiąć chustę, bo już dawno skończona, ale że mnie tak skubana wymęczyła, to muszę od niej odpocząć :) Sukienka się dzierga... Powoli, ale się dzierga :) Kiedyś ją ukończę :) 
I wygląda na to że to już wszystko, nie tylko na dziś, ale na jakiś bliżej nie określony czas. Jak coś zrobię to się odezwę :)
Pozdrawiam serdecznie!!!

05 maja 2014

Kopenhaga w 15 min.

Ostatnio byliśmy w Kopenhadze. Nie planowaliśmy zwiedzania, miała to być krótka wizyta w celach paszportowych. Jak krotka wizyta to zminimalizowaliśmy czas podróży z ok 5 godz w jedną stronę do 3 godz. Mieliśmy dwie możliwości: albo jechać lądem, przez wyspy i długie mosty, co się dyndają jak wieje... (ten najdłuższy ma 110 km), albo zapakować się na prom. Pewnie że fajnie jechać sobie i zwiedzać, ale jeszcze to nie ma sensu, dzieci są za małe, z takiej wycieczki nie zapamiętają zbyt wiele, a że w ambasadzie mieliśmy być na umówioną godzinę to woleliśmy nie ryzykować. I tak podróż wyglądała tak: godzinka podróży na prom, godzina z kawałkiem na promie i godzinka do Kopenhagi. 
Zdjęcia z tej części wyprawy:

Dzieciom na promie się podobało, czasem było czuć lekkie bujanie, rano trochę wiało, ale Julia już zaznaczyła, że więcej nie będzie sikała na promie :)
Po załatwieniu tego co trzeba było ogarnęliśmy na szybko mapę, sprawdziliśmy jak stoimy z czasem, bo prom powrotny tez zamówiony na określoną godzinę. Okazało się że słynna Mała Syrenka, jest rzut kamieniem od nas, to nawet się nie zastanawialiśmy i w samochód - 5 min i byliśmy u Syrenki, stamtąd przeszliśmy się kawałek i tyle ile się dało tyle zwiedziliśmy. Spacer zajął nam 15 min, jakbyśmy mieli jeszcze 15 min to byśmy doszli pod pałac duńskiej królowej. Powrót do samochodu, wyjazd z Kopenhagi - przez samo centrum, bo tak idzie trasa, to jeszcze co nie co widzieliśmy, a nawet przejeżdżaliśmy obok pałacu, ale niestety go przegapiliśmy... Wyjazd z centrum Kopenhagi poza miasto na autostradę, w piątek o godzinie 15... ok 15 min... tam był mniejszy ruch niż w moim rodzinnym mieście powiatowym w powszedni dzień przed Biedronką! Kopenhaga ładne miasteczko, takie jakieś... małe i przytulne :)
I zdjęcia tego co mi się udało uchwycić:
 Mała Syrenka - właśnie przechodziła konserwację, stąd te zapory.
 Katedra - zdjęcie robione z samochodu




 A jak strasznie słońce świeciło! Ledwo wytrzymaliśmy przy robieniu zdjęć:)
A to biuro nad ulicą :)
W drodze powrotnej na promie było fajniej, bo było cieplej i można było wyjść na zewnątrz. 

I to już wszystko, wyprawa krótka, ale co tam :) Dzieciom się podobało, a my nie byliśmy zmęczeni.
Koniec wycieczki, koniec posta :)
Nie wiem kiedy będzie następny post, bo nie wiem kiedy będę miała coś do pokazania. Wreszcie skończyłam chustę, ale nie chce mi się jej napinać - muszę od niej odpocząć :) Robię sukienkę, wybrnęłam z problemu z początkiem (zrobiłam francuza) i trochę jeszcze to potrwa zanim będę miała co pokazać. A oprócz tego co na drutach to robimy coś z dziećmi - coś dużego co wymaga klejenia wielkich powierzchni, wycinania, obklejania, łączenia elementów... a potem malowanie... i malowanie... i malowanie :) To też potrwa i to długo :)
Dziękuje Wam za chwilę spędzoną ze mną i do następnego razu!
Życzę miłego dnia :) Pozdrawiam!!!

01 maja 2014

I jak to ugryźć? (rozszyfrowanie wzoru na druty - pomocy...)

I znów zwracam się do Was o pomoc... Po co ja się zabieram za coś co mnie przerasta? A bo córka mnie poprosiła, to robię ale utknęłam... na samym początku. Już wyjaśniam z czym mam problem. Otóż sam wzór jest prosty, nie mam z nim problemu, zrobiłam nawet ładny kawałek dołu sukienki, ale zrobiłam na dole ściągacz, bo nie wiem co to tam jest na dole! Jakieś dziurki czy coś? Chodzi mi tylko o to miejsce gdzie powinien być ściągacz. Ja zrobiłam zwykły ściągacz 3 lewe i 3 prawe, ale nie może tak być bo mi później oczka prawe lub lewe ze wzoru schodzą się z tymi samymi ze ściągacza. Co do obrobienia rękawów, to akurat wiem jak zrobić, bo dość dobrze to widać - wachlarze na szydełku poznam wszędzie :)
Ja to sobie tak myślę, że może zrobić na prowizorycznym łańcuszku całą sukienkę, a na końcu spruć łańcuszek, nabrać oczka i zrobić jakiś prosty border, zamykając dodawać oczka łańcuszka jak przy chustach np, żeby było elastyczniej? Tylko jaki ten border?
A może od góry robić tą sukienkę, ale wolałabym nie, bo to chyba mnie przerasta.
Sukienka, jej wzór i opis wygladaja tak:


A tu link do miejsca gdzie znalazłam sukienkę, kolejne dwa zdjęcia w prawo jest reszta: sukienka.
Trochę mi głupio kolejny raz prosić Was o pomoc. Kolejny raz... Mam taką nadzieję, że jeszcze trochę potrenuję i dam radę robić choć połowę tego co potrafię na szydełku. 
Z góry dziękuję Wam za każdą pomoc. Tak po cichu bardzo na Was liczę :)
Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam dobrego, ciepłego i rodzinnego długiego weekendu.
P.S. A w przyszłym tygodniu pozwiedzamy trochę:) Czyli będzie post o Danii :)

28 kwietnia 2014

Sweterek na drutach dla Julii.

Dawno, dawno, temu... w marcu... zaczęłam dziergać ten sweterek, narzutkę?, bolerko?, jak zwał tak zwał, nieważne. Dzierganie oczywiście zaczęłam od problemu: "ale jak to zrobić?!". Pisałam o tym tutaj (tam znajdziecie wzór, a w komentarzach jest link do tłumaczeń). Pomoc w rozszyfrowaniu sweterka otrzymałam właściwie po kilkunastu minutach, zadzwoniła do mnie Kasia, moja właściwie sąsiadka i wytłumaczyła co i jak, czego nie zrozumiałam to zapisałam i czekałam na olśnienie, potem pojawił się komentarz od Gardenii15 z linkiem do tłumaczeń. Coś się w mojej głowie rozjaśniło. Zaczęłam dziergać, włóczka się skończyła, dokupiłam, sweterek czekał na swoją kolej... Aż go wreszcie złapałam i dokończyłam. Notatki które spisałam sobie podczas rozmowy z Kasią uzupełniałam tłumaczeniami od Gardenii15, ale był jeden moment którego kompletnie nie rozumiałam... To było dobranie oczek żeby zrobić dziurę na rękawy... jakieś tam włoskie sposoby... dobrać sobie oczka... ale jak?! Pomyślałam chwilę i wpadłam na pomysł! A jakby tak zrobić tak, jak nabierałam oczka do chusty ananasowej robionej z Intensywnie Kreatywną? Czyli na szydełkowym łańcuszku. Założyłam Julce zrobioną część bolerka, zrobiłam łańcuszek, zmierzyłam czy jest dobrze, dołączyłam do miejsca gdzie ma się rękaw kończyć i zrobiłam drugi taki łańcuszek i dołączyłam w tych samych miejscach do sweterka. Dalej robiłam ozdobną część z warkoczami w kółko - przód, oczka dobrane na łańcuszku, tył, oczka dobrane na łańcuszku, przód. Jakoś wyszło. Nawet jakoś tak... dobrze?! Bolerko wymaga lepszych guziczków (moim zdaniem, bo Julia wybrała kwiatki), te są za małe. 
Zdjęcia robiłam na szybko, jak to Julia określiła: do złej bluzki. Bo planowałam ten post już dawno temu, jeszcze przed świętami, ale jakoś się tak zeszło... Zdjęcia zostały to je dziś publikuję.

Coś krzywo wyglądają warkocze na zdjęciu, ale w rzeczywistości są prosto. 
Sweterek mi się podoba, Julce też. Może kiedyś zrobię wg tego wzoru sweterek na długi rękaw z większą ilością guziczków :) 
Moja obecność na blogu jest... znikoma... następny post będzie pewnie znowu za tydzień. Nie mam co pokazywać, piękna pogoda powoduje, że każdą wolną chwilę spędzam w ogrodzie. Wczoraj sprzątałam w oczku wodnym... ileż tam skarbów było... A dziś tak jakoś się obijam, odwlekam w czasie rozpoczęcie sprzatania... No, co?! Nie chce mi się! Wolałabym podziałać w ogrodzie :) Ale muszę, bo właśnie rozpoczęliśmy sezon cięcia drewna i mam wióry w domu... 
Dziękuję że mnie odwiedzacie.
Pozdrawiam serdecznie i do następnego wpisu!