Kilka miesięc temu, chciałam zrobić zazdrostkę do kuchni z wzorem lawendy. I wpadł mi w oko wzór z winogronami. To zrobiłam zazdrostkę, na wymiar okna kuchennego i po przymierzeniu stwierdziłam, że nie zawiśnie w kuchni, bo bedzie za ciemno. Ale już wtedy wiedziałam, że potrzebuję zazdrostki na okno w korytarzu na górze w takim zagłębieniu nad schodami, gdzie mam suszarkę i tak jakoś przy wieszaniu prania denerwowało mnie to puste okno. To zawiesiłam sobie zazdrostkę, ciut przy mała jest i troche krzywo wisi, ale zawiesiłam ją na żyłce, bo nie miałam już haczyków do tych linek do zazdrostek. Ale już tyle czasu czekala na zawieszenie, że jak mnie naszło, to ją zawiesiłam w pięć minut :)
Pozdrawiam i uciekam dziergać, a czeka mnie prucie całego, bardzo męczącego rzędu... Aż nie powtórzę co wysyczałam jak się pokapowałam...30 lipca 2012
29 lipca 2012
Decu szaleństwo w kuchni.
Kilka razy w postach wspominałam, że mam w głowie duży projekt. I udało mi się go wykonać - w części, bo jeszcze dużo przede mną... dużo drobiazgów do wykonania :)
W kuchni mam płytki na ścianie, które były pomalowane na biało (pierwotnie były brązowe, co odkryłam przy szorowaniu przed malowaniem) - zresztą często się z tym spotykam, ze w duńskich domach płytki są malowane, nie tylko na biało - a to jest całkiem nie głupie, bo tańsze, niż zrywanie płytek i na pewno tańsze! A wiadomo, że kobiety lubią zmiany :) Do malowania płytek użyłam duńskiej farby w tłumaczeniu "gruntowna", która pokrywa tłuste plamy i np plamy nikotynowe. Zachowuje się jak farba akrylowa, a na puszce opis, że do klinkietów i paneli. To "se malnęłam", a że farby zostało, to coś jeszcze "malnęłam". Malowałam wałkiem i dzieki temu wyszło idealnie :)
Ale to nie wszystko, no ba! Przeciez nie była bym sobą jakbym czegos nie odwaliła :) Zrobiłam decu na płytkach :) Z serwetek od Anstahe :)
Najpierw wyglądało to tak:
I zaczęłam rozmyslać... Wymyśliłam, żeby zrobić tak:
I to jeszcze nie koniec, bo chce zrobić cieniowaną ramkę fioletową na każdym kafelku z decu. I na koniec musze je jeszcze zalakierować, bo na razie zamalowałam je lakiero-klejem, który swoją drogą jest bardzo odporny na wodę, bo już nie raz przecierałam płytki i nic się nie zmazało :)
A teraz pokażę Wam całość:
jeszcze tylko dreniany wieszak stoi na pochłaniaczu, a powinien wisieć, musze nowe rękawice uszyć i brakuje mi kilku słoiczków do przypraw - bo wykupiłam wszystkie jakie były, a ostatnio zapomniałam sprawdzic czy już są...
zobaczcie ile ja pierdołków mam na górze na meblach... całą masę...
Na ostatnim zdjeciu mój cudny wieszaczek i jak się przyjżycie to zobaczycie moje cudne ściany... Byłam zachwycona tymi wypukleniami, które okazały się moją zmorą, bo kurz się na nich osiada i muszę je czyścić szczoteczką do zębów... Kuchnia nie jest idealna, bo jest ciemna, mam w niej drzwi na korytarz, do salonu i do "mojego tajemniczego" pokoju, gdzie mam min zamrażarkę i trzymam swoje skarby - włóczki, pierdołki, przydasie itp... a jak ktoś przyjedzie to jest tam też kanapa dla gości :)
Zrobiłam jeszcze kilka drobiazgów do kuchni. Doniczkę - która powstała z koszyczka - wszyłam w niego grubą folię i sadzę w nim cebulki, które mi kiełkują i mam szczypiorek :)
Doniczki nie widać gdy stoi na parapecie, bo parapet mam niżej niż blat, ale z ogrodu ja juz widać.
Stojak na noże:
A do tego puszka na drewniane łyżki.
A przy łyżkach najlepsze jest to że, jakieś dwa miesiące temu zaczęłam wymieniać drewniane łyżki - i za jednym zamachem kupiłam prawie wszystkie... ale upchnęąłm je gdzieś, bo stwierdziłam, że wyjmę je jak już zrobie nową puszkę (starą możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu kuchni - stoi przy kuchence). Oczywiście jak zrobiłam już puszkę, to nie mogłam znaleźć łyżek... Na szczęście znalazłam je przy sprzataniu pokoju w którym mial spac mój brat (to właśnie ten magiczny pokój). Ale zdjęcia już są i nie będę robiła nowych z nowymi łyżkami. Chociaż widać, że je używam :)
Chcę Wam podziekować, za komentarze pod ostatnim postem (odpowiedziałam już na pytania). A zwłaszcza dziękuję, tym które szyją, a ja je podziwiam - uskrzydlacie mnie :)
I odpoczęłam. Wróciłam dziś do kuchni z wielkim zapałem, bo... dzieci dały nam pospać do 9.30! I nowe materace.... Się wyspałam! Było mi to potrzebne!
Pozdrawiam!
W kuchni mam płytki na ścianie, które były pomalowane na biało (pierwotnie były brązowe, co odkryłam przy szorowaniu przed malowaniem) - zresztą często się z tym spotykam, ze w duńskich domach płytki są malowane, nie tylko na biało - a to jest całkiem nie głupie, bo tańsze, niż zrywanie płytek i na pewno tańsze! A wiadomo, że kobiety lubią zmiany :) Do malowania płytek użyłam duńskiej farby w tłumaczeniu "gruntowna", która pokrywa tłuste plamy i np plamy nikotynowe. Zachowuje się jak farba akrylowa, a na puszce opis, że do klinkietów i paneli. To "se malnęłam", a że farby zostało, to coś jeszcze "malnęłam". Malowałam wałkiem i dzieki temu wyszło idealnie :)
Ale to nie wszystko, no ba! Przeciez nie była bym sobą jakbym czegos nie odwaliła :) Zrobiłam decu na płytkach :) Z serwetek od Anstahe :)
Najpierw wyglądało to tak:
I zaczęłam rozmyslać... Wymyśliłam, żeby zrobić tak:
I to jeszcze nie koniec, bo chce zrobić cieniowaną ramkę fioletową na każdym kafelku z decu. I na koniec musze je jeszcze zalakierować, bo na razie zamalowałam je lakiero-klejem, który swoją drogą jest bardzo odporny na wodę, bo już nie raz przecierałam płytki i nic się nie zmazało :)
A teraz pokażę Wam całość:
jeszcze tylko dreniany wieszak stoi na pochłaniaczu, a powinien wisieć, musze nowe rękawice uszyć i brakuje mi kilku słoiczków do przypraw - bo wykupiłam wszystkie jakie były, a ostatnio zapomniałam sprawdzic czy już są...
zobaczcie ile ja pierdołków mam na górze na meblach... całą masę...
Na ostatnim zdjeciu mój cudny wieszaczek i jak się przyjżycie to zobaczycie moje cudne ściany... Byłam zachwycona tymi wypukleniami, które okazały się moją zmorą, bo kurz się na nich osiada i muszę je czyścić szczoteczką do zębów... Kuchnia nie jest idealna, bo jest ciemna, mam w niej drzwi na korytarz, do salonu i do "mojego tajemniczego" pokoju, gdzie mam min zamrażarkę i trzymam swoje skarby - włóczki, pierdołki, przydasie itp... a jak ktoś przyjedzie to jest tam też kanapa dla gości :)
Zrobiłam jeszcze kilka drobiazgów do kuchni. Doniczkę - która powstała z koszyczka - wszyłam w niego grubą folię i sadzę w nim cebulki, które mi kiełkują i mam szczypiorek :)
Doniczki nie widać gdy stoi na parapecie, bo parapet mam niżej niż blat, ale z ogrodu ja juz widać.
Stojak na noże:
A do tego puszka na drewniane łyżki.
A przy łyżkach najlepsze jest to że, jakieś dwa miesiące temu zaczęłam wymieniać drewniane łyżki - i za jednym zamachem kupiłam prawie wszystkie... ale upchnęąłm je gdzieś, bo stwierdziłam, że wyjmę je jak już zrobie nową puszkę (starą możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu kuchni - stoi przy kuchence). Oczywiście jak zrobiłam już puszkę, to nie mogłam znaleźć łyżek... Na szczęście znalazłam je przy sprzataniu pokoju w którym mial spac mój brat (to właśnie ten magiczny pokój). Ale zdjęcia już są i nie będę robiła nowych z nowymi łyżkami. Chociaż widać, że je używam :)
Chcę Wam podziekować, za komentarze pod ostatnim postem (odpowiedziałam już na pytania). A zwłaszcza dziękuję, tym które szyją, a ja je podziwiam - uskrzydlacie mnie :)
I odpoczęłam. Wróciłam dziś do kuchni z wielkim zapałem, bo... dzieci dały nam pospać do 9.30! I nowe materace.... Się wyspałam! Było mi to potrzebne!
Pozdrawiam!
28 lipca 2012
Piżamki USZYŁAM!
Powoli wracam, do mojego normalnego trybu codziennego. Dziś rano odstawiliśmy moje rodzeństwo na lotnisko i w czasie powrotu wymyslilismy sobie "robotę" na deszczowy (wybitnie deszczowy) dzień, otóż stwierdzilismy, ze czas najwyższy na zmianę łóżek dla chłopców i materacy dla nas. Więc po drodze bach do sklepu po materace sztuk 4, a że mieliśmy dodatkowe fotele w samochodzie to ciężko było je upchnąć, ale jakoś domknęliśmy bagażnik :) A przed domem to już się wyturlały... I zaczęło się... wytachać ze strychu dwa łóżka, poskręcać je, a ulotka montażowa gdzieś zaginęła (choć ja sądzę, że małżonek w przypływie radości gdzieś ją schował jak kupiliśmy łóżka a teraz nie pamięta gdzie). Ale najważniejsze, że chłopcy mają już nowe łóżeczka :) Ponieważ łóżka (a właściwie łóżko pietrowe, które mozna postawić jako osobne dwa łóżka), czekały na odpowiedni moment już od jakiegoś czasu, to ja zaczęłam przygotowania i sprawiłam chłopcom nowe piżamki :). Na razie tylko dwie, ale w planach mam kolejne :) - tylko ciekawe kiedy je zrobię?!
Zrobiłam je z mojej starej piżamy, a ponieważ, była ona w bardzo dobrym stanie, bo używałam ja tylko zimą i tylko na wyjazdy "do śpiwora", to szkoda mi było ją wyrzucac. To poprułam i dzięki Joance która pokazała na swoim blogu jak wycinać wykrój spodenek - jakoś poszło. Piżamki póki co po praniu w pralce i suszeniu w suszarce jeszcze się nie popruły, więc jestem dobrej myśli :)
Pewnie, że krzywe są, ale i tak jestem z siebie dumna!Teraz staram się ogarnąć, już powstała mała lista co bym chciała zrobić, czy dokończyć, ale najpierw muszę doprowadzic dom do porządku i w przyszłym tygodniu musimy dokończyć cięcie drewna... To też pokażę, bo kiedyś bo zdjęcia porobiłam :) Mam duże zaległości... mam bardzo dużo zdjęć, które musze poumieszczac na blogu, do tego niektórych zdjęć na moim blogu nie widac i muszę je na nowo wstawić, muszę jeszcze zakończyć na blogu zabawę w Robótkowe Euro 2012, ale czekam na wiadomość kiedy będę mogła wysłać ostatnią przesyłkę i też ogłoszę wkrótcę zabawę, która przejęłam od Reni. Teraz robię "coś" dla "Kogoś" i zastanawiam się jak długo wytrzymam na odwyku - niewchodzić do kuchni poza przygotowaniem obiadu. Śniadania, kolacje i wszelkie inne posiłki ma podawać Mąż, a ja mam odpoczywać, bo ostatnie dwa tygodnie to zasuwałam w kuchni jak szalona, dwa razy dziennie robiłam chleb, cos an podwieczorek i drugie sniadanie, a najlepiej spisywały sie drożdżówki - bo przy pracy łatwiej złapac drożdżówkę niz siadać z talerzykiem, do tego obiady i ja juz mam dosyć... A moje rodzeństwo choć młodsze to je tyle co cała nasza piątka! A gdzie Oni to wszystko mieszczą?! Ale chociaż przyjemnie było, bo brat mnie chwalił co chwila, a zwłaszcza za te drożdżówki :)
I wogóle było fajnie, przyjemnie, ale teraz ja muszę odpocząć.
Pozdrawiam Was serdecznie i dziekuję, że zaglądacie do mnie, choc ja ostatnio nie bywałam u Was, a jak byłam, to nawet komentarzy nie zostawiałam, bo na to już czasu brakowało...
26 lipca 2012
Nowy design okna.
Zmęczenie daje się we znaki, bo nawet tytułu postu nie mogłam wymyśleć... Więc, tak szybciutko, bo wymęczona jestem piachem i morzem :) Ale szczęśliwa i "wychasana".
Pokaże Wam jakie zasłonki zrobiłam Córce do jej pokoju (to już jakiś spory kawał czasu temu...). Mamy w domu dwa stare okna - może po wymianie dachu uda się je wymienić, ale póki co planuję je odmalować- i jedno jest u Córki, i mnie męczy bo reszta okien wygląda fajnie bez firanek, czy zasłonek, a to okno mnie męczyło, do tego to właśnie te stare okna mam wprost na sąsiadów! Co prawda Oni nam w okna nie zaglądają i ich oka są niżej, więc niewiele pewnie by wypatrzyli, ale i tak irytowało mnie to. To z włóczki w takie bąble zrobilam zasłonkę, a jako klamry slużą kwiatki szydełkowe usztywnione w łodygach drutem.
Ciężko się robi zdjęcia okien :(
I jeszcze dwie doniczki, które już pokazywałam, ale teraz z kwiatkami - kwiatki pewnie wkrótce padną, nie mam przekanania do takich kwiatów w domu i muszę znaleźć dla niej coś innego drobnego i ładnie kwitnącego na zachodnie okno (macie jakiś pomysł co to za kwiatki mogły by być?).
Na chwilę obecną powstała już kolejna doniczka, ale to już pokażę kiedy indziej...
Pozdrawiam serdecznie i dziękuje, ze jesteście u mnie, choć mnie u Was nie ma...
Pa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















