Uff... skończyłam ją... co prawda to nie jest to co miało być... bo... zapomniałam powoskować... i ścierając białą farbę, troszkę się czarna starła... ale też jest dobrze. Dodatkowo pożółciłam ją lakierem, a bo mam taki lakier, co lekko żółty odcień ma.
Nawet dobrze nie? Jest tam takie jedno miejsce, gdzie mi się trochę serwetka zawineła i się zmarszczyło, widac to na zdjęciu na widelcu :) Ale co tam, wreszcie się udała ta moja deseczka i nie mam zamiaru na nią narzekać :) To tyle na dziś, życzę Wam dobrego weekendu. Pozdrawiam!!!
Za rogiem połowa listopada, a ja dopiero czapkę jesienną dziecku zrobiłam :) Dobre, nie? Ciepło było, dziecko w opasce chodziło, a jak w poniedziałek stwierdziłam, że chybajuż za zimno, to biegiem za czapkę się zabrałam. Normalnie to czapki szybko się robi, to takie jednowieczorówki :) Zwłaszcza, gdy ma się gruba włóczkę i duże szydełko :) Hmmm... chyba, że... pierwszego dnia dziergania czapki, próbowałam dobrać szydełko, słupki, czy półsłupki... Ostatecznie miałam zrobione dwa kawałki czapek. Prucia było co nie miara... Niby taka prosta czapka, a co chwila musiałam coś poprawiać, bo a to za duża wychodziła, a to za długa... Jak już mi się udało zrobić tą czapkę, to zrobiłam też mitenki, do kompletu.
Na tym zdjęciu widać lepiej kolory, zdjęcia robiłam rano, przy strasznym świetle, w łaściwe kolory to amarantowy i bakłażanowy :) A włóczka to akryl i wełna, jakaś tam specjalna do czapek.
Czapka miała być taka długa, żeby wisiała... wyszło jak wyszło, żebym to ja z niej była zadowolona... Julii się podoba, taka chciała, a ja niestety wiem, że mogło być lepiej... Dziekuję za słowa otuchy i wsparcia z Waszej strony - deseczka juz prawie na finiszu - jeszcze tylko lakierowanie i będzie dobrze :) Dziekuję też za bardzo miłe komentarze :) Uskrzydlacie mnie!!! Pozdrawiam i życze miłego dnia :)
Dziś z przerażeniem stwierdziłam, że nie mam co pokazać. No! Tak się zawsze wkurzałam, że pokazuję prace sprzed miesiąca nawet... a tu masz! Robię na bierząco, a że taka mądra jestem, to nic wczoraj nie ukończyłam... Miałam wczoraj ukończyć deseczkę decu... i schrzaniłam... tak bardzo, że musiałam zmywać całą farbę.... Dlaczego? Bo głupia jestem i nie myśle. Sobie wymyśliłam, że zrobię białą deseczkę z czarną przecierką pod spodem. Więc jaką farbę białą wzięłam? Tą z której jestem bardzo zadowolona, bo pieknie kryje i dobrze się nią maluje, ale... jak chciałam przetrzeć papierem ściernym, to zrozumiałam swój błąd - a wiedziałam, że ta farba tak się zachowuje - farba się nie ścierała, a wręcz zrywała plastrami... no dobra... wdech, wydech, mycie i od nowa... Z tego wszystkiego nie umyłam sobie wczoraj słoiczków na kolejne próby z lampionami. A na sam koniec walka z czapką... zwykła czapka, bez jakiś fajerwerków, a zrobić jej nie mogłam... Najpierw nie mogłam dobrać szydełka, bo to podane na opakowaniu to z czapki zrobiło sztywny kask... jak dobrałam szydełko, to sie zaczęło... chyba z pięć prób półsłupkami, za mała, za duża, nie taka jaka miała być... to potem słupkami, i znów kilka prób... Teraz wyglada to już całkiem, całkiem, jeszcze chwila i może ją dziś ukończę - jak się nie okaże przypadkiem, że coś nie pasuje...
Ale żeby tak nudno dziś nie było, to cos wygrzebałam, coś, czego nie pokazywałam, bo jakoś tak się zapomniało, a dziś jak znalazł :) Jak już pisałam wczesniej - Julia gra w tenis, ja też zresztą, ale Ona sie bardziej angażuje, a ja to tylko tak dla rozruchu :) Julia ma swoją rakietę (ostatnio była strasznie dumna, bo oglądała mecz tenisowy, dwóch panów którzy mieli rakiety z tej firmy co ona ma, a nawet jednego z tych panów nazwisko widnieje na jej rakiecie - dziecko się ucieszyło, że ma aż taką dobra rakietę, taką któą uzywają prawdziwi tenisiści), ale nie miała pokrowca. Miałam jej kupić torbę, ale te torby takie wielkie, na kilka rakiet, a nie na jedną... A jak znalazłam takie pojedyncze to na więkse rakiety z innej firmy i nie pasowały. Myślałam, żeby jej coś uszyć, ale coś mi szycie nie idzie. Maszyna mnie nie lubi, więc ja się jej nie tykam - focha strzeliłam. To co? Szydełko, resztki bawełny i zrobiłam pokrowiec: z rakietą:
Z jednej strony:
Z drugiej strony
a tu ładnie rączke widać:
To tyle na dziś. Mam nadzieję, że jutro będę miała coś do pokazania. Jak dzisiaj też będę miała taki "nieidący" dzień z robótkami, to jutro nic nie robie, w wolnych chwilach będę siedziała i gapiła się telewizor. Pozdrawiam Was serdecznie!!! Miłego dnia!!!
Przyszedł czas na drugą zazdrostkę, która powstała już dawno temu i nadal czeka za zawieszenie... Ty razem miałą być to zazdrostka z kwiatkami, najlepiej różami - bo to zazdrostka dla Julii.
Dziecko zadowolone, na szczęście nie naciska na mnie, kiedy jej powieszę nową zazdrostkę :)
Tą zazdrostke też musiałam troszke zmniejszyć, delikatnie ścisnąć wzór :) Wyszło dobrze, jestem zadowolona. Robótkowo... hmmm... idę obejżeć moje wczorajsze malowanie, jak warst farby wystarczy, to może nawet decu dziś powstanie :) Saczę pomiędzy pledem z elementów, a małą chustą na dutach, bo już drugi raz zabrakło mi włóczki... w piątek kupiłam 5 motków (włóczka grubsza, więc szybko znika) i pykłam je w weekend... i znów cały tydzień pled idzie w odstawkę... Muszę też się zabrac za czapkę dla Julii, bo się chłodniej robi. To ja zmykam, im szybciej wszystko zrobię, tym szybciej zajmę się przyjemnościami :) Pozdrawiam!!!